Niewyobrażalna strata… Historia poronienia

Niewyobrażalna strata kolejnej ciąży, nie umiem sobie poradzić z tym… W lutym zeszłego roku zaszłam w ciążę, upragniona, wyczekiwana, od samego początku radość ogromna, że wreszcie po kilku latach się udało. W marcu trafiłam do szpitala, kilka dni wcześniej zaczęłam plamić, myślałam, że na początku ciąży to normalne, że jestem po trzydziestce, to takie sytuacje się może zdarzają…

niewyobrażalna strata

Przynajmniej taką miałam nadzieję…

Niestety krwawienie się nasiliło, zaczęli robić mi badania, za mały pęcherzyk ciążowy, na dodatek uszkodzony… Nie rozumiałam, co oni mówią, przynajmniej nie dopuszczałam tych myśli do głowy, chociaż podejrzewałam, że po prostu nie uratują tej ciąży.

W sali leżałam z dwiema kobietami w wysokiej ciąży, starałam się jakoś trzymać, ale ostatniego dnia pobytu w szpitalu serce mi pękło, nie umiałam powstrzymać łez, tak bardzo żal przepełnił moja duszę, że nie umiałam wytrzymać na jednej sali z tymi szczęśliwymi mamami, płakałam w samotności na korytarzu, później dołączył mąż, ale niewiele umiał mi pomóc.

W domu wcale nie było lepiej

Wszyscy próbowali mnie pocieszać, a skutek był odwrotny od zamierzonego, krzyczałam, płakałam, nie mogłam ogarnąć rozumem tego, co się stało, setki pytań „dlaczego ja? czym sobie na to zasłużyłam? czemu nie mogę tego zrozumieć? czemu inni udają, że wiedzą, co czuję, choć nie mają o tym zielonego pojęcia?”…

To był ciężki czas, nie chciałam kontaktów z ludźmi, wróciłam do pracy po 1,5-miesiecznej przerwie, bo chciałam mieć spokojną głowę, o niczym nie myśleć, nikomu się nie tłumaczyć z tego, co się stało.

Jak wróciłam, to koleżanki odwdzięczyły się nieodzywaniem się do mnie za to, że mnie nie było w pracy, takie gówniarskie zachowanie „nie było Cię tyle, teraz damy Ci w kość” i obgadywaniem mnie po kątach…

To były ciężkie chwile, nie umiałam zrozumieć, dlaczego ludzie potrafią być tak okrutni

Dlaczego ingerują w moje życie, próbują pobocznie dowiedzieć się, co mi było, chociaż nie chciałam o tym mówić i nie chciałam by ktoś wiedział. Przeżyłam to ale, było bardzo ciężko. W maju tego roku udało się ponownie zajść w ciążę, bardzo się ucieszyłam, dbałam od dawna o siebie, kwas foliowy, zdrowe odżywianie.

Pomyślałam „tym razem będzie inaczej, na bank się uda”. Pierwszy test w dniu moich urodzin pozytywny, kolejny tydzień później też. Radość ogromna, super, mój syn będzie miał rodzeństwo.

Pierwsza wizyta u lekarza jest pęcherzyk ciążowy, brak zarodka, myślę „co on do cholery do mnie mówi, jak może nie być zarodka???” Czekamy, mówi do mnie „spokojnie, damy leki na podtrzymanie ciąży, może jeszcze nie być widać”.

Wracam do domu, czytam w necie, co to znaczy…

Być może puste jajo płodowe, czytam i nie wierzę, że coś takiego ma miejsce. Płaczę w poduszkę, męża nie ma, bo jest na szkoleniu, nie mogę uwierzyć, że znowu coś nie tak, ale opanowuje łzy, myślę „może się pomylił, może zaszłam później”, analizuję kalendarzyk miesiączkowy… Myślę „tak, może jeszcze nie widać”. Kolejne USG za dwa tygodnie, koszmar czekać tyle, ale odsuwam złe myśli…

Żyję własnym życiem, chodzę do pracy

Ale tu niejednokrotnie puszczają mi nerwy, a praca nielekka, niby w biurze, ale ciągły kontakt z interesantem… Termin kolejnego USG, lekarz mówi to samo „pęcherzyk większy, ale brak zarodka, czekamy dalej”. Wychodzę i myślę „nie mam siły, czemu Cię, fasolko, nie widzę… ” Ale jestem dzielna, czekam dalej kilka dni, później trafiam do szpitala z ogromnym krwawieniem, dają leki na podtrzymanie, ale wieczorem robią zabieg.

Dostałam jeszcze większego krwawienia, nie mogłam ustać na nogach. Pytam następnego dnia lekarza, czemu to się stało, dlaczego kolejna próba zakończyła się niczym. Wiecie, co mi odpowiedział, szczerząc zęby? „Ma Pani cholernego pecha” – mówił to, oglądając mecz.

W tym miejscu apeluję do lekarzy

Więcej empatii dla kobiet po poronieniu, zatrzymajcie się przy nas na chwilę, bo potrzebujemy uwagi, dla was to kolejny przypadek, dla nas trauma… I mimo że to było puste jajo płodowe, dla mnie to strata, żal i mnóstwo pytań i nie wiem, czy kiedykolwiek będę jeszcze tą samą osobą, którą byłam przed poronieniem.

Próbuję pozbierać siły, by moc wrócić do pracy, zorganizować dziecku wakacje, ale nie wiem, jak to zrobię… i czy będę jeszcze chciała podjąć próbę bycia mamą. Bardzo tego chcę, ale te przeżycia odcisnęły ślad w moim sercu, nie wiem, czy będę umiała uporać się tym razem, nie wiem, czy mam jeszcze siłę…

A najbardziej pomaga mi mój syn

Gdy płaczę, podchodzi i mówi „wiem mamusiu, boli Cię brzuszek, dlatego płaczesz, odpocznij, ja się Tobą zajmę” i ten mały szkrab daje mi ogromną siłę, choć nie ma pojęcia, co się dzieje i że stracił szansę bycia wspaniałym bratem, bo takim by był, bo ma ogromne serce i jest niesamowitym pocieszycielem i przytulasem.

Może za jakiś czas, może jeszcze się uda, ale póki co muszę się podnieść i powiem wam, że to, że myślałam przez parę tygodni, że będę mamą, to uczucie, tego nie da się opisać… I wszystkie objawy ciążowe, te niesamowite piersi i to uczucie że jest w Tobie nowe życie. I cały czas wierzę w to, co kiedyś przeczytałam „dzieci nienarodzone nie umierają, zmieniają tylko datę przyjścia na świat” i tego się trzymajmy, inaczej będzie ciężko to objąć rozumem…


historia baner 2

 

Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, wypełnij formularz.

 


Przeczytaj też inne historie TUTAJ >>> Wasze historie

Zdjęcie: ©pixel2013/pixabay.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.