Odwiedził mnie motyl i wiedziałam, udało się. Ponad dwa lata starań, testy owulacyjne robione na zmianę z ciążowymi. Rozczarowanie, smutek złość. 22 sierpnia test ciążowy- blada, ledwo zauważalna linia. W sumie tylko ja ją dostrzegłam. Mąż był sceptyczny, mówił że tam nic nie ma. Ale misiaczki brak. 26 sierpnia drugi test i już są dwie. Radość, niedowierzanie, przeogromne szczęście.
09.09 wizyta u lekarza. Wszystko dobrze, choć nie uwidoczniono zarodka. Jednak nie mam się martwić, wszystko jest dobrze – tak zapewnił mnie lekarz wypisując listę badań i kontrole za 4 tygodnie. Kontrolę, do której nie doszło. Badania zrobione: tsh podwyższone. Lekarz po kontakcie mailowym, bo taki zaleciła Pani w rejestracji, przepisał receptę i zalecenia do brania eutheroxu.
03.10 lekkie plamienie w śluzie, ale spokojnie. Tak przecież się zdarza 04.10 już tak spokojnie nie było, rano plamienie, pojawiły się skurcze, popołudniu krwawienie. Pojechaliśmy z mężem do szpitala – poronienie zatrzymane 6 tyg.
4 dni, a ja przecież jestem w 10 tygodniu. Serce nie bije! Moje rozbija się na milion kawałków! Nie tak miało być! Lekarz tłumaczy, spokojnie wyjaśnia i wspiera. Daje czas i skierowanie do szpitala. Na następny dzień o 8:15 pojawiamy się w szpitalu.
Otoczona opieką personelu pełnego zrozumienia i ciepła próbuje zrozumieć. To tak bardzo boli. O 16 jest po wszystkim. Mogę wracać do domu do rodziny tam będzie łatwiej. Nie jest. Jest płacz i pytania bez odpowiedzi! Czuje pustkę w sobie! Było życie i go nie ma już.
Autor: Motylek





