Późne poronienie – historia o stracie | Poroniłam.pl

Późne poronienie – historia o stracie

Publikacja: 09.07.2021, 10:23
historia o poronieniu - kobiece spojrzenie

Witam wszystkich.

Chciałabym opisać wam moje negatywne doświadczenie z pierwszą ciąża.
Mam 30 lat. Na dziecko bardzo się cieszyliśmy.
Ciąża przebiegała prawidłowo i między 12 a 14 tyg.ciaży wykonałam badania prenatalne. Wszystko było w porządku. Lekarka powiedziała super wyniki. Minęło kolejne dwa tyg. i nadal było wszystko ok.


Niestety około 15 tyg ciąży na kolejnej wizycie stwierdzono u mnie polipa szyjki macicy, jednakże nie stanowił zagrożenia dla dziecka.
Zaczęły się już plamienia. I ja myślałam, że pewnie polip tak plami.

Cały tydzień były lekkie plamienia. W nast. tyg. w poniedziałek jakąś część tkanki odpadła mi (myślałam, że to polip) i udaliśmy się do szpitala. Tamta lekarka skaleczyła mnie podczas badania wziernikiem skupiając się na polipie. W moczu nie było krwi i było wszystko ok.

W nocy jednak nie mogłam spać. Na drugi dzień udałam się do lekarza, aby sprawdzić czy z dzieckiem wszystko ok. Było ok.

Jednak w czwartek podczas wizyty w toalecie zaczęłam mocniej krwawić. Od razu udałam się do lekarza i tam stwierdzono, że krew idzie ze środka a nie z polipa. Załamałam się. Ze strachu udałam się do szpitala i tam stwierdzono to samo. Miałam leżeć.

Bałam się jak nigdy w życiu idąc do toalety. Krew jak przy miesiączce. Nie było ogromnie dużo. Zawsze to samo krew. Jednak jak leżałam było ok i do tej pory miałam nadzieję. Minęło dwa dni w tym samym stanie. W sobotę wstałam do toalety i było gorzej. Koniecznie chciałam zobaczyć męża. On przyjechał do mnie. Zawiózł mnie na badania i widział, że serce bije.

Pierwszy i ostatni raz widział, ze względu na koronę. Wtedy powiedziała mi lekarka, że jest krwiak i łożysko się odkleja. Kochani minęła godzina od badania, dostałam bóli porodowych. Nie mogłam ich znieść. Dostałam kroplówkę, która zanim zeszła jeszcze nie zaczęła działać. Myślałam że umrę. W końcu zwymiotowałam 2 razy troszkę. Dwa razy szarpało mną i wszystko we mnie pękło.

Poroniłam na łóżku szpitalnym widziałam tylko kałużę krwi pod sobą. Potem przyjechał mąż. Pokazali nam dziecko to była córeczka. Była piękna. 140 g i 17 cm. Wielkości dłoni. Wszystko było wykształcone. Wszystkie narządy.

Sami ją pochowaliśmy. Serce nam na pół pękło. A ja cóż miałam operację. Wszystko mi czyścili a później została tylko pustka. Zostały tylko zdjęcia po córce.
Nie życzę nikomu takiej tragedii. Nie wiem jak będzie dalej.

Proszę was o wsparcie i wszystkim, którzy taką tragedię przeszli życzę dużo sił.
Mając nadzieję na przyszłość.

Autor: Katarzyna

Komentarze (8)

  1. Przesyłam ogrom sił … Ja też nie wiem co będzie dalej ale każdy dzień pokazuje, że jakoś trzeba żyć choć nie wiadomo jak…
    W jaki sposób, jak zaakceptować.

  2. Przesyłam dużo siły…. Mierzenie się ze stratą boli każdego dnia, czasem nieco mniej, czasem mocniej. I serce rozdarte na zawsze.
    Ale pamiętamy i kochamy.

  3. To ogromna tragedia. Wiem coś o tym. Ja 21 czerwca straciłam 2 córeczki i to w 20 t.c. z powodu przedwczesnego odejścia wód płodowy. Dzieci zdrowe. Duże i piękne tylko te wody…. chcieli ciążę utrzymać bez wód ale po tygodniu dostalam zakażenia i pojawiły się skórcze. Dla mnie największą tragedią bylo to że jednej z nich do 3 godzin biło serduszko a lekarze nie robili nic żeby ratować…. Nam tez serce pękło na pół bo już czułam ruchu, związałam się z tymi dziewczynkami. Nie mogę tego przeżyć…Codziennie wspominam ten poród, ich twarzyczki i ból rozdzierający serce….

    1. Ja straciłam dwóch synków w 21/22 t.c. także przedwczesne odejście wód… Choć lekarze ratowali jak mogli.
      Ogromnie trudna sytuacja, to rozdziera serce na zawsze.
      Czy korzystasz z terapii Melisa?

