Horror

Moja historia zaczęła się od tego że chciałam zmienić swoje życie.

Wyjechałam za granicę by zmienić swoje życie i uciec od toksycznych ludzi. Po paru miesiącach poznałam Włocha, który zakochał się we mnie po uszy – z wzajemnością. Zaszłam w ciążę. Byliśmy najszczęśliwsi na świecie, lecz tu w Anglii nie ma możliwości (chyba, że prywatnie) żeby robić w miarę często USG. Miałam USG w 6 tygodniu, kolejne zaplanowano mi na 12 tydzień.

W ten dzień usg 12 tydzień biegliśmy na miejsce spóźnieni, ale niesamowicie szczęśliwi, ponieważ to był pierwszy raz, kiedy mieliśmy usłyszeć bicie serduszka maleństwa. Pielęgniarka patrzyła się w monitor przez 3 minuty. W końcu zapytałam “I jak?”, a ona odpowiedziała “nie bije serce”.

Zawalił mi się cały świat

Informacja o tym, że dziecko w brzuchu nie żyło od miesiąca zwaliło mnie z nóg i mojego wybranka. Po 3 godzinach pozbierałam się w miarę na tyle, aby opuścić szpital. Tego samego dnia leciałam do Polski, aby mnie oczyścili, ponieważ w Anglii dali mi dwie opcje “albo samo wyleci jak pani organizm zrozumie, że nie jest w ciąży, albo damy tabletkę i samo wyleci”.

Po miesiącu wróciłam do Anglii.

Autor: Klaudia

Utrata upragnionego maleństwa

Gdy dowiedzieliśmy się z mężem, że będziemy mieć 2 dziecko byliśmy prze szczęśliwi aż do tego okropnego dnia.

Tego dnia poczułam się gorzej dostałam plamienia udałam się z mężem do szpitala

Był to 18 tydzień ciąży i okazało się, że moja ciąża prawdopodobnie od 14 tygodnia jest martwa. Poczułam okropny ból, rozpacz. Nie mogłam się z tym pogodzić. Skierowano mnie na oddział. Lekarz kazał mi się zgłosić rano. Pojechałam do domu. Przepłakałam całą noc wraz z mężem. Rano udałam się do szpitala. Po 3 godzinach oczekiwania lekarz oznajmił mi, że mnie nie przyjmą, bo nie ma miejsc w szpitalu. Mam się zgłosić za 2 dni i w między czasie zrobić badanie BetaHCG – dziś i za 2 dni by upewnić się, że ciąża martwa. Zrobiłam badanie, ale nie dawało mi spokoju, czy martwa czy może jednak moje maleństwo żyje. Udałam się do lekarza prywatnie do większego miasta, który niestety potwierdził, że moje maleństwo zatrzymało się na rozwoju z 14 tyg. ciąży.

Łzy się lały i okropny ból i pytanie czemu to spotkało właśnie mnie

Dostałam skierowanie do szpitala w tym mieście i miała się do niego udać następnego dnia rano. Wróciłam do domu. Było ciężko. Musiałam swojej córci powiedzieć, że niestety, ale nie będzie mieć ani siostrzyczki ani braciszka bo poszedł do aniołów. Ją również to bolało i płakała. Rano wstałam i udałam się z mężem do szpitala. Czekałam na izbie przyjęć byłam 16 w kolejce. Zaczęły się bóle co 2 minuty i odeszły mi wody. Mąż prosił by mnie szybciej przyjęli, ale oni mówili, że zaraz mnie zawołają i tak minęła ponad godzina. Dalej mnie nie poprosili. Mąż prosił, bo z bólu już nie mogłam. Pani kazała usiąść i czekać – ona się tym zajmie. Usiadłam i za chwilę o dziwo wyszła pani po mnie, ale jak wstałam z krzesła to zaczęłam strasznie krwawić. Wtedy szybko zaczęli mnie przyjmować na oddział ginekologii. Na oddziale dali mi pokój i zawołał mnie lekarz. Poprosił bym przygotowała się do badania. Niestety nie zdążył mnie zbadać, bo tylko usiadłam na fotel i urodziłam swoje maleństwo. Potem musieli mi zrobić łyżeczkowanie, by mnie wyczyścić, ból był niesamowity. Natomiast dalej nie mogę sobie z tym poradzić.

Autor: Mama Aniołka

Ogromny ból

Mam 28 lat. Poznałam w końcu mężczyznę swojego życia. Do szczęścia jakie mnie spotkało brakowało tylko dziecka. Decyzja była szybka. Mega zakochani ludzie marzyli o rodzinie.

historia poronienia

Dwie kreski na teście ciążowym doprowadziły mnie do łez szczęścia

Starania o potomstwo było łatwe i przyjemne. Udało mi się w 2 miesiące zajść w ciążę. Dwie kreski na teście ciążowym doprowadziły mnie do łez szczęścia. Nie idzie tego opisać słowami. Byłam tak szczęśliwa ze test zostawiłam na pamiątkę a wszystkie zdjęcia USG wklejałam do albumu. Piękny czas. Marzyłam, rozmyślałam. Nie wiedziałam, że mnie to spotka. Zaczęłam plamić, ale mój ginekolog twierdził, że to się zdarza.

To był czwartek – usłyszałam bicie serduszka…

W sobotę zaczęłam krwawić. Krwawić tak jakbym dostała okres – koszmar. Na wizycie usłyszałam, że ciąża obumarła. Ja nie wiem, że takie rzeczy się zdarzają. Ciężko było i nadal jest. Dodam, że paskudnie się czuje, bo mój ukochany ma już córkę z poprzedniego związku i to mnie chyba bardzo dobija. Dodatkowo  nie ma dnia, bym sobie nie zadawała pytania: “Dlaczego mnie to spotkało?”, “Co zrobiłam nie tak?”. W szpitalu czekało mnie jeszcze łyżeczkowanie. Ne znam nawet płci. Obwiniam się i cierpię. Nie znam lekarstwa na ten ból…

Auto: Koniczynka

Kolejna strata

Jestem mamą 4 ziemskich aniołków i 3 aniołków urodzonych dla nieba.
Zawsze marzyłam o dużej rodzinie. Mam trzy córeczki i jednego synusia.
W tamtym roku w sierpniu zdecydowaliśmy z mężem, że postaramy się o kolejnego członka rodziny.

historia poronienia

Dziewczyny są już prawie nastolatkami – mają dwie 10 lat (jedną córeczkę przysposobilismy) i jedna 14 lat – to fajnie by było, aby Kubuś (wtedy 2 latka) miał prawie rówieśnika. Przerwałam tabletki i we wrześniu w pierwszym cyklu się udało. Radość wielka. Czułam się super.

Był to 4 tydzień. Szczęście trwało tylko chwilę

Pamiętam jakby to było dziś. Niedziela 15.10 (data dla nas mam aniołkowych bardzo smutna) zaczęłam plamić. Na IP okazało się, że nic nie widać na USG. Lekarz kazał iść w poniedziałek do ginekologa. Ten potwierdził po spadającej becie, że doszło do poronienia samoistnego. Był to prawie 7 tydzień. Oczyściłam się sama. Nie znam płci maleństwa. Ból niesamowity…

W styczniu tego roku sytuacja się powtórzyła – 5 tydzień

Odkąd skończyłam 29 lat zmagam się z wcześniejszą menopauzą. Obecnie mam 32 lata. Moje jajniki już prawie zanikły. Prawego już nie ma a lewy ma 3 mm. Miesiączka pojawiała się co 3/4 miesiące, bardzo nieregularna. W czerwcu ginekolog powiedział, że jakbym zaszła w ciążę to byłby cud. Umówił mnie na 1.07.19 na USG.

Na tym USG lekarka w wielkim szoku stwierdziła, że mamy Kinder niespodziankę

Był to 6 tydzień, serduszko już biło. Pojawiły się łzy szczęścia i łzy strachu. Dostałam od razu leki na podtrzymanie i nakaz leżenia. Dziewczyny z racji wakacji bardzo mi pomagały. Sprzątały, gotowały, zajmowały się bratem. W 10 tygodniu zaczęłam krwawić. Okazało się, że mam dwa krwiaki i kosmówka się odkleja. Kolejny strach o stratę. Na badaniach prenatalnych w 12 tygodniu o dziwo już wszystko było dobrze. Śladu po krwiakach nie było. Z kosmówką też wszystko ok. Oszczędzałam się jak tylko mogłam.

W 15 tygodniu trafiłam do szpitala z krwotokiem. Serduszko bije.

Odkleja się łożysko. W szpitalu leżałam plackiem, potrzeby załatwiałam na basen, myłam się w misce. 3 tygodnie leżałam odcięta od świata w izolatce – byłam tylko ja, pielęgniarki, lekarze i odwiedzający mąż i milion moich myśli.
W 16 tygodniu zaczęły odchodzić wody płodowe. W 17 tygodniu nie było ich już wcale . Łożysko cały czas się odklejało, krwawiłam cały czas, z krwotokami na zmianę. Moja córeczka mimo braku wód, rozwijała się, walczyła do samego końca, nie ruszała się, bo była przyklejona do ściany macicy ale..walczyła. Od dwóch tygodni wiedziałam, że nie ma żadnych szans. Moja ciąża była bardzo patologiczna. Gdyby to był wyższy tydzień, to dałoby radę coś zrobić.

