Poroniłam 9 tydzień

Najgorsze miało miejsce 5 dni temu… Zacznę od tego, że mamy już prawie dwuletniego syna. Nasz wymarzony, Kochany. Ciąża bezproblemowa. Cesarskie cięcie, bo kawał chłopa, a nie chciał wyjść na świat. Drugą ciążę też planowaliśmy. Staliśmy się około 3 miesiące. Za pierwszym razem poszło łatwiej, ale i przy drugiej nie trwało to strasznie długo.

poroniłam 9 tydzień Czytaj dalej

Bóg z każdego cierpienia potrafi wydobyć dobro

Mając już w domu 2 córeczki, zapragnęliśmy trzeciego dziecka. Po roku starań okazało się, że jestem w ciąży. Radość wielka całej rodziny. Dziewczynki nie przestawały całować brzuszka. Jednak po 2 tygodniach zaczęłam plamić. Pojechałam do szpitala. Krwawienie nie ustępowało…

wasze historie po poronieniu - kobieta patrzy przed siebie

Dzień później nastąpiło poronienie

Nie wierzyłam, że tak może się stać. Reakcja dzieci na daną wiadomość jest zawsze zależna od tego, jak rodzice ją przedstawią. Nie chciałam, aby to przeżywały. Miały wtedy 4 i 6 lat. Z uśmiechem przekazaliśmy im informację, że naszego dzidziusia już nie ma w brzuszku, że jest już w niebie i nas widzi i że się teraz za nas będzie się modlił.

Wszyscy razem spotkamy się z nim w niebie. Cieszyły się, że się z nim spotkają. Starsza córeczka dopytywała się, czy tylko za naszą rodzinę będzie się modlił. Zależało jej, aby tak właśnie było. Nadaliśmy imię Staś dla naszego serduszka, chociaż nie znaliśmy płci. Dziewczyny z wielką radością chciały się wszystkim chwalić, że mamy Stasia w niebie i że się za nich modli i że się z nim spotykają.

Rysunki rodzinne były już powiększone o nowego członka

Były one dla mnie wzorem do naśladowania!!! Jednak ze mną nie było tak samo… kilkadziesiąt razy dziennie nachodziły mnie pytania dlaczego, wielki żal i wyrzuty sumienia, że to może przez to, że dziewczynki przechodziły w tym czasie ospę? (Ja już chorowałam) Tych powodów była masa.

Zaczęłam być bardzo nerwowa. Postanowiłam każdą taką myśl oddawać Bogu, mówiąc: „Bądź Uwielbiony Boże w naszym Stasiu”. I tak na początku kilkadziesiąt razy dziennie. Na każdy wyrzut sumienia odpowiadałam tą modlitwą.

Z dnia na dzień wyrzutów i pretensji było mniej…

…aż po 3 miesiącach całkowicie znikły. Ta modlitwa nie pozwoliła mi zamknąć się w moim bólu, tylko poukładała mnie na nowo!!! Odnowiła również nasze relacje małżeńskie w taki sposób, o jakim nigdy nie marzyłam. Dziś mogę powiedzieć: dziękuję Ci Boże za tyle łask dla naszej rodziny. Nie zamykaliśmy się na następne dziecko. Tak bardzo chcieliśmy je mieć!!!

Rok później byłam ponownie w ciąży. Były lęki, że je stracimy, bo bardzo źle się czułam
Ale nasza Zosia – trzecia dziewczynka – urodziła się zdrowa!!! Cała ta sytuacja, to dobrze przeżyte cierpienie, odmieniła nasze życie. Przy modlitwie wieczornej nasze starsze dziewczynki zawsze wymieniają Stasia. Jestem z tego dumna!!!

Ale to nie koniec historii…

15 miesięcy później zrobiłam test ciążowy i wyszedł pozytywny. Niestety zaczęły się krwawienia. Chciałam zostać w domu, bo wiedziałam, co to oznacza. Znów zaczęłam Uwielbiać Pana Boga w naszym dzidziusiu. Krwawienia ustały. Ginekolog nie widział jeszcze ciąży.

Kazał zbadać co 3 doby hormon beta Hcg. Jeśli będzie dwukrotnie większy, to znaczy, że ciąża rozwija się prawidłowo. W moim przypadku tak było. Hormon pięknie wzrastał. Byliśmy szczęśliwi. Dwa tygodnie później, będąc na wizycie u ginekologa, w USG nie było widać dzidziusia.

