
Moja historia – poroniłam


Tak trudno jest napisać te słowa do Ciebie. Ale może ten list ukoi chociaż troszkę roztrzaskaną na milion kawałków moją dusze. Tak bardzo cieszyłam się, że będziesz z nami, że będziesz biegał po domu, malutkimi stopami i broił jak Twój tata, gdy był mały.

Śmialiśmy się z Twoim tatą, że nie ważne w kogo się wdasz, to wyrośnie z Ciebie niezły ananas. Cieszyliśmy się ogromnie, że będziemy rodziną. Byłeś spełnieniem moich najskrytszych marzeń.
Jednak bałam się tak otwarcie przyznać przed sobą, że to się ziści. Coś mi mówiło, że nie wszystko gra w 100%. Jednak, gdy zaczynałam czuć delikatne wiercenie Twojego malutkiego jeszcze ciałka, to myślałam „a może będzie dobrze?”.
Niestety świat chciał, że po 17 tygodniach i 5 dniach odwróciłeś się na pięcie i uciekłeś z naszego życia. Tak nagle, tak niespodziewanie. Tak musiało po prostu być.
Nie miałam odwagi ani siły, aby Cię zobaczyć i pożegnać, ale wiedz, że zawsze będziesz w moim sercu. I wiem, że dziadek się Tobą zaopiekuje po drugiej stronie tęczy.
Mam nadzieje, że teraz oboje będziecie trzymać kciuki, żeby Twój braciszek lub siostrzyczka pojawili się na świecie cali i zdrowi.
Autor: Serce złamane
24 grudnia Wigilia. Ten dzień miał wyglądać zupełnie inaczej. Niestety rano zaczęłam krwawić. Zadzwoniłam po przyjaciółkę, żeby została z 4letnia córeczką, bo muszę jechać szybko na szpital.

W między czasie zadzwoniłam po męża który był w pracy. Jadąc na szpital myślałam, że może to jakaś infekcja. Niestety na badaniu okazało się, że serduszko mojego dziecka nie bije, że poronienie jest w trakcie i muszę dostać tabletki.
Nie wierzyłam w to co mówi do mnie lekarz, chciało mi się krzyczeć z bólu. Położna, która przyjmowała mnie na oddział płakała razem ze mną. Straszny ból, pustka i niedowierzanie w to co się dzieje.
Zostałam sama w szpitalu, nikt z rodziny nie mógł do mnie wejść. Na sali leżałam sama w ogóle na całym oddziale słyszałam w tle tylko kolędy . A moje serce rozpadło się na pół. Drugie maleństwo stało się aniołkiem.
Autor: Paula
Trombofilia wrodzona to genetyczna skłonność do powstawania zakrzepów, która wcale nie musi oznaczać rozwijającej się zakrzepicy. Nie mówi o chorobie a jedynie o możliwości powstawania zakrzepów żylnych, rzadziej tętniczych. Zaburzenia genetyczne mogą mieć duży wpływ na rozwój ciąży, dlatego kobiety w wieku rozrodczym powinny wykonywać badanie wykrywające mutację MTHFR.
Trombofilia a poronienia – wbrew pozorom, trombofilia wrodzona może mieć duży wpływ na rozwój ciąży. U kobiet, które posiadają mutacje genetyczne MTHFR ryzyko poronienia jest nawet o 50% wyższe, mają one również skłonność do poronień nawracających. Przy trombofilii wrodzonej może dojść do śmierci wewnątrzmacicznej płodu czy przedwczesnego oddzielenia się łożyska.
Badanie genetyczne w kierunku trombofilii wrodzonej analizuje kilka nieprawidłowości genetycznych – jest to mutacja czynnika V Leiden, mutacja genu protrombiny 20210G>A, polimorfizm genu MTHFR. Występowanie tych zaburzeń może determinować genetyczną skłonność do zakrzepicy, wówczas kobiety w wieku rozrodczym mogą planować ciążę wyłącznie pod opieką specjalisty – zarówno ginekologa, jak i genetyka.
Trombofilia wrodzona badanie zapewnia pacjentowi wynik z dokładnym opisem, z którego wynika czy w obrębie badanych genów występują nieprawidłowości i na czym one polegają. Wynik należy jednak skonsultować z lekarzem genetykiem, szczególnie jeśli podczas badania trombofilii zostaną wykryte nieprawidłowości. Dopiero na tej podstawie lekarz może wdrożyć leczenie trombofilii i zwiększyć swoje szanse na zdrową ciążę.
Badanie na trombofilię wrodzoną wykrywają obecność mutacji, które podwyższają ryzyko pojawienia się zakrzepicy czy innych chorób zakrzepowo – zatorowych, a także poronień – może dojść do nich obecnie lub w przyszłości. Mutacje genu MTHFR powodują nieprawidłowe wchłanianie kwasu foliowego i witaminy B12 przez organizm, ponadto wpływają na podwyższone stężenie homocysteiny w organizmie.
Dlaczego po poronieniu warto wykonać badanie genetyczne na trombofilię wrodzoną?
Po poronieniu warto rozważyć badanie genetyczne na trombofilię, ponieważ może ono wykazać wrodzoną skłonność do tworzenia zakrzepów, która bywa jedną z przyczyn problemów z utrzymaniem ciąży. Takie zaburzenie często nie daje żadnych wyraźnych objawów, dlatego bez badania może pozostać niezauważone. Wynik pomaga lepiej zaplanować kolejną ciążę i dobrać odpowiednie postępowanie, aby zmniejszyć ryzyko ponownej straty.
Po kilkunastu latach zaszłam w trzecią ciążę. Na początku pojechałam do swojej ginekolog gdzie mnie prowadziła 14 lat. Byłam u niej z jedną i drugą ciążą, było ok – nawet po ciążach. Poszłam po kilku latach do niej i mówię o objawach, że czuje niepokój. No i czuje, że jestem w ciąży. Tak czułam w drugiej ciąży, że to dziecko że jestem w ciąży. Ona do mnie, że nic nie widzi tylko torbiel dużą i da mi tabletki, żeby miesiączkę wywołać.

