7 razy poroniłam i straciłam nadzieję…

W pierwszą ciążę zaszłam dość szybko. Ciąża, poza małym plamieniem, na początku przebiegała książkowo, prawie 5 lat temu urodziłam zdrowego synka. Szybko zapragnęliśmy z mężem drugiego dziecka. Bez problemu zaszłam w ciążę w 2 cyklu starań.

Na początku ciąży, tak jak w pierwszej, delikatne plamienie

Na początku ciąży, tak jak w pierwszej, delikatne plamienie

Później idealnie, aż do feralnej wizyty w 16 tc, na której dowiedziałam się, że moja córeczka po cichutku odeszła. Na początku był szok i niedowierzanie. Jak to? Owszem, zdarzają się poronienia, innym, nie mnie. Córeczka ciasno owinęła się pępowiną.

Tak się czasem zdarza, mieliśmy pecha, ale teraz się uda

Po czterech miesiącach byłam w kolejnej ciąży. Od początku wszystko szło idealnie. W połowie ciąży dowiedzieliśmy się, że będzie córeczka. Bardzo się cieszyliśmy, powoli szykowaliśmy wyprawkę, czułam ruchy i wiedziałam, że tym razem będzie inaczej. Aż do 24 tc, gdzie przestałam czuć ruchy.

3 dni wcześniej miałam wizytę, wszystko było w porządku. Z płaczem jechaliśmy na IP. Moje obawy się potwierdziły. Szok, rozpacz, martwy poród… Mogłam chwilę potrzymać córeczkę i się pożegnać.

Wychodząc ze szpitala, mijaliśmy szczęśliwych rodziców

Nie mogłam patrzeć na siebie, dotykać brzucha. Nie czułam się wartościową kobietą. Kolejne dwie ciąże straciłam w 13 tc. W każdej okazywało się, że serduszko przestało bić. Robiłam różne badania, wszystkie wychodziły prawidłowo.

W końcu znaleźliśmy przyczynę – trombofilia wrodzona

Lekarze zapewniali, że dzięki odpowiednim lekom mogę urodzić dziecko. Pół roku od ostatniego poronienia zaszłam w ciążę, w pierwszym cyklu starań. Niestety okazało się, że to puste jajo. Ok, czasem się zdarza, to jeszcze nic nie znaczy.

Kolejna ciąża biochemiczna, lekarz nawet nie kazał jej liczyć, tylko starać się dalej. Szybko zaszłam w ciążę, do tego ciąża bliźniacza. Na początku byłam przerażona. Ciąża bliźniacza jest ciążą wysokiego ryzyka, a ja jeszcze mam trombofilię.

Później oszalałam z radości, która niestety nie trwała długo, bo już na kolejnej wizycie okazało się, że ciąża się zatrzymała. Przeszłam histeroskopie, podczas której usunięto mi liczne zrosty. Teraz już nic nie stało na przeszkodzie.

Kolejna ciąża, jest serduszko

Ogromna radość, pewnie ostatnie ciąże faktycznie nie rozwijały się przez zrosty. Kolejna wizyta, 10 tc, tydzień przed świętami Bożego Narodzenia i wyrok. Ciąża zatrzymała się na 8 tc. Jak to? Brałam odpowiedni lek i codziennie zastrzyk, nie mam zrostów i znów to samo? Załamałam się całkiem.

7 razy poroniłam i straciłam nadzieję 

Nie mam nadziei, że jeszcze kiedyś urodzę żywe dziecko. 8 ciąż, jedno dziecko. Dookoła kobiety w ciąży, na facebooku znajome w ciąży. A ja od prawie 4 lat stoję w tym samym miejscu.


historia baner 2

 

Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, wypełnij formularz.

 


Przeczytaj też inne historie TUTAJ >>> Wasze historie


zdjęcie: 123R

Trudna decyzja… – historia poronienia

Mam 31 lat. W mojej pierwszej ciąży, która od początku do łatwych nie należała, byłam 5 miesięcy. Wymioty, zawroty głowy i zmęczenie dawały się we znaki, jednak byłam szczęśliwa, że mogę tego doświadczać.

wasze historie po poronieniu - kobiece łzy po policzku

Zdecydowałam się urodzić, mimo wszystko 

Przy badaniu USG wyszła zawyżona przezierność karkowa. Skierowano na PAPP-A, które dało wysokie ryzyko trisomii 21. Pogodziłam się z tym i chciałam urodzić dzidziusia. Po rozmowie z genetykiem i za jego przyzwoleniem nie zrobiliśmy amniopunkcji, gdyż wynik nie miał dla nas znaczenia.

Nagle, dowiedziałam się, że mój dzidziuś umiera i przede mną najtrudniejsza decyzja

W połowie 20 tygodnia dowiedziałam się, że mój dzidziuś umiera… i nie ma żadnych szans, żeby go uratować. Przyczyną jego stanu była wielotorbielowatość obustronna nerek. To jednak nie koniec koszmaru, gdyż powiedziano, że dziecko jest w stanie letalnym i muszę zdecydować w ciągu 2 dni, czy dokonuję terminacji w przeciągu 7 dni, czy czekamy, aż dziecko samo umrze we mnie lub chwilę po urodzeniu… Mój dzidziuś cały czas się ruszał… To najgorsza decyzja, jaką podjęłam w życiu…


historia baner 2

 

Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, wypełnij formularz.

 


Przeczytaj też inne historie TUTAJ >>> Wasze historie


zdjęcie: chepko/123RF

Pierwsza ciąża – historia poronienia

O ciąży dowiedziałam się już w 2 tygodniu ciąży. Byłam bardzo szczęśliwa, długo na to czekałam. Poszłam do lekarza, potwierdził ciążę, oczywiście od razu poprosiłam o L4 ze względu na warunki, w jakich pracuję. No więc siedziałam w domu, odpoczywałam, dobrze się odżywiałam. Do mojego partnera jeszcze nie dotarło, że będzie tatusiem.

wasze historie po poronieniu - kobieta trzymająca serce w dłoni

Wszystko było w porządku, aż do momentu, kiedy zaczęłam krwawić…

Co dwa tygodnie chodziłam do lekarza, robił mi USG. Nawet widziałam tę małą fasoleczkę, niestety serduszka nie słyszałam, bo za głęboko się schowała, ale najważniejsze, że było wszystko w porządku. Tydzień po wizycie wstałam rano i zaczęłam krwawić, więc udałam się do lekarza. Niestety stwierdził, że ciąża jest martwa.

Pojechałam do szpitala. Na drugi dzień dostałam tabletki wywołujące. Nie chciałam zabiegu łyżeczkowania, oczyściłam się sama. W szpitalu patrzyli się na mnie jak na jakąś zabójczynię.

Chciałam poznać płeć i ustalić przyczynę poronienia

Zrobiliśmy badania genetyczne, żeby ustalić przyczynę i płeć. Była to dziewczynka, a przyczyną była wada genetyczna (Zespół Turnera). Nikt do dnia dzisiejszego nie potrafi odpowiedzieć na pytanie „dlaczego?”. Razem z partnerem chcieliśmy zrobić sobie badania genetyczne, ale nasze polskie prawo nie pozwala zrobić badań po 1 poronieniu.

Tłumaczą się, że nie ma podstaw, że wada mogła być losowa. Że takie badania możemy sobie zrobić w przypadku drugiego poronienia lub w sytuacji, kiedy długo się staramy, a nie wychodzi… 21.01.2019 miną cztery miesiące od tego tragicznego dnia, a ja nadal nie mogę się pozbierać. Wróciłam co prawda do pracy, lecz jak tylko zostaję sama w domu, to wraca do mnie to wszystko.

Marzę o maleństwie i wierzę, że w końcu się uda

Znalazły się osoby, które mówiły, że to moja wina, że sama jestem sobie winna. Lekarz mówi, że jest wszystko w porządku, więc zaczynamy powoli znowu nasze starania o dzieciątko. Nie poddajemy się. Bardzo chcę, wręcz marzę o maleństwu. Żyje tylko myślą, że już więcej nie będę musiała przechodzić tego wszystkiego. Mam nadzieję, że następnym razem nam się uda.


historia baner 2

 

Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, wypełnij formularz.

 


Przeczytaj też inne historie TUTAJ >>> Wasze historie


zdjęcie: Katarzyna Bialasiewicz/pl.123rf.com