Zamarłam z przerażenia

Nagle zobaczyłam w innym miejscu bijące serduszko. Było to w jajowodzie. Rozpacz wielka. Nie przestawałam płakać. 7 tydzień ciąży. Musiałam pilnie jechać do szpitala, aby nie doprowadzić do krwotoku wewnętrznego. Płakaliśmy całą rodziną. Maż ochrzcił dziecko wodą. Nadaliśmy imię Marysia.

Pożegnaliśmy się z nią. Jedna z córek powiedziała, że w niebie już Stasiu na nią czeka. Niesamowite! Działo się to wszystko w samochodzie przed szpitalem. Na głos ofiarowałam to cierpienie za życie tych maluszków, które są w dobrym miejscu w brzuszkach swoich mam, ale mogą się nie urodzić, gdyż nie są chciane.

Kiedy przed samym zabiegiem ciężko było mi się rozstać z dzidziusiem i z jego bijącym serduszkiem, Duch Św. przyprowadził księdza z Komunią Świętą. Już wiedziałam, ze teraz to Sam Bóg nas prowadzi i weźmie naszą Marysię prosto do nieba.

To niesamowite. Przecież wiedziałam, że Bóg jest ze mną

Ale jeszcze naocznie Bóg pokazał, jak bardzo mnie kocha i przed samym uśpieniem na sali przedoperacyjnej przyjęłam Komunię Św. Dziękuję Ci Boże za tą łaskę. Już się nie bałam. W domu córka zadała pytanie: mamusiu, jeśli Pan Bóg wszystko może, to dlaczego nie mogła być ona w dobrym miejscu?

Dojrzałe pytanie. Odpowiedziałam, że nie wiem. Ale dowiemy się w niebie. To jej wystarczyło, ale czy nam mamom wystarczy? Możemy obwiniać za to nawet Boga, ale czy to ukoi nasz ból? Mówię ostro NIE!!! Moje poprzednie doświadczenie poronienia i teraźniejszej ciąży pozamacicznej jest na to dowodem!

Tym razem już tak nie bolało jak wtedy

O modlitwie nie zapominam. Z badań genetycznych wyszło, że był to chłopak. Zmieniliśmy imię z Marii na Marian i chcemy pochować naszego syna. Dziękuję Bogu za łaskę trzymania Mariana pod swoim sercem 7 tygodni.

Jestem radosna, chodzę z podniesioną głową do góry i cieszę się, że mamy pięcioro dzieci!!!

Jesteśmy szczęśliwą rodziną!!! Nasze córki, jeśli będą w przyszłości miały podobne doświadczenia, będą wiedziały, jak trzeba postępować. Żyjemy dalej. Zaplanowaliśmy 4 dzieci i jeśli Bóg pozwoli, to będziemy mieć tyle na ziemi.

Nie boimy się niczego!!! Powodzenia!!!


historia baner 2

 

Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, napisz do nas na adres info@poronilam.pl

 


Przeczytaj też inne historie TUTAJ >>> Wasze historie

Zdjęcie: pixabay.com

4 miesiące po poronieniu. Depresja się nasila

Witam. Mam na imię Paulina i mam 23 lata. Od 18 roku życia zawsze marzyłam, by znaleźć mężczyznę swojego życia i z nim mieć dziecko (to chyba marzenie każdej z nas). Od tamtego roku mieszkamy za granicą. Taką separacja z otaczającymi nas znajomymi dobrze wpłynęła na nasz związek.

wasze historie po poronieniu - serce w drewnie

Dlatego też postanowiliśmy się starać o dzidziusia

W listopadzie pojechaliśmy do Polski. Ze względu, że spóźniał mi się okres, postanowiłam zrobić test ciążowy. No i wyszedł pozytywny. To co w głowie mi się zaczęło robić, to nawet sobie nie wyobrażacie. W każdym sklepie z artykułami dla dzieci czułam się jak w niebie.

Jednak dla pewności umówiłam się do lekarza, który zlecił mi zrobienie badania na beta hcg. Potwierdziło się. W Niemczech nie miałam jeszcze ubezpieczenia, więc postanowiłam się umówić na następną wizytę, która wypadała na 27 grudnia.

