Mam 35 lat. Dwoje nastoletnich dzieci.
Zawsze mówiłam, że to mi wystarcza, ale rok temu w mojej głowie powstała wizja trzeciego bobaska. W styczniu na teście ciążowym zobaczyłam 2 kreski. Ja i mąż bardzo się cieszyliśmy, nasze dzieciaki też. Ciąża przebiegała ok, badania prenatalne i pierwsze USG w porządku.
Kiedy dowiedziałam się, że w moim brzuchu stacjonuje dziewczynka płakałam ze szczęścia. 20 maja na USG połówkowym, okazało się, że nasza córka nie żyje. Dzień później urodziłam ją w szpitalnym łóżku. Zabraliśmy jej ciało i pochowaliśmy w zimnym grobie.
Minęły 3 tygodnie, o niczym innym nie myślę. Przeczytałam już masę książek o stracie dziecka. Nie poznaje się w lustrze, część mnie umarła razem z nią. Boję się, że nigdy nie wrócę już do życia.
(pisownia oryginalna)
Autor: Ola






