Zawsze chciałam mieć dziecko…

I śmiało mogę powiedzieć, że było to moje największe marzenie – po prostu czułam powołanie do bycia mamą. Kiedy więc zaszłam w pierwszą ciążę byłam szczęśliwa jak nigdy! Niestety ta radość nie trwała długo – w 11. tygodniu poroniłam moje ukochane maleństwo. Potem druga ciąża i znowu to samo… Przyznam, że ciągle trudno mi o tym mówić, więc raczej unikam tego tematu.zawsze chciałam mieć dziecko Czytaj dalej

Mam trójkę dzieci: dwoje na ziemi i jedno w niebie

Drogie Dziewczyny (a może Panowie też?) – jestem Monika i chciałabym opowiedzieć w dużym skrócie historię mojego poronienia. Po co? Trochę chcę to z siebie wyrzucić, trochę szukam wsparcia, trochę chcę podnieść Was na duchu… Pokazać, że jest nas dużo… Tych, które doświadczyły tej przejmującej ciszy pod sercem… 🙁

para układająca dłonie w kształcie serca

Lubię mówić o sobie, że mam trójkę dzieci

W końcu jestem mamą dwójki dzieci tutaj – na ziemi i jednego Aniołka w niebie. Moje najmłodsze dzieciątko miałoby teraz trochę mniej niż 4 latka. Ale nie dane było mi Go zobaczyć, dotknąć, przytulić… Mogę sobie tylko wyobrażać, że miałoby moje oczka i włoski po mężu… Czy byłoby podobne do swoich braciszków? Czy może zupełnie inne?

Pewnie też macie takie myśli, więc doskonale mnie rozumiecie…

Bardzo cieszyłam się na trzecią ciążę, chociaż trochę się baliśmy, czy damy radę. W końcu małe mieszkanie, dzieci coraz starsze, coraz większe wydatki… Ale teraz żałuję, że w ogóle tak pomyślałam! Dalibyśmy radę i bylibyśmy najszczęśliwszymi rodzicami na świecie!

Niestety się nie udało 🙁

Na wizycie w 8 tc lekarz zrobił USG, lakonicznie stwierdził, że „serce nie bije” i kazał jechać do szpitala. Wiem, że to jego praca, że to kolejny taki przypadek, ale chciałam po prostu zwykłego ludzkiego wsparcia i miłego słowa 🙁

W szpitalu dostałam tabletki, żeby „oczyścić macicę” (jak to w ogóle brzmi! Oczyścić – jakby moje maleństwo było tylko zlepkiem komórek, które trzeba usunąć :(), bo nie poroniłam samoistnie.

31 maja 2013 – to właśnie ten smutny dzień

Nikomu nie życzę takiej sytuacji, nawet największemu wrogowi. To było właśnie 31 maja 2013 roku – jak dziś pamiętam ten deszczowy piątek i ogromną burzę, która trwała prawie całą noc…

Dokładnie tak, jakby chciała wtórować mi w bólu i smutku… I ta najgorsza na świecie myśl: „jak powiedzieć o tym dzieciom?! Czy one zrozumieją? To przecież maluchy, będą wypytywać…” Od początku wiedziały, że będą mieć braciszka albo siostrzyczkę i od razu bardzo się ucieszyły… 🙁

Ale moje dzieciaczki były takie dzielne!!!

Zostałam wycałowana i wyprzytulana za wszystkie czasy… Starały się przelać na mnie wszystkie swoje dziecięce uczucia, wsparcie i miłość, które tylko w sobie miały!

Szczerość i naturalność i zachowania po prostu dodały mi takich skrzydeł, takiej siły… Wiedziałam, że mimo wszystko mam dla kogo żyć.

Wy może nie macie dzieci, ale mam nadzieję, że pomogą/pomogli Wam inni bliscy. Albo inni rodzice w grupach wsparcia? Nie zamykajcie się na wsparcie i nie wstydźcie swoich łez!

Chociaż na początku chciałam położyć się pod kocem w pokoju i już nigdy nie wychodzić, to byłaby bardzo zła decyzja!


Jeśli chcesz podzielić się swoją historią napisz do nas na adres info@poronilam.pl

Tak bardzo chciałam zapomnieć…

Dokładnie pamiętam, w co byłam wtedy ubrana – w ukochaną sukienkę w kwiatki. Prawdę mówiąc, skończyła w śmieciach. Jak wszystko, co przypominało mi ten dzień: książka, którą czytałam rano, perfumy, których użyłam czy płyta z muzyką, której słuchałam. Sprzedaliśmy z mężem nawet auto, którym jechałam z nim wtedy do szpitala!

wasze historie po poronieniu - postać zamyślonej kobiety

Wpadłam w paranoję – tak chciałam sobie poradzić ze stratą

Wymazać ją z pamięci. Zupełnie zapomnieć. Udawać, że tego dziecka nie było. Nie rozmawiałam o nim zupełnie z nikim – nawet z mężem… Krzyczałam na każdego, kto chociażby wspomniał o mojej ciąży. Czasami wpadałam w histerię i nikt nie mógł mnie uspokoić…

Tak bardzo chciałam zapomnieć, że – paradoksalnie – wciąż myślałam o tym dniu… To trwało i trwało… Nie chciałam słyszeć o psychologu, o grupach wsparcia. Po co? Znowu to rozdrapywać?! Rozmawiać z innymi? O MOJEJ stracie?! Przecież nikt mnie nie zrozumie, kto może zrozumieć cierpienie matki, która tego doświadczyła?

Mój mąż był bezradny – on też cierpiał

Chociaż wcale tego po sobie nie pokazywał. Czasami myślałam, że wcale nie kochał naszego dziecka… Ale teraz wiem, że cierpiał podwójnie – strata Maluszka, a potem mnie… Tak, w pewnym sensie mnie tracił, nie byłam już taką samą osobą…
Ostatecznie dałam się namówić na psychologa, chociaż byłam obrażona chyba przez miesiąc. „Robicie ze mnie wariatkę!” – tak myślałam… Ale rozmowa ze specjalistą mi pomogła, wiele się dowiedziałam: o żałobie, stracie, emocjach… Żałuję, że wcześniej nie zdecydowałam się sięgnąć po pomoc – przecież to żaden wstyd!

Teraz już wiem, że nigdy nie zapomnę – i nie chcę…

Chociaż wtedy nie chciałam organizować dziecku pogrzebu, niedawno uczestniczyłam w specjalnym nabożeństwie na cmentarzu przy grobie dzieci nienarodzonych. Jakoś tak dodało mi to siły. Poczułam, że nareszcie pożegnałam mojego Aniołka. Że mam miejsce, do którego mogę przyjść, żeby powspominać.

Pewnie myślicie „wspominać? niby co?”. Ale mam, o czym myśleć – pierwsze USG, kupione małe ubranka, plany, emocje, uczucia… To wszystko zostanie w moim sercu na zawsze! Bo przeżyłam naprawdę piękne – chociaż bardzo krótkie – chwile, które chcę w sobie pielęgnować.


Jeśli chcesz podzielić się swoją historią napisz do nas na adres info@poronilam.pl