Strata Synka

Moja historia zaczyna się od tego, że razem z mężem zdecydowaliśmy się na drugie dziecko. Mamy cudowną córcię, tak więc najpierw zaczęłam od badań czyli sprawdzenie tarczycy, USG piersi i oczywiście cytologia.

I tu pojawił się problem, wyszły nieprawidłowości zostałam skierowana na kolposkopie, a później konizacja, usunięcie części szyjki macicy z komórkami nowotworowymi. Na kolejną cytologie czekałam jak na wyrok.

Wynik – wszystko dobrze

Wróciliśmy do tematu dziecka. Listopad 2018: test, dwie kreski, wielka radość – niestety długo nie trwała. Pierwsze USG jest pęcherzyk, jest zarodek, ale nie ma serduszka. Może za wczesna ciąża – za tydzień kontrola. Kolejna wizyta i niestety nie ma zarodka, wchłonął się. Skierowanie do szpitala. 14 grudnia 2018 poroniłam w domu w 8 tc. Jakoś to przetrwałam, przetłumaczyłam.

Czerwiec – kolejna próba

Znów dwie kreski, strach, czy tym razem będzie ok. Było serduszko, ciąża rozwijała się prawidłowo, ale doszła cukrzyca ciążowa, trzeba było dbać podwójnie. W październiku, zabieg założenia szwu na szyjce na podtrzymanie ciąży. Wypis do domu i odpoczywać, wszystko było ok. Synek rozwijał się prawidłowo, znaliśmy już swój tryb dnia.

14 grudnia 2019, rano synek się nie rusza, “a Ty leniuszku, śniadanko najpierw, ok”. Zjadłam, poczułam, trochę spokojniejsza, ale coś było nie tak. Nagle skurcze, szybko do szpitala, ktg nie słychać serduszka, USG serduszko nie bije.

W 31 tyg urodziłam pięknego synka, ale nie dane nam było żyć razem. Mam trzy aniołki, jeden na ziemi i dwa w niebie.

Autor: Ania

 

Horror

Moja historia zaczęła się od tego że chciałam zmienić swoje życie.

Wyjechałam za granicę by zmienić swoje życie i uciec od toksycznych ludzi. Po paru miesiącach poznałam Włocha, który zakochał się we mnie po uszy – z wzajemnością. Zaszłam w ciążę. Byliśmy najszczęśliwsi na świecie, lecz tu w Anglii nie ma możliwości (chyba, że prywatnie) żeby robić w miarę często USG. Miałam USG w 6 tygodniu, kolejne zaplanowano mi na 12 tydzień.

W ten dzień usg 12 tydzień biegliśmy na miejsce spóźnieni, ale niesamowicie szczęśliwi, ponieważ to był pierwszy raz, kiedy mieliśmy usłyszeć bicie serduszka maleństwa. Pielęgniarka patrzyła się w monitor przez 3 minuty. W końcu zapytałam “I jak?”, a ona odpowiedziała “nie bije serce”.

Zawalił mi się cały świat

Informacja o tym, że dziecko w brzuchu nie żyło od miesiąca zwaliło mnie z nóg i mojego wybranka. Po 3 godzinach pozbierałam się w miarę na tyle, aby opuścić szpital. Tego samego dnia leciałam do Polski, aby mnie oczyścili, ponieważ w Anglii dali mi dwie opcje “albo samo wyleci jak pani organizm zrozumie, że nie jest w ciąży, albo damy tabletkę i samo wyleci”.

Po miesiącu wróciłam do Anglii.

Autor: Klaudia

Utrata upragnionego maleństwa

Gdy dowiedzieliśmy się z mężem, że będziemy mieć 2 dziecko byliśmy prze szczęśliwi aż do tego okropnego dnia.

Tego dnia poczułam się gorzej dostałam plamienia udałam się z mężem do szpitala

Był to 18 tydzień ciąży i okazało się, że moja ciąża prawdopodobnie od 14 tygodnia jest martwa. Poczułam okropny ból, rozpacz. Nie mogłam się z tym pogodzić. Skierowano mnie na oddział. Lekarz kazał mi się zgłosić rano. Pojechałam do domu. Przepłakałam całą noc wraz z mężem. Rano udałam się do szpitala. Po 3 godzinach oczekiwania lekarz oznajmił mi, że mnie nie przyjmą, bo nie ma miejsc w szpitalu. Mam się zgłosić za 2 dni i w między czasie zrobić badanie BetaHCG – dziś i za 2 dni by upewnić się, że ciąża martwa. Zrobiłam badanie, ale nie dawało mi spokoju, czy martwa czy może jednak moje maleństwo żyje. Udałam się do lekarza prywatnie do większego miasta, który niestety potwierdził, że moje maleństwo zatrzymało się na rozwoju z 14 tyg. ciąży.

Łzy się lały i okropny ból i pytanie czemu to spotkało właśnie mnie

Dostałam skierowanie do szpitala w tym mieście i miała się do niego udać następnego dnia rano. Wróciłam do domu. Było ciężko. Musiałam swojej córci powiedzieć, że niestety, ale nie będzie mieć ani siostrzyczki ani braciszka bo poszedł do aniołów. Ją również to bolało i płakała. Rano wstałam i udałam się z mężem do szpitala. Czekałam na izbie przyjęć byłam 16 w kolejce. Zaczęły się bóle co 2 minuty i odeszły mi wody. Mąż prosił by mnie szybciej przyjęli, ale oni mówili, że zaraz mnie zawołają i tak minęła ponad godzina. Dalej mnie nie poprosili. Mąż prosił, bo z bólu już nie mogłam. Pani kazała usiąść i czekać – ona się tym zajmie. Usiadłam i za chwilę o dziwo wyszła pani po mnie, ale jak wstałam z krzesła to zaczęłam strasznie krwawić. Wtedy szybko zaczęli mnie przyjmować na oddział ginekologii. Na oddziale dali mi pokój i zawołał mnie lekarz. Poprosił bym przygotowała się do badania. Niestety nie zdążył mnie zbadać, bo tylko usiadłam na fotel i urodziłam swoje maleństwo. Potem musieli mi zrobić łyżeczkowanie, by mnie wyczyścić, ból był niesamowity. Natomiast dalej nie mogę sobie z tym poradzić.

Autor: Mama Aniołka

Poroniłam zanim poczułam

Witajcie… Mimo tego, że mam kochana rodzinę i przyjaciół muszę wyrzucić z siebie emocje ostatnich dni…

O dzidzie staraliśmy się długo, jakieś 2 lata, ale bez większej presji. W końcu w najmniej oczekiwanym momencie 2 kreski- nie wierzyłam… Każdego dnia robiłam test z niedowierzaniem. Zrobiłam badanie beta hcg 3x- pięknie rosła… Więc umówiłam się na wizytę w 6 tygodniu!

Szczęście chciało, że widziałam wtedy jak serduszko bije

Lekarz uspokoił, że wszystko prawidłowo i złożył gratulacje. Oszczędzałam się, dałam o nas… Cieszyliśmy się z całych sił… Do dnia kolejnego USG… Miałam zgłosić się po miesiącu- 10 tydzień… Niepokoiło mnie tylko to, że mam bardzo słabe objawy ciążowe. Oprócz zmęczenia nic więcej się nie działo. Już wcześniej czułam się “nijak”. Lekarz miał poślizg, weszliśmy godzinę później… USG przez brzuch- nic nie widać… USG dopochwowo- płód przestał się rozwijać. Zatrzymał się. Łzy pociekly…

Nie pamiętam co lekarz mówił, dał skierowanie do szpitala

Wychodząc z poczekalni, ciężarne z brzuszkami żegnały się ze mną. Chciałam stamtąd uciec. Nie docierało do mnie nic! Nie pamiętam jak dojechałam do domu. Przepłakałam noc… Rano spakowałam się i poszłam na SOR. Panie życzliwie mnie przyjęły. Jednakże pobrały krew, dały kroplówkę i dalej nic… Cały dzień leżałam nie wiedząc co będzie. Obok porodówka. Co chwilę płacz nowo narodzonego dziecka, szczęśliwe rodziny- dla mnie największy terror.

Czekałam na łyżeczkowanie

Następnego dnia z rana znów pobranie krwi, królówka. Zabieg w południe. Wzięli mnie na salę z paskudnym fotelem. Było 3 stażystów, 2 asystentki i 2 lekarzy. Płakałam do momentu aż zasnęłam…
Obudziłam się w swojej sali, zajrzałam pod kołdrę – krew…. Wiedziałam, że już nie mam mojej Jagódki, że pod moim sercem już nie bije inne serce. Ta pustka, żal, nienawiść i bezradność…
Nie wiem co będzie dalej, próbuję się trzymać twardo, ale jak tylko jestem sama zaglądam na USG, na te 2 kreski sprzed kilku tygodni….
Jednakże gdzieś w głębi też się cieszę bo mimo wszystko były to najpiękniejsze 10 tygodni w moim życiu

Autor: Jogódka

Ogromny ból

Mam 28 lat. Poznałam w końcu mężczyznę swojego życia. Do szczęścia jakie mnie spotkało brakowało tylko dziecka. Decyzja była szybka. Mega zakochani ludzie marzyli o rodzinie.

historia poronienia

Dwie kreski na teście ciążowym doprowadziły mnie do łez szczęścia

Starania o potomstwo było łatwe i przyjemne. Udało mi się w 2 miesiące zajść w ciążę. Dwie kreski na teście ciążowym doprowadziły mnie do łez szczęścia. Nie idzie tego opisać słowami. Byłam tak szczęśliwa ze test zostawiłam na pamiątkę a wszystkie zdjęcia USG wklejałam do albumu. Piękny czas. Marzyłam, rozmyślałam. Nie wiedziałam, że mnie to spotka. Zaczęłam plamić, ale mój ginekolog twierdził, że to się zdarza.

To był czwartek – usłyszałam bicie serduszka…

W sobotę zaczęłam krwawić. Krwawić tak jakbym dostała okres – koszmar. Na wizycie usłyszałam, że ciąża obumarła. Ja nie wiem, że takie rzeczy się zdarzają. Ciężko było i nadal jest. Dodam, że paskudnie się czuje, bo mój ukochany ma już córkę z poprzedniego związku i to mnie chyba bardzo dobija. Dodatkowo  nie ma dnia, bym sobie nie zadawała pytania: “Dlaczego mnie to spotkało?”, “Co zrobiłam nie tak?”. W szpitalu czekało mnie jeszcze łyżeczkowanie. Ne znam nawet płci. Obwiniam się i cierpię. Nie znam lekarstwa na ten ból…

Auto: Koniczynka