Liczy się tylko czy bije serce… | Poroniłam.pl

Liczy się tylko czy bije serce…

Publikacja: 29.03.2024, 21:26
wasze historie po poronieniu - serce w dłoni rodziców

Moja kochana córeczka… tak za nią tęsknię.

To była moja pierwsza ciąża, przemyślana, zaplanowana. Wcześniej zrobiłam potrzebne badania, brałam dużo witamin, zdrowo odżywiałam się; uprawiałam delikatnie sport. Wszystko po to, aby pewnego dnia postarać się i być przygotowana na nowe życie w sobie.

Udało mi się zajść w ciążę w sierpniu 2023. Mąż zachwycony od samego początku, całował mnie i głaskał każdego dnia po brzuchu wyczekując aż kogoś będzie widać. Ja przerażona tym nieznanym życiem, ale z każdą wizytą cieszyłam się coraz bardziej.

Wszystkie wyniki super, badania książkowe, moje samopoczucie rewelacyjne. Zero dolegliwości, czy zmęczenia. Pełna życia i energii pracowałam, ale oszczędzałam się. Rodzinie powiedzieliśmy dopiero po badaniach prenatalnych, ponieważ nie jestem z tych osób co chwalą się od zrobienia testu. Po cichu głaskałam moje szczęście w domu. Termin był na maj.

W 23 tc w styczniu na wizycie kontrolnej jak zwykle idealnie. Pani mówiła, że dziewczynka ma śliczne uszy po tacie, i wszystko jest prawidłowo. „Nie znam pary, która tak dba o siebie i jest tak szczęśliwa…”, więc nie mogło być inaczej. Po paru dniach zaczęłam się denerwować, że ruchy nie są tak wyraźne jak tego oczekiwałam. Podobno jak łożysko jest z przodu, to jest to normalna rzecz. Moje dwie koleżanki również były w ciąży i rozmawiałyśmy o tym.

Na szczęście miałam drugie badanie prenatalne, więc czekałam, aby inny lekarz powiedział mi że panikuje. No i poszłam i usłyszałam tylko, że serduszko mojej córki nie bije. Tak po prostu, bez powodu… Widok mojego męża, który zakrywa ręce w płaczu… Później już nic nie słyszę, mam czarno przed oczami i chce się obudzić z tego koszmaru. Dostaje skierowanie do szpitala i jak robot idę do domu spakować się.

Wybuchy płaczu, rejestracja w szpitalu i nadzieja ze ktoś źle sprawdził. Ciągle głaszczę moją córkę wierząc, że żyje. Ja też już nie chcę żyć, ale obiecałam mężowi, że będę walczyć, że go nie zostawię. 2 dni wywoływania porodu naturalnego w szpitalu. Personel i panie, na które trafiłam to były anioły. Pocieszały mnie, że czekają aż wrócę w przyszłym roku i będę szczęśliwa…

Nigdy nie zapomnę mojej bibi (bo tak mówiliśmy na brzuch), moje 520 g miłości.

Jeżeli Ty też chcesz podzielić się swoją historią, możesz zrobić to tutaj: https://www.poronilam.pl/kontakt/podziel-sie-swoja-historia/

Nie musisz przechodzić przez to sama. Gdzie uzyskać wsparcie?

Skontaktuj się z nami, jeśli:

  • potrzebujesz informacji o swoich prawach,
  • chcesz sprawdzić, jakie badania mogą pomóc poznać przyczynę poronienia,
  • lekarz nie zabezpieczył próbki z poronienia? skontaktuj się z nami – podpowiemy, co możesz zrobić.
+48 537 883 952
lub napisz maila info@poronilam.pl

Pamiętaj: Poronienie to nie Twoja wina.

Masz prawo do emocji, do odpoczynku i do wsparcia

Zapraszamy również na naszą grupę facebookową

Możesz zadać pytanie albo podzielić się swoją historią, ponieważ potrzebujesz wysłuchania. Możesz też komentować posty innych kobiet, aby je wesprzeć lub wspomóc swoim doświadczeniem.

Po poronieniu – badania, ciąża, prawa i wsparcie

Grupa prywatna - Ponad 17 tys. członków

Dołącz do grupy