Dzieci ratują od 22 tygodnia a nam tak mało brakowało…

Leżałam z tą myślą, że moje dzieciątko nie przeżyje. Miałam myśli samobójcze, przychodziła Pani psycholog, ale w sumie co ona mogła…. Przy życiu trzymały mnie tylko moje dzieci i wspierający mąż.
19.09.19 zaczęłam 18 tydzień, a o 18tej odkleiło mi się łożysko, ból najgorszy z możliwych – nie byłam w stanie się podnieść. Lekarka badała mnie na łóżku, rozwarcie na palec. Szybko na porodówkę. Na górze dostałam jedną morfinę, ulga na chwilę. Mąż był cały czas przy mnie, wspierał i pomagał. Oksytocyna jedna i zaraz druga, kolejna morfina i gaz. O 21.54 urodziłam Anielkę. Ważyła 170 gram i miała 19 cm. Wyglądała jak śpiący aniołek.

Nazwałam ja Aniela – od walecznego anioła

Zasnęła na zawsze w trakcie porodu, być może morfina jej pomogła.
Pogłaskałam ją. Powiedziałam jak mocno ją kocham i pożegnałam… Mnie zaraz usypiali do czyszczenia. Czyścili mnie ponad godzinę. Z wyników histopatologicznych wyszło, że moje łożysko było 2 razy w martwicy, przeszło zawał. Błony i pępwonia były cienkie i matowe. Mój organizm zabił moje maleństwo. Mam okropne wyrzuty sumienia. Więcej dzieci już na pewno nie będę miała, nie dość, że ja otarłam się kilka razy o śmierć przy krwotokach to mój organizm pozbawił życia bezbronnego dziecka.

W tą noc śniła mi się Anielka, że trzymam ją na rękach i karmię piersią. Dała mi chyba znak, że jest jej dobrze tam u góry.

Było to nasze ostatnie spotkanie. Liczę, że kiedyś utulę do serca moje wszystkie aniołki…Anielkę miałam okazję pochować. Ma swój ziemski domek, o który dbam. Wierzę, że jest tam u góry ze swoim rodzeństwem, że czuwają nad nami, że są w niebie, w cieple i że jest im dobrze. Moje serce pękło na milion kawałków i już nigdy nie będę taką samą osobą jak sprzed roku.

Autor: Agnieszka

Podwójna strata

Jestem szczęśliwą mamą bardzo żywiołowego i radosnego 3-latka. Razem z mężem pragnęliśmy powiększyć nasze szczęście. Pół roku próbowaliśmy zajść w ciążę.

Na wcześniej umówione wizycie u ginekologa zasygnalizowałam że miesiączka spóźnia się tydzień. Lekarz stwierdził że to nie ciąża i zapisał progesteron. Po nim cykl miał wrócić do normy… Ale nie wrócił, okazało się że to ciąża i to 7 tydzień.

Miałam wrażenie jakbym wygrała w Lotto

Za dwa tygodnie kolejna wizyta… A tu na ekranie widać dwa pęcherzyki DWA SZCZĘŚCIA. Radość trwała zaledwie kilka minut. Większy bliźniak bez bicia serca.

W szpitalu potwierdzona diagnoza. Zalecenia-podtrzymanie ciąży farmakologicznie, oszczędny tryb życia. Upomniałam się o badania prenatalne. Co dwa tygodnie przeplatały się badania prenatalne i z wizytami u lekarza prowadzącego. USG prenatalne obraz prawidłowy. Wyniki z testu pappa duże ryzyko zespołu Edwardsa.

Żyliśmy w nadziei że to jednak pierwszy bliźniak przyczynił się do tego wyniku. Wykonaliśmy amniopunkcję. Nie doczekaliśmy się wyników, na tydzień przed trafiłam do szpitala z trzecim z rzędu krwawieniem.

Tym razem serce przestało bić

Szok, żal i niedowierzanie. Nie zapomnę bólu i strachu kiedy wywołane farmakologicznie skurcze doprowadziły do krwotoku. Z jednej strony cieszę się, że praktycznie od razu przeprowadzono łyżeczkowanie pod narkozą. Z drugiej strony łzy cisną mi się do oczu że nie było mi dane zobaczyć Marcelka.

Trafiłam na cudowny personel który od razu zorientował się że potrzebuję osobnej sali, ciszy, intymności, pomocy i wiedzy.

Niestety można się naczytać, nasłuchać tłumaczeń lekarzy, położnych ale do tego i tak nie da się przygotować.

Gdy nadchodzi ten moment emocje biorą górę

Mam nadzieję że moje dwa aniołki – Marcel i jego bliźniak o nieznanej płci – są razem i będzie im lepiej niż gdyby mieli się męczyć ziemskim życiem z poważnymi chorobami genetycznym. Na zawsze będę mamą trójki dzieci, kiedyś może ta liczba się zwiększy.

Autor: Magda