Historia Kingi: Mój Wiktorek | Poroniłam.pl

Historia Kingi: Mój Wiktorek

Publikacja: 15.02.2016, 13:33
wasze historie po poronieniu - niebieski bucik niemowlęcy

Spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. To był listopad. Test wykazał trzecią ciąże. Trzymałam na rękach 10-cio miesięcznego synka, córka bawiła się lalkami miała trzy latka. Ja sama miałam 22. Wtedy świat wywrócił się do góry nogami. Mąż stracił prace a ja spodziewałam się kolejnego dziecka. Byłam zła, że nie uważałam i nie zabezpieczyłam się odpowiednio.

Szok. Wizyta u lekarza i pierwsze usg  ciąża żywa 8 tygodni. Umówiłam się na USG 3d. Dojrzewała we mnie myśl ze znów zostanę mamą, poukładałam myśli i stwierdziłam, że poradzę sobie i będę kochać maleństwo na pewno tak jak jego rodzeństwo. USG miało odbyć się 4 stycznia. Odliczałam dni. Nie mogłam się doczekać.

Nadszedł dzień, wielki dzień dla mnie. Zobaczyłam słodkie maleństwo, które przeciąga się i łapie fikołki w brzuchu. Bijące serduszko, zdrowe maleństwo i 13 tydzień ciąży. Pokochałam je, tak mocno. Łza zakręciła mi się w oku ze wzruszenia i miłości, która poczułam do mojego dziecka. Lekarz zapewnił, że wszystko ok a łożysko jest na tylnej ścianie macicy.

Z duma pokazywałam wszystkim zdjęcie mojego skarba. Cieszyłam się nim pomimo tego ze wszyscy robili wielkie oczy „trzecie dziecko?!” „szybko” ” rozpędziliście się ” zupełnie tego nie rozumiałam, przecież ono było MOJE. Wizyta u lekarza 13 styczeń, wszystko ok. Powrót do domu. Miałam jechać do miasta, więc ubrałam kurtkę. Gdy zakładałam kozaki poczułam, jak cieknie mi cos po nogach, to była krew.

Z paniką w glosie wolałam męża, aby zawiózł mnie do szpitala. Całą drogę płakałam. Wyszłam z samochodu czując – jak krew zalewa mnie coraz więcej. Idąc po korytarzu zostawiałam za sobą ścieżkę krwi i błagając o pomoc zawieziono mnie na oddział. Badanie i USG. Dziecko żyje. Dziękowałam bogu, że uratował moją kruszynkę. Zostałam 5 dni w szpitalu, dostając leki na podtrzymanie ciąży.

Stwierdzono, że kosmówka nachodzi na ujście pochwy i to przyczyna krwawienia, kazano mi się oszczędzać i zabroniono współżycia. Pomyślałam, że dla dziecka wszystko. Po tygodniu wrodziłam na oddział z plamieniem. Na dodatek byłam chora. Włączono  mi antybiotyki. W wtorek zaczęły schodzić ze mnie skrzepy krwi wraz ze skurczami. Lekarz nie zbadał mnie i nie zrobił usg tylko zlecił kroplówkę rozkurczowa i zastrzyk. Następnej nocy zdarzyło się to samo. Na dyżurze była pani doktor, która natychmiast mnie zbadała i wykonała usg.

Pokazała mi ogromnego krwiaka miedzy macica a łożyskiem powiedziała, że musze leżeć i nie wyjdę póki się nie wchłonie, bo gdy pęknie najprawdopodobniej łożysko się odklei i stracę dziecko. Strach mnie sparaliżował, dostałam kroplówki i leżałam. Następna noc. Obudził mnie bol w podbrzuszu. Wstałam, aby powiedzieć położnej. W tym momencie zaczęły wylatywać, ze mnie skrzepy wielkości dłoni. Pomyślałam, że stało się najgorsze.

Nie mogłam powstrzymać łez z obawy o moje dziecko. O moje maleństwo, za które byłam w stanie oddać życie, okazało się, że krwiak pękł. A dziecko żyje! Po raz kolejny dziękowałam bogu. Kroplówka rozkurczowa i spać. Piątek samo krwawienie. Kroplówka i ok. Sobota rano pani doktor dała mi nadzieje. Powiedziała, że krwiaka nie ma już. Nie plamiłam i gdy zmniejszy się stan zapalny wracamy do domu, że moje dziecko jest silne i ma dużą wole życia. Z usg wynikało, że o tydzień jest starszy. I musze dać jemu lub jej na imię Wiktor lub Wiktoria – od zwycięstwa.

Pełna nadziei i szczęśliwa – ogromnie oczekiwałam na badanie krwi, które w poniedziałek miało wypuścić nas do domu. Niedziela rano…obudził mnie ból… wstałam do położnej, aby jej powiedzieć .Niestety przyszła po 40 minutach a ja zwijałam się z bólu od skurczy. Prosiłam o kroplówkę rozkurczową, lecz ona przyniosła paracetamol 🙁 nagle poczułam – jak na skurczu cos pękło i nagle skurcze odeszły. Wiedzialam…co się stało, lecz nie chciałam wierzyć. Nacisnęła mi na brzuch i urodził się synek….łożysko się odkleiło. Straciłam dziecko w 17 tyg.

Synek . Wiktorek. Moja rozpacz i żal – nie mają końca. Pochowałam go. Był bardzo podobny do brata a ja myślę, co mogłam zrobić, aby go uratować. Czy gdybym dostała kroplówkę na czas moje dziecko by żyło we mnie nadal…

Nie musisz przechodzić przez to sama. Gdzie uzyskać wsparcie?

Skontaktuj się z nami, jeśli:

  • potrzebujesz informacji o swoich prawach,
  • chcesz sprawdzić, jakie badania mogą pomóc poznać przyczynę poronienia,
  • lekarz nie zabezpieczył próbki z poronienia? skontaktuj się z nami – podpowiemy, co możesz zrobić.
+48 537 883 952
lub napisz maila info@poronilam.pl

Pamiętaj: Poronienie to nie Twoja wina.

Masz prawo do emocji, do odpoczynku i do wsparcia

Zapraszamy również na naszą grupę facebookową

Możesz zadać pytanie albo podzielić się swoją historią, ponieważ potrzebujesz wysłuchania. Możesz też komentować posty innych kobiet, aby je wesprzeć lub wspomóc swoim doświadczeniem.

Po poronieniu – badania, ciąża, prawa i wsparcie

Grupa prywatna - Ponad 17 tys. członków

Dołącz do grupy