Każda z nas ma swoją własną, niepowtarzalną historię. Każda jest wyjątkowa, przepełniona olbrzymią miłością do dziecka, a zarazem wielkim przygnębieniem. Zacznę od początku. O ciąży dowiedziałam się 10 czerwca. Od kilku dni źle się czułam. Test nie pozostawił złudzeń. Udało się, jestem w stanie błogosławionym. Radość przeplatał lęk. Bałam się o mojego maluszka…
Czytaj dalej
Archiwum kategorii: Wasze historie
O stracie, która wyrwała mi serce…
Hej. Mam na imię Justyna. Moja historia zaczyna się od wyjazdu za granicę do pracy. A właściwie trochę wcześniej, kiedy lekarze w Polsce stwierdzili, że nie mogę mieć dzieci… Tymczasem po niecałym miesiącu w Niemczech okazało się, że… Tak! Byłam w ciąży. Może to zmiana partnera i naprawdę wielka miłość? 
Historia dwóch bijących serduszek…
Moja druga ciąża była przeze mnie upragniona…Kiedy dowiedziałam się, że biją dwa serduszka, byłam zła, a zarazem szczęśliwa…Nosiłam pod sercem bliźnięta jednojajowe.
Serce mamy ma nieskończoną ilość miłości…
Czytałam Wasze historie i wiem, że większości z Was – mimo tego bolesnego doświadczenia, jakim jest poronienie – udało się zajść w ciążę i urodzić upragnione maleństwo. Bardzo się z Wami cieszę i wierzę, że jesteście świetnymi mamami! U mnie to wyglądało trochę inaczej, ale też szczęśliwie…
Czytaj dalej
O tym, jak zostałam mamą trzech Aniołków…
Mam na imię Justyna. Moja historia zaczyna się od wyjazdu za pracą do Niemiec. Nie myślałam, że zajdę w ciążę w tak krótkim czasie – jeszcze w Polsce powiedziano mi, że nie będę mogła mieć dzieci. Zmiana partnera, wielka miłość – to wszystko zmienia – pomyślałam. Początkowo byłam przerażona, płakałam, myślałam, że nie dam rady. Na szczęście szybko zaczęliśmy cieszyć się ciążą.

Z USG wynikało, że będziemy rodzicami trojaczków
Ciąża nas zaskoczyła – to fakt. Nie planowaliśmy jej, tym bardziej, że czekała nas nowa praca, musieliśmy też nauczyć się zupełnie nowego języka…Dlatego po pierwszej wizycie u ginekologa byłam roztrzęsiona. Czułam, że to będą bliźnięta. Płakałam, bałam się, że nie dam rady. Tylko mój chłopak zachował zimną krew – nigdy nie zostawił mnie w potrzebie. Był ze mną wszędzie.
2 tygodnie później miałam kolejną wizytę. To był 6 tydzień, a naszym oczom ukazał się trzeci pęcherzyk. Tym razem bardzo się ucieszyliśmy, zaczęliśmy załatwiać mieszkanie. Myśleliśmy, że Niemcy to dobry kraj na utrzymanie takiej ciąży.
W dniu przeprowadzki do nowego mieszkania zaczęłam krwawić
Trafiłam do szpitala, myśląc, że to już koniec. Niestety to był dopiero początek naszego koszmaru. W szpitalu stwierdzono u mnie cysty na jajnikach. Dodam, że jeszcze wtedy posługiwaliśmy się językiem niemieckim na poziomie: „bitte” i „danke”. Nie rozumieliśmy nic, ratował nas tylko angielski. Nie mieliśmy też nikogo, prócz siebie…
Pod koniec 4 miesiąca zaczęłam odczuwać skurcze porodowe….
Trwały 3 dni. Miałam za sobą nieprzespane noce, czułam okropny ból. Lekarze zamiast go uśmierzyć, czekali. W końcu dostałam zastrzyk przeciwbólowy, po którym odeszły mi wody. Młoda niedoświadczona lekarka zrobiła mi USG. Dzieci były na swoim miejscu, całe i zdrowe. Już wtedy usłyszeliśmy, że ciąża nie przetrwa. Załamaliśmy się…
3 dni później w tym samym szpitalu od ginekologa prowadzącego ciążę usłyszałam, że dzieciom nic nie jest, nie mam skurczy i że wody nie odeszły. Z ciążą wszystko w porządku. Niestety okazało się, że ten „profesjonalista” zrobił nam tylko wodę z mózgu, bo za 2 dni okazało się, że u jednego z maluszków jest pusto… Nie miałam już nadziei na to, że będzie dobrze…
Dostałam tabletki na wywołanie porodu…
I z 40-stopniową gorączką trafiłam na porodówkę. Miałam otrzymać znieczulenie w kręgosłup. „Głupi Jaś” nie pomógł, więc trzęsłam się z rozpaczy. Pielęgniarka próbowała trafić we właściwe miejsce. W końcu się udało – urodziłam żywe dzieciaczki, które niestety musiały umrzeć, bym żyła ja…Mój chłopak okazał się silnym facetem, był przy mnie w tych ciężkich chwilach.
Na oddziale byłam 6 tygodni, urodziłam w 16 tygodniu ciąży. Lekarze nie starali się mi pomóc, pielęgniarki olewały… Przy porodzie i czyszczeniu byłam świadoma, słyszałam ich śmiechy. W końcu po miesiącu walki i z wyrwanym sercem wyszłam do domu….
Po wszystkim przyszedł do mnie polski ksiądz – zaproponował pochówek
Bardzo się ucieszyliśmy, że nasze dzieci nie zostaną wyrzucone. Pochowaliśmy naszych chłopców – Mateusza, Marcina i Mikołaja. Towarzyszyliśmy im w ich ostatniej drodze. Nie widziałam ich jednak, nie mogłam…
To była moja pierwsza ciąża. Nie udało się. Mamy jednak 3 Aniołki, które kochamy. Nigdy nie zapomnę tego przeżycia, tej radości, tego, że to wszystko mogło skończyć się inaczej, a skończyło tragedią.
Jeśli chcesz podzielić się swoją historią napisz do nas na adres info@poronilam.pl

