O dniu, który najpierw był piękny…Potem radość zniknęła…

Cześć mamusie i przyszłe mamusie! 28.03.2017r. to zarazem najlepszy jak i najgorszy dzień w moim życiu… tego dnia urodziła się moja perełka, księżniczka, upragniona córeczka – Zuzanna … Tragiczna strona tej opowieści to to, że jeszcze tego samego dnia zmarła…zuzanna

Urodziła się w 4 dniu 22 tygodnia…

….z wagą 440g, długość 27cm. W nocy z 27 na 28 marca pojechałam do szpitala z bólami i twardnieniami brzucha… Diagnoza – macica się stawia, szyjka zamknięta, wszystko ok… Dostałam zastrzyk i luteinę pod język, niestety ból nie ustawał… noc nieprzespana … mała wierciła się i wierciła… Ok. godz. 8 rano poinformowałam położne, że ból nie ustaje, a wręcz przeciwnie… Usłyszałam – zaraz będzie lekarz, to zobaczy co i jak…Faktycznie jakieś pół godz. po tym przyszedł lekarz, tyle, że znów kazano mi czekać do końca obchodu. No to czekałam…

 Około godziny 9.00 poczułam mocny ucisk na pęcherz…

…usiadłam – coś ze mnie chlusnęło… Pomyślałam, że to śluz, bo bardzo dużo go traciłam… Naszykowałam sobie wkładkę, czystą bieliznę , ręcznik, żel i chciałam iść się odświeżyć. Tyle, że jak wstałam, to…. zalałam się krwią… Stałam jak wryta… Zaczęłam krzyczeć POMOCY !! Ja krwawię! Zabrali mnie na zabiegowy… szybka akcja – na wózek, stół, pierwsza lepsza sala… Przebiegł lekarz, patrzy, diagnoza – 7cm rozwarcia… wiedziałam co to znaczy, ale nie mogłam w to uwierzyć… Kazał mi przeć, po chwili krzyczał – NIE PRZEĆ , ZA DUŻY KRWOTOK!!! Brak grupy krwi w książeczce, krwotok, przebicie wód płodowych, moje omdlenia…

Nagle zobaczyłam, jak lekarz wyjął ze mnie dziecko…

malutką, bezbronną mamusi stokroteczkę… Miała jeszcze przezroczysta skórę… ale buźki nie widziałam, tylko STÓPKI… takie malusie… O godz. 9:30 przyszła na świat…A potem…zabrali ją, a ja? A ja musiałam zostać – nie wyszło całe łożysko. Łyżeczkowanie bez znieczulenia, bo nie mogłam, bo po śniadaniu…Ok. 10. byłam już w pokoju, sama…. z pustym brzuchem i sercem… obolała… Zasnęłam, a może zemdlałam… nawet już nie pamiętam…

W głowie krążyły mi pytania: dlaczego akurat mnie to spotkało?

Po przebudzeniu zapytałam CO Z NIĄ? – JESZCZE żyje, ale ledwo już oddycha.. Zabrakło mi tchu, łzy napłynęły do oczu…zamurowało mnie. W głowie krążyły mi pytania: JAK TO? DLACZEGO? DLACZEGO AKURAT MNIE TO SPOTKAŁO? …. Moja córeczka…. mój ANIOŁECZEK. Nie chciałam już rozmawiać…tylko płakałam. Nie wierzyłam w to, co się stało… No i tak 1.04.2017 r. odbył się pogrzeb MOJEJ CÓRECZKI. Piszę tutaj o tym , bo chciałam wam pokazać moją jedyną pamiątkę z tego dnia, bo przecież najpierw był piękny… dopiero później radość zniknęła…


Jeśli chcesz podzielić się swoją historią napisz do nas na adres info@poronilam.pl

Przeczytaj więcej:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *