Chciałabym, żeby moja historia była przykładem, że warto walczyć o swoje…

Witam, sama nie wiem jak zacząć, chciałabym opisać swoją historię zbieram się w sobie już od dłuższego czasu, ale chyba nadszedł czas.

Jestem mamą 2 dzieci, to miało być nasze 3 dziecko bardzo chcieliśmy bardzo pragnęłam tego dziecka marzyłam i nim i nagle stało się…doczekałem się kolejnych 2 kresek. To był październik, poranek  po zobaczeniu tych dwóch kresek byłam chyba najszczęśliwszą osobą na ziemi. Pierwszy krok telefon do męża również radość ogromna z jego stronie. Potem poleciało szybki telefon do ginekologa, tak potwierdzam mamy kropeczkę…sterta badań wiadomo, po kolei informowaliśmy rodzinę, znajomych. Dzieci przeszczęśliwe, że będzie rodzeństwo. Wszystko układało się idealnie książkowo wręcz jak przy pierwszych dwóch ciążach…

Chciałabym, żeby moja historia była przykładem, że warto walczyć o swoje...

Nadeszły święta, życzenia… cudowny czas…

…wszyscy życzyli jednego, wiadomo byłam taka dumna, szczęśliwa nawet nie da się tego ubrać w słowa..  Zaczynał się 13 tydzień, zbliżał się upragniony dzień badań prenatalnych aby dowiedzieć się jaka płeć każdy już z niecierpliwością oczekiwał… Wybraliśmy się z mężem na umówioną wizytę wzięliśmy starszą córeczkę z nami (9 lat). Czekając w poczekalni -śmiechy, żarty z naszej strony, „Mamusiu ja bym bardzo chciała siostrzyczkę, może właśnie pan doktor powie, że to dziewczynka” „Zobaczymy kochanie„…

Nadszedł czas weszliśmy z mężem do gabinetu. Bardzo młody, fajny, wesoły lekarz kazał się położyć i zaczynamy. Z niecierpliwością czekam, lekarz pyta „który to tydzień„? Mówię 13… Hmm dziwnie bo jest mniejsze to dzieciątko jak na ten czas,ale spokojnie zaraz wszystko sprawdzę, teraz bicie serduszka…” I tu nastała cisza…..

„Bardzo mi przykro ale nie ma akcji bicia serca”

„Panie doktorze co jest?” – pyta mąż…. Cisza, patrzy na mnie „bardzo mi przykro ale nie ma akcji bicia serca” ? „ale jak to proszę sprawdzić jeszcze raz”. Sprawdził. „No bardzo mi przykro”.

Nie wierzyłam, łzy same ciekły po policzku, mąż milczał lekarz czynił swoją powinność, „dam państwu skierowane do szpitala trzeba się zgłosić na zabieg…”. Zawaliło się wszystko, milion myśli w głowie, niedowierzanie, wychodzimy z gabinetu ja cała zapłakana, mąż ciągle milczący na korytarzu czeka nasza córka przebiegła przytuliła nie pytała o nic… W połowie drogi do domu wykrzesałam z siebie zdanie „kochanie, dzidziuś zmarł bo był chory i słaby nie będzie siostrzyczki ani braciszka…”. Łzy również jej poleciały wszyscy w milczeniu wróciliśmy do domu.

W domu każdy zaszył się w swoim kącie

Po drodze odebraliśmy młodszego syna z przedszkola (6 lat). Widząc nas zapłakanych zapytał co się stało, córka mu powiedziała. Milczał. Wszyscy wróciliśmy do domu, każdy zaszył się w swoim kącie milcząc. Cisza. Mąż przytulał, nie mówił nic….

Trzeba było zdobyć się na odwagę i zadzwonić do ginekologa. Było też jej ciężko, współczuła, poradziła żeby jechać do szpitala. Noc nieprzespana. Płacz.

Mąż z bezsilności szukał porad na Internecie, trafił na stronę poronilam pl. Mówi „słuchaj, tu na tej stronie jest po kolei krok po po kroku, co robić…” Ja mówię ale jak to po co?  Trzeba jechać do szpitala zrobią swoje i tyle dost to L4 i niedługo do pracy… „Nie, przysługuje Ci macierzyński itd.”

„Teraz będziemy potrzebować dużo sił aby przez to przejść, dasz radę?”

Nadszedł poranek, trzeba jechać…? było mi tak strasznie źle, z jednej strony ból cierpienie z drugiej normalnie życie trzeba odwieźć dzieci do szkoły przedszkola pożegnać się i do szpitala… Jeszcze pytanie od męża „Chcesz iść na urlop macierzyński i korzystać z tego, co ci przysługuje? Bo trzeba podjąć decyzję. Teraz będziemy potrzebować dużo sił aby przez to przejść dasz rade?” Dam… Stawiam się na izbę przyjęć w szpitalu, tłum ludzi, ja zapłakana oczekiwałam na swoją kolej. Zostałam poproszona przez lekarza, wywiad itd. Zapytałam się o to, jak mogę skorzystać z urlopu macierzyńskiego.… On się zdziwił popatrzył na mnie „No ma pani takie prawo, ale rzadko się to zdarza u nas po co to pani… Dam dam pani l4, a tak tyle trzeba przejść potem pochować dziecko, badania genetyczne itd. po co to pani... Dzisiaj będzie zabieg zapraszam na oddział…”.

„Trzeba walczyć o to, co się nam należy, a ty dłużej odpoczniesz”

Znowu dał do myślenia.  A może rzeczywiście nie dam rady zbyt dużo będzie mnie i męża to kosztować i tak wystarczająco cierpię… Rozmowa z mężem: „A dlaczego mamy nie dać rady kochanie, nie warto się poddawać, trzeba walczyć o to, co się nam należy, a ty dłużej odpoczniesz po tym wszystkim będzie to potrzebne ci„.

Ok, to co decydujemy się. Tak. Nadszedł na oddziale mój czas, ostatnie pogłaskanie brzuszka, ogromy strach. Przyszła pani pielęgniarka „Proszę, czekamy na panią„.

Wszyscy zamarli wściekłość w oczach… „Ale pani wymyśla”

Szłam jak na ścięcie, weszłam, znowu tłum, wszyscy patrzą. Kilka pielęgniarek, anestezjolog i lekarz, który mówi mi „Chce panią poinformować, że dziecko po zabiegu zostanie skremowane i pochowane w zbiorowej mogile, wyraża pani zgodę?”

Ja mówię NIE bo chce zabrać ze sobą wysłać na badania genetyczne płci, potrzebuje akt zgonu do urlopu macierzyńskiego… Wszyscy zamarli wściekłość w oczach… Lekarz stwierdził, że nie wie, co w tej sytuacji. Musi iść do ordynatora. Pielęgniarki wściekłe, bo ile to będzie teraz trwało… „Ale pani wymyśliła….”

Poczułam się strasznie jak bym zrobiła coś strasznego…

…a ja chciałam tylko zabrać swoje dziecko, mam prawo przecież to moje dziecko. NIKT mi nie będzie narzucać co zrobić. Trudno, ich wzrok wszystkich byl straszny….

Przyszedł lekarz. Poinformował, że dziecko czyli materiał… wcześniej będzie wysłane na badania histopatologiczne. Po badaniu będzie można odebrać w laboratorium i oddać na badania genetyczne… „Proszę na fotel”…

Zrobili swoje. Po wszystkim obudziłam się czułam straszny ból, mąż był przy mnie trzymał za rękę nie mówił nic.Po jakim czasie przyszedł lekarz zapytać, czy wszystko ok. Milczałam. Jak może być ok... Czułam się dziwnie źle, a gdzie psycholog, ktokolwiek żeby przyszedł, zapytał, porozmawiał, dodał otuchy, pocieszył… Nie ma nikogo kobieta zostaje sama z tym wszystkim, gdyby nie najbliższe osoby to…

Cieszę się, że podjęliśmy taką decyzję. Wiem, że aniołek jest już w niebie czuwa nad nami

Następny dzień zostałam wypisana do domu, i zaczęłam działać. Stałam się silniejsza. Stwierdziłam, że muszę teraz zrobić to wszystko na co się zdecydowaliśmy, czyli badania genetyczne, pochówek macierzyński itd. Było ciężko, ale wszystko jest do przejścia. Naprawdę cieszę się, że podjęliśmy z mężem taka decyzję dzięki temu wiem, że nasz aniołek jest już w niebie czuwa nad nami, możemy iść się pomodlić, dzieci też wiedzą że była to jednak siostrzyczka. Warto czasem podjąć ryzyko i walczyć o swoje prawa, ale jeśli chodzi o szpital zero rad, pomocy, nic – wręcz niechęć. Dowiedziałam się na koniec, że jestem jedną z nielicznych upartych pacjentek... A to wszystko dzięki mężowi, gdyby nie on też nie byłam bym świadoma, co możemy, jakie mamy prawo

Chciałabym żeby moja historia była przykładem, że warto walczyć o swoje…

I uświadomić kobiety, żeby się nie bały i nie poddawały. Dzięki temu teraz dochodzę  do siebie i mam trochę czasu po tym wszystkim… I jakiś ślad po naszym maleństwie został, a nie tylko kartka z wypisem ze szpitala…. A poza szpitalem spotkaliśmy się z mężem z ogromną życzliwością, wyrozumiałością i cierpliwością – począwszy od waszej infolinii.

Bardzo chciałabym aby bardziej rozpropagować ten problem w naszym kraju, musimy walczyć.

[pisownia oryginalna]

Jeśli chcesz podzielić się swoją historią napisz do nas na adres info@poronilam.pl

Przeczytaj więcej:

Jedna myśl nt. „Chciałabym, żeby moja historia była przykładem, że warto walczyć o swoje…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *