Ciąża obumarła – moja historia o poronieniu

Pierwsza wizyta była najszybciej jak się dało. Wszystko było w porządku, serduszko biło wolno, ale biło i to podobno było normalne szczególnie w 6 tyg. 3 tygodnie później miałam mieć kolejna wizytę, na która się wstawiłam. Lekarz ginekolog zrobił badania – cytologie oraz zlecił wszystkie lekarstwa i dał zalecenia, po czym przeszliśmy zrobić USG. Wpatrywał się w monitor , szukał i już wtedy było wiadome że coś jest nie tak ale nikt nie spodziewał się tego co miało nastąpić dalej.

moja historia

Po zakończeniu USG powiedział że nie ma dobrych wieści, bo nie słychać, ani nie widać bicia serduszka, że maluszek rósł do 8 tyg.  a potem się zatrzymał.

Skierowanie do szpitala by jeszcze raz to sprawdzili i tam się udałam. Przyjęli mnie na następny dzień na czczo i cała procedura się zaczęła. Wywiady, badania.

Na kolejnym USG potwierdziło się, że serduszko nie bije i zaczęło się wywoływanie poronienia, ponieważ moje ciało w żaden sposób nie reagowało na martwy zarodek.

Zaczęli od tabletki że względu na młody wiek, bo mam skończone 16 lat, tabletka nie zadziałała jak miała i nie oczyściła mnie w pełni i trzeba było podjąć się usunięcia mechanicznego, co lekarze uczynili.

Uśpili mnie a następnie podjęli się zabiegu. Na ten moment jest wszystko w porządku pod względem fizycznym oprócz dokuczającego bólu. A psychika? Psychika jest bardzo popsuta może i maluch nie był planowany ale była radość z niego i po prostu z dnia na dzień odszedł z tego świata.

Autor: Nicola

Poronienie – moja historia

Zaszłam w nieplanowaną ciąże. Przez złą diagnozę lekarską miałam być niepłodna a tu ciąża od razu w kolejnym miesiącu.

aniołek

Facet mnie zostawił bez skrupułów po poronieniu, bo jak mogłam zajść. Nie powinnam była. Tak to widział.

Nie obchodziło go, że to nie moja wina że to błąd lekarski, ale nie ważne. Olał wszystko. Zostałam z tym sama a on już się świetnie bawi.

Strata dziecka to najtrudniejsze zdarzenie w moim życiu, ciężko się żyje po stracie.
Ja poniosłam aż dwie 💔

Autor: Rozczarowana

Życie po stracie – moja historia

Życie po stracie - moja historia

Uśmiecham się, żeby każdy dał mi już spokój. Aby się nie martwili o mnie ciągle.

Duszę w sobie wszystkie uczucia. Zakładam maskę.

Serce pęknięte nie wiem, czy je uda się posklejać.

Nic już nie jest takie same od twojego odejścia.

W oczach trzymam łzy tak trudno je powstrzymać , zagryzam zęby.

Funkcjonuje bo musze.

Myślę o tobie każdego dnia. Tak bardzo za tobą tęsknie.

Kocham cię aniołku.

Autor: Anonimowa

Kolejna ciąża po poronieniu – moja historia

W 2021 roku w 12 tygodniu dowiedziałam się że mojemu maluszkowi przestało bić serce. Przeżyłam to bardzo i dalej się obwiniam o to. Fakt od początku, źle się rozwijało, ale nigdy bym nie sądziła, że po dwóch udanych ciążach dojdzie do tego.

Kolejna ciąża po poronieniu - moja historia

Znalazłam pracę, gdzie na co dzień muszę się uśmiechać i być miła dla wszystkich. Taki los. W grudniu 2022 dowiedziałam się, że jestem w kolejnej ciąży.

Zaraz zbliża się wizyta zaplanowana. Będę wtedy w 12 tygodniu ciąży. Zamiast się cieszyć i skakać co chwilę się martwię, że znowu się dowiem o obumarciu ciąży, że koszmar sprzed roku się powtórzy, że teraz się nie podniosę.

Utracona ciąża jest cały czas w mojej głowie i cały czas się boje, że to samo się stanie. Nie wiem jak się zakończy ta ciąża i jak będzie dalej, ale cały czas mam wrażenie, że coś jest nie tak. Że już straciłam dziecko.

Że kolejny maluszek odszedł. Kolejna ciąża po poronieniu jest jeszcze gorsza niż była poprzednia. Nie jadam. Nie śpię i nie wiem jak będzie… A przede wszystkim niepewność czy będzie mi dane przytulić moje tęczowe dziecko.

Autor: Niki

Wywołanie poronienia – moja historia

W dniu 23lipca 2022r miałam wesele znajomych,24lipca poprawiny, a 25lipca wyczekiwana wizyta u ginekologa po 4tyg. Nawet w najmniejszym stopniu nie spodziewałam się tego co usłyszałam.

Wywołanie poronienia -moja historia

Byłam w 15tygodniu ciąży. Zwykła, normalna wizyta kontrolna, a tam…..okazało się, że serduszko mojego maleństwa przestało bić i ciąża zatrzymała się w 12tyg. To była najgorsza wizyta u ginekologa w moim życiu.

Pani doktor dała skierowanie na szpital, aby wywołać poronienie. Wstawiłam się do szpitala jeszcze tego samego dnia. Lekarze po przyjęciu na oddział zrobili powtórne badania i potwierdzili diagnozę mojej Pani doktor.

Na drugi dzień dostałam tabletki i po kilku godzinach było już po wszystkim. Przed oczami mam cały czas moje maleństwo, które widziałam. Płodek o imieniu Ania spoczął na cmentarzu, ponieważ nie zdecydowaliśmy się na zostawienie jej w szpitalu i utylizację, więc załatwiliśmy wszystkie formalności związane z urzędami i zrobiliśmy pochówek na cmentarzu wraz z księdzem.

Na 17stycznia miałam termin porodu, czyli niedługo bym ściskała swoje maleństwo w ramionach. Niedługo minie 6miesiecy,a ja nadal nie potrafię się pozbierać, nie potrafię się już cieszyć i uśmiechać tak jak kiedyś. Nie mam wsparcia w mężu, rodzicach, teściach, rodzinie i bliskich. Jestem pozostawiona sama sobie.

Męczy mnie to wszystko od środka. Nie umiem, nie potrafię sobie poradzić. Mam w domu 2 wspaniałe, zdrowe córeczki i nie potrafię sobie wytłumaczyć czemu Bóg mi zabrał Anię do nieba do aniołków. Najgorsze jest to, że nawet nie mam z kim porozmawiać, wygadać się czy też wypłakać.

Najbliżsi myślą, że skoro minie już pół roku to ja już zapomniałam, uspokoiłam się, a niestety tak nie jest. Męczy mnie to wszystko w sobie. Chciałabym mieć bratnią duszę z którą mogłabym się wypłakać, wyżalić, ale tak niestety nie mam.
Brak zrozumienia ze strony najbliższych to dodatkowy ból.

Stałam się bardzo nerwowa, zamknięta w sobie, unikam spotkań.
Ktoś kto tego nie przeszedł, nie umie zrozumieć co ja czuję.
Najbardziej boli mnie, że za kilka dni mogłabym tulić ją w ramionach, ale cieszę się, że spoczęła na cmentarzu i mogę do niej pójść codziennie pomodlić się, wypłakać i wyżalić, bo tam nad jej grobkiem nikt mnie nie ocenia, nie widzi mojego cierpienia, a to jak do niej idę daje mi wiele siły do pokonywania słabości na kolejne dni, ale jest ciężko bardzo ciężko.

Autor: Iwona