    2. Jestem z Panią całym sercem ♥️
      Codziennie jeżdżę na cmentarz.
      Modlę się. Płaczę codziennie. A minął ponad miesiąc. Spotkamy nasze dzieciątka po drugiej stronie tęczy . One też za nami tęsknią. Wierzę, że kiedyś będziemy jeszcze szczęśliwe, jednak te dzieciątka pozostaną w naszym sercu i spotkamy je po drugiej stronie. Tam czekają na nas. W tym życiu nie dostaniemy odpowiedzi dlaczego nas to spotkało. Życzę mimo wszystko dużo siły i nadzieji. My musimy dalej żyć i dalej walczyć na tym świecie. One są u Pana Boga i czekają na nas.
      Proszę posłuchać tej piosenki:
      https://youtu.be/osfrlqq3LxM

  4. Jestem z Panią całym sercem ♥️
    Codziennie jeżdżę na cmentarz.
    Modlę się. Płaczę codziennie. A minął ponad miesiąc. Spotkamy nasze dzieciątka po drugiej stronie tęczy . One też za nami tęsknią. Wierzę, że kiedyś będziemy jeszcze szczęśliwe, jednak te dzieciątka pozostaną w naszym sercu i spotkamy je po drugiej stronie. Tam czekają na nas. W tym życiu nie dostaniemy odpowiedzi dlaczego nas to spotkało. Życzę mimo wszystko dużo siły i nadzieji. My musimy dalej żyć i dalej walczyć na tym świecie. One są u Pana Boga i czekają na nas.
    Proszę posłuchać tej piosenki:
    https://youtu.be/osfrlqq3LxM

  5. Proszę się trzymać mocno niech Pani się nie poddaje wierze ze dzieciatko wróci to silna więź matki i dziecka wszystko co głośi religia istnieje my także straciliśmy córeczkę bardzo późno w 33 tygodniu od świeżej infekcji cytomegalowirus lekarz badał 2 razy wyniki od 26 tygodnia i zlekcewazyl wirusa przez infekcje zrobił się obrzęk lekarz dosłownie nie pomógł naszej coreczce nie skierował do szpitala po ostatnim badaniu krwi 6 tygodni przed śmiercią wiadomość do przyszłych mam omijajcie lekarzy z słubic ( lubuskie ) szerokim łukiem nie ma tu specjalistów nawet jak siebie takimi okreslaja , nie bylo żadnych plamien i objawów bardzo podstępnie zabrano nasze dziecko a skąd wiedziałam że córka odeszła była to niedziela późnym wieczorem obudził mnie mąż i powiedział że widział jak dzuszyczka córeczki wyszła z mojego brzucha i leżała przez kilka sekund kolo mnie jak niemowlę ruszając raczkami i nozkami dala znac ze odeszla na drugi dzien w szpitalu to potwierdzono zaloba to trudny okres kazdy rodzic przechodzi tak samo to bardzo dobry boli i smuci ale nie można się spodziewać poddawac

  6. Ja straciłam ciążę w 14 tygodniu. Od rana plamiłam, mój lekarz nie odbierał, położna też. Ze względu na potwierdzony wynik COVID męża ciężko było znaleźć lekarza, ale się udało. Miałam do niego jechać na 17:00. Chwilę po 16 poszłam na siku przed wyjazdem i… już nie musiałam nigdzie jechać. Poroniłam. Nie pochowaliśmy, bo nie byłam sobie w stanie wyobrazić, że to przeżyje, a teraz tak okropnie tego żałuje… na dodatek muszę patrzeć na ciążę bratowej męża (oni zupełnie dziecka nie chcieli, a wpadli półtora miesiąca po tym jak my zaszliśmy). I teraz widzę ją, jej brzuch, a w głowie mam świadomość, że ja też tak bym miała. A termin był na 3 października tego roku…
    Łączę się w bólu z każdą, która to przeżyła i przeżywa. To jest nie do opisania, ale ja Was rozumiem. Nie jesteście same.

Nie musisz przechodzić przez to sama. Gdzie uzyskać wsparcie?

Skontaktuj się z nami, jeśli:

  • potrzebujesz informacji o swoich prawach,
  • chcesz sprawdzić, jakie badania mogą pomóc poznać przyczynę poronienia,
  • lekarz nie zabezpieczył próbki z poronienia? skontaktuj się z nami – podpowiemy, co możesz zrobić.
+48 537 883 952
lub napisz maila info@poronilam.pl

Pamiętaj: Poronienie to nie Twoja wina.

Masz prawo do emocji, do odpoczynku i do wsparcia

Zapraszamy również na naszą grupę facebookową

Możesz zadać pytanie albo podzielić się swoją historią, ponieważ potrzebujesz wysłuchania. Możesz też komentować posty innych kobiet, aby je wesprzeć lub wspomóc swoim doświadczeniem.

Po poronieniu – badania, ciąża, prawa i wsparcie

Grupa prywatna - Ponad 17 tys. członków

Dołącz do grupy