Historia Kingi: Mój Wiktorek

Historia Kingi: Mój Wiktorek

Spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. To był listopad. Test wykazał trzecią ciąże . Trzymałam na rękach 10-cio miesięcznego synka , córka bawiła się lalkami miała trzy latka. Ja sama mialam 22. Wtedy swiat wywrocil sie dogory nogami. Maz stracil prace a ja spodziewalam sie kolejnego dziecka. Bylam zla ze nie uwazalam i nie zabezpieczylam sie odpowiednio. Szok. Wizyta u lekarza i pierwsze usg  ciaza zywa 8 tygodni. Umowilam sie na usg 3d. Dojrzewala we mnie mysl ze znow zostane mama, poukladalam mysli i stwierdzilam , ze poradze sobie i bede kochac malenstwo na pewno tak jak jego rodzenstwo. Usg mialo odbyc sie 4 stycznia. Odliczalam dni. Nie moglam sie doczekac. Nadszedl dzien ,wielki dzien dla mnie. Zobaczylam slodkie malenstwo ktore przeciaga sie i lapie fikolki w brzuchu. Bijace serduszko ,zdrowe malenstwo i 13 tydzien ciazy. Pokochalam je  , tak mocno. Lza zakrecila mi sie w oku ze wzruszenia i milosci , ktora poczulam do mojego dziecka. Lekarz zapewnil ze wszystko ok a lozysko jest na tylnej scianie macicy. Z duma pokazywalam wszystkim zdjecie mojego skarba. Cieszylam sie nim pomimo tego ze wszyscy robili wielkie oczy „trzecie dziecko?!” „szybko” ” rozpedziliscie sie ” zupelnie tego nie rozumialam, przeciez ono bylo MOJE . Wizyta u lekarza 13 styczen, wszystko ok . Powrot do domu. Mialam jechac do miasta wiec ubralam kurtke . Gdy zakladalam kozaki poczulam jak cieknie mi cos po nogach, to byla krew. Z panika w glosie wolalam meza aby zawiozl mnie do szpitala. Cala droge plakalam. Wyszlam z samochodu czujac jak krew zalewa mnie coraz wiecej. Idac po korytarzu zostawialam za soba sciezke krwi i blagajac o pomoc zawieziono mnie na oddzial. Badanie i usg . Dziecko zyje. Dziekowalam bogu ze uratowal moja kruszynke. Zostalam 5 dni w szpitalu dostajac leki na podtrzymanie ciazy. Stwierdzono ze kosmkowka nachodzi na ujscie pochwy i to przyczyna krwawienia, kazano mi sie oszczedzac i zabroniono wspolzycia. Pomyslalam ,ze dla dziecka wszystko. Po tygodniu wrocilam na oddzial z plamieniem. Na dodatek bylam chora. Wlaczono  mi antybiotyki . W wtorek zaczely schodzic ze mnie skrzepy krwi wraz ze skurczami. Lekarz nie zbadal mnie i nie zrobil usg tylko zlecil kroplowke rozkurczowa i zastrzyk. Nastepnej nocy zdarzylo sie to samo. Na dyzurze byla pani doktor ktora natychmiast mnie zbadala i wykonala usg. Pokazala mi ogromnego krwiaka miedzy macica a lozyskiem…i powiedziala ze musze lezec i nie wyjde poki sie nie wchlonie bo gdy peknie najprawdopodobniej  lozysko sie odklei i strace dziecko. Strach mnie sparalizowal… dostalam kroplowki i lezalam. Nastepna noc. Obudzil mnie bol w podbrzuszu . Wstalam aby powiedziec poloznej. W tym momencie zaczely wylatywac ze mnie skrzepy wielkosci dloni. Pomyslalam ze stalo sie najgorsze. Nie moglam powstrzymac lez z obawy o moje dziecko. O moje malenstwo za ktore bylam w stanie oddac zycie okazalo sie ze krwiak pekl. A dziecko zyje ! po raz kolejny dziekowalam bogu . Kroplowka rozkurczowa i spac. Piatek samo krwawienie . Kroplowka i ok. Sobota rano pani doktor dala mi nadzieje. Pow ze krwiaka nie ma juz. Nie plamilam i gdy zmniejszy sie stan zapalny wracamy do domu. Ze moje dziecko jest silne i ma duza wole zycia z usg wynikalo ze o tydzien jest starszy . I musze dac jemu lub jej na imie Wiktor lub Wiktoria – od zwycieztwa. Pelna nadzieji i szczesliwa ogromnie oczekiwalam na badanie krwi  ktore w poniedzialek mialo wypuscic nas do domu. Niedziela rano…obudzil mnie bol… wstalam do poloznej aby jej powiedziec . Niestety przyszla po 40 minutach a ja zwijalam siew bolu od skurczy. Prosilam o kroplowke rozkurczowa lecz ona przyniosla paracetamol 🙁 nagle poczulam jak na skurczu cos peklo i nagle skurcze odeszly. Wiedzialam…wiedzialam co sie stalo lecz nie chcialam wierzyc… nacisnela mi na brzuch i urodzil sie synek….lozysko sie odkleilo. Stracilam dziecko w 17 tyg . Synek . Wiktorek. Moja rozpacz i zal nie maja konca. Pochowalam go. Byl bardzo podobny do brata.a ja mysle co moglam zrobic aby go uratowac…czy gdybym dostala kroplowe na czas moje dziecko by zylo we mnie nadal…

Przeczytaj więcej:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *