Ogromna radość, kiedy zobaczyłam 2 kreseczki na teście.
Od razu poleciałam na krew, która potwierdziła ciąże i tym samym szybko umówiłam się do ginekologa. Zaczynamy 6 tydzień, wszystko w porządku. Co 2 tygodnie wizyta, również wszystko dobrze.
Poniedziałek 11 tydzień ciąży – wszystko w porządku, serduszko bije i maluch rośnie. Sobota – obudziłam się z plamieniem, wiec szybko się ubrałam i pojechałam do szpitala. Dosyć długo pani ginekolog mnie badała, miałam wrażenie, że to się nie kończy. W końcu powiedziała przykro mi, ale serduszko przestało bić.
Cały świat w jednej chwili się zatrzymał. Wyłam na cały oddział. I propozycja – albo zostaje na oddziale i czekamy, aż coś się wydarzy, albo mam przyjechać w poniedziałek ze skierowaniem .
Oczywiście że wolałam jechać do domu. W tym czasie byłam na łączach z moim ginekologiem, bardzo chciałam żeby zbadał mnie mój zaufany ginekolog i potwierdził to (nadal nie mogłam w to uwierzyć mówiłam sobie ze to na pewno jest pomyłka).
Umówiliśmy się w poniedziałek na 15: 45, niestety wizyty się już nie doczekałam. O godz. 10 odeszły mi wody i dostałam silnego krwotoku. Mój partner dzwonił po karetkę, gdy dojechałam do szpitala, najpierw trauma na sorze, niestety trafiłam na bardzo nieprzyjemny personel.
Później trafiłam na ginekologię, pani która mnie badała stwierdziła że „już po wszystkim i nic tam nie zostało” ale krwotok był tak silny, że od razu jechałam na
zabieg łyżeczkowania, później trzymali mnie, bo zastanawiali się czy będą przetaczać krew. Na szczęście obyło się bez tego. Powiem szczerze, że pomimo tej straty naprawdę cieszę się że żyje.
Autor: Mania
Pisownia oryginalna