Jak po tabletkach się nie uda za kilka dni – to szpital. Tak mnie nastraszyła, ale dalej czułam objawy ciąży. Czułam się źle, nerwowa, wszystko mnie drażniło – mały drobiazg. Wzięłam tabletkę, bo jak mój lekarz powiedział, ja wiem lepiej ja jestem lekarzem.
Poszłam do koleżanki, ona mi doradziła nie bierz leków, idź do kolejnego lekarza i zrób test. Moja rodzina nie wiedziała o wizycie i moich podejrzeniach. Mąż ani córki. Chciałam im powiedzieć jak będzie to pewne i pokazać USG.
Zrobiłam testy – pozytywne, druga kreska blada. Poszłam do szpitala do innego lekarza i mówię o swoich objawach, mówię że nowa jestem a on że na USG nic nie widzi, ale da mi na betę, na badanie krwi i wyznaczył termin wizyty.
Ja czułam się coraz gorzej, coraz gorzej nerwowa, wzięłam dwie tabletki jak kazała ginekolog. Pewnego dnia rano poszłam do łazienki, okropny ból, zaczęłam krwawić doszło do poronienia. W tym momencie mąż wyszedł do łazienki, bo długo nie wracałam, widział moje łzy, minę i zapytał co się stało.
Wszystko mu opowiedziałam załamał się jak i ja. Chciałam im zrobić niespodziankę, nie udało się. Dzień przed wizytą poroniłam, pamiętam jak poszłam obojętna na tą wizytę. Lekarz do mnie gratulacje, jednak pani miała rację to ciąża. Zaraz zbadamy, ale dziwi mnie czemu ta lekarka nie rozpoznała pęcherzyka od torbieli.
Tak mnie wkurzył to mu powiedziałam, że dzięki wam, lekarz nie ma co badać, bo poroniłam przez was. To on był w szoku. Minę zgasił i przeprosił. Długo czekałam na wizytę kolejną a mówiłam, że coś jest nie tak, że czuje to. To olali.
Sprawdził i powiedział, że po pół roku mogę się starać znów i tylko tyle i do tej pory nic. Nawet zero badań. A my do dziś nie możemy się z tym pogodzić. Chciałam rodzinie zrobić niespodziankę i zrobiłam, że do dziś nie potrafimy z utratą sobie poradzić.
Ja mój mąż i moje córki. Do dziś nie możemy patrzeć jak inne rodziny cieszą się z ciąży, narodzin. Ból pozostał na zawsze.
Autor: Wera