Byłam szczęśliwa… nosiłam pod sercem dziecko. Myślę, pamiętam, tęsknię, kocham <3

„Chciałabym się podzielić swoją historią. Choć bolesna zakończyła się dobrze… Jednak zdaję sobie sprawę, że przede mną długa droga.

poronienie9 maja udałam się na upragnioną wizytę, w czasie której miałam usłyszeć serduszko. Jednak przeszłam wcześniej kilka infekcji i miałam złe przeczucia. Mąż został w domu z naszym trzylatkiem, a ja opowiadałam o swoich obawach lekarzowi.

I wreszcie USG…ojej masz już rączki, nóżki i taką śliczną główkę, ale gdzie ten migoczący punkcik? Lekarz też szuka w skupieniu, zbiera myśli w głowie by ułożyć jak najbardziej uprzejme i jak najmniej bolesne zdanie, którym wytłumaczy mi to co już sama wiem.

Czytaj dalej

Mamy swoje kochane Aniołki w niebie…

Historia mojego poronienia

Otrzymaliśmy piękny list od Mamy Aniołka, która chce dać iskrę nadziei innym rodzicom:

Historia mojego poronienia„Chciałabym podzielić się z Wami moim doświadczeniem. Może będzie dla kogoś pomocą. Tydzień temu w 22 tyg. ciąży urodziłam synka. Ciężko użyć mi słowa ’poroniłam’ tym bardziej, że rodziłam naturalnie. Maluszek nie żył już od kilku dni. Całe 22 tygodnie były walką, walką o życie naszego dziecka.

Nie chcę opisywać szczegółów, bo każda kobieta, która straciła dziecko przeżywa to na swój indywidualny sposób, a ja pisząc do Was nie chcę potęgować smutku, a dać iskrę nadziei. Czytaj dalej

Dwa razy straciłam moje upragnione dzieci

Historia mojego poronienia

„Starałam się o maleństwo z mężem od kilku lat. W tych latach stwierdzono u mnie sporo kobiecych chorób oraz poinformowano mnie ze naturalne zajście w ciążę graniczy z cudem.

Zaczęły się procedury hormonalne. Masa leków, zastrzyki, nie udane inseminacje aż w końcu pojawiły się długo wyczekiwane 2 kreski. W 7 tc powiedziano mi ze maleństwo dobrze się rozwija. Słyszałam serduszko. Tydzień później już nie biło.

historia mojego poronienia
Czytaj dalej

„Do kołyski” – Dżem… Historia Edyty

Historia mojego poronienia

Historia mojego poronienia

„Do kołyski – Dżem. Dziś jest ten dzień gdzie mam siłę wam o czymś opowiedzieć. Opowiedzieć o Moim Dziecku, które się nie narodzi. Dziś mija 42 dzień, kiedy mój świat się zawalił. Usłyszałam słowa, których nigdy w życiu żadna matka nie chce usłyszeć „… martwa ciąża..” Słowa, które wywołały lawinę smutku i rozpaczy.

„To nie możliwe przecież takie rzeczy znam tylko z opowieści, to nie modło mi się przytrafić”- jednak los był okrutny a prawda bolesna.

Pamiętam ten dzień jak przez mgłę, szok, żal i tą cholerną bezsilność!! Prawda była tak brutalna a diagnoza brzmiała jak wyrok. Słowa lekarza” Czy jest Pani gotowa zakończyć ciąże?… zapewnimy opiekę psychologa…trzeba wykonać zabieg..” dzwonią mi w uszach nieustannie.. Czytaj dalej

Odeszło zanim zaczęło żyć… Historia Kasi

Wielki Piątek godz. 3:40 – dwie kreski, tak długo wyczekiwane. Budzę męża „czy Ty je też widzisz?” Robię jeszcze dwa testy, każdy pozytywny …. wysyłam sms’a do siostry „Wesołych Świąt ciociu”.

Osiem miesięcy starań, już powoli zaczynałam się obawiać czy na pewno się uda, ale się udało…. jest nasz Maluszek…

02.04. wizyta u ginekologa, przedtem zrobiłam jeszcze betę, bo te testy czasami kłamią… Pani ginekolog potwierdza pęcherzyk we właściwym miejscu, ale za wcześnie na echo serduszka, bo to dopiero 5 tc musimy się spotkać za dwa tygodnie… zleca jednak wszystkie badania, wystawia zaświadczenie o ciąży i wypowiada zdanie, które dzisiaj wydaje się prorocze „mam nadzieję, że pęcherzyk nie zostanie pusty”.

Co to znaczy?

Po powrocie siadam do internetu i czytam i rośnie we mnie strach, kolejne dwa tygodnie ciągną się w nieskończoność… robię oczywiście wszystkie badania, zostawiam w przychodni 400zł ale co tam, to dla wyższego dobra. Wyniki odbieram w piątek przed wizytą i szok toksoplazmoza reaktywna… jak to możliwe? Robiłam badania w kierunku toksoplazmozy w zeszłym roku, zanim zaczęliśmy starania o dziecko wynik świadczył o odporności, jak mogę być chora? Staram się nie panikować jutro wizyta, wszystkiego się dowiem. Czytaj dalej