Wróciliśmy do Niemiec

19 grudnia zaczęły mi się delikatne plamienia, ale z tej racji, że niedługo miałam mieć wizytę u ginekologa, to postanowiłam, że zaczekam. Wizyta tu bez ubezpieczenia drogo by mnie wyniosła, a niestety nie było nas stać. 20 grudnia pojawił się ostry ból brzucha. Położyłam się, mąż mówił (wspierał mnie), że wszystko będzie dobrze.

Jednak minutę po położeniu się, dostałam silnego krwotoku. Do tej pory mam całe zderzenie przed oczami. Na ogół jestem panikarą, ale jak zobaczyłam przerażenie męża, wiedziałam, że muszę być silna. On pobiegł po swoją szefową (że względu na język), a ja pod prysznic.

Zawieźli mnie do kliniki

Tam mi kazali dać próbkę moczu do badań. Przy robieniu siusiu wyleciało mi moje maleństwo. To był 12 tydzień. Jednak nadal nie dawałam swoim emocjom upustu. Zlecono mi zrobienie łyżeczkowania. Jednak musiałabym zapłacić sporo pieniędzy, więc od razu po tym, jak wyszliśmy ze szpitala, spakowaliśmy się i w pojechaliśmy do Polski. Tam, dzięki lekarzowi, miałam darmowy zabieg – kobiety w ciąży nawet bez ubezpieczenia maja państwowe ubezpieczenie.

Każdy mi się dziwił, jak ja sobie radzę, że nie siedzę i nie płaczę

Teraz mi wszystko wróciło. Depresja mi wróciła (kiedyś już przez nią przechodziłam). Gdy tylko męża nie ma w domu i jestem sama, oczy mam jak kryształki od łez. W głowie mam sajgon. Nic mi się nie chce. Waga przybywa. Nie mam motywacji, by się za siebie zabrać.

Najgorsze, że nie mam tu w Niemczech nikogo aż tak bliskiego, by usiąść i porozmawiać. Z mężem nie potrafię. Przez telefon z przyjaciółką też nie. Po prostu tłumię to w sobie, ale wiem, że jak wybuchnę, to nikt tego nie opanuje. Boję się.


historia baner 2

 

Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, wypełnij formularz.

 


Przeczytaj też inne historie TUTAJ >>> Wasze historie

zdjęcie: pixabay.com

Poronienie w Danii – historia straty

Witam, a to wszystko dzieje się w Danii… Według etyki lekarskiej: Lekarz powinien zawsze wypełniać swoje obowiązki z poszanowaniem człowieka bez względu na narodowość, wiek, płeć czy rasę. Powołaniem lekarza jest ochrona życia i zdrowia ludzkiego. Najwyższym nakazem etycznym lekarza jest dobro chorego. Ale w moim przypadku było inaczej…

historie po poronieniu - para przy oknie

W 14 tygodniu zdrowej ciąży miałam problem z oddaniem moczu

Pęcherz został przygnieciony macicą, ponieważ mam macicę w tyłozgięciu.
11.02.2018 r. trafiłam na ostry dyżur, wykonali badanie moczu, nie miałam żadnej bakterii i wykonali mi USG, z dzieckiem było wszystko w porządku.

Przy pomocy cewnika pęcherz został opróżniony 3-krotnie, pielęgniarki miały problem z włożeniem cewnika, robiły to nieumiejętnie, po kilku próbach w końcu trafiły w odpowiedni otwór. Po cewnikowaniu krwawiłam i bolał mnie pęcherz moczowy.

W tym samym dniu wyszłam ze szpitala

Zalecenie: cewnikowanie w domu, jednorazowymi cewnikami. W domu zużyłam 3 razy jednorazowe cewniki, po czym macica się uniosła i ponownie mogłam sama oddać mocz (13.02.2018 r.).

15.02.2018 r. byłam u lekarza pierwszego kontaktu, podejrzewałam, że coś się dzieje, ponieważ krwawiłam z pęcherza moczowego. Lekarz wiedział, że jestem po cewnikowaniu, ale powiedział, że to normalne i nie zrobił nic, żeby sprawdzić, czy nie mam bakterii w moczu.

15.02.2018 r. wieczorem miałam już brązowe plamienia z krwią, ponownie 16.02.2018 r. udałam się do tego samego lekarza, żeby sprawdzić, co się dzieje. Lekarz wykonał tylko USG, czy dziecko żyje i nadal nie wykonał badania, czy w moczu nie ma bakterii i co się dzieje, że plamię z krwią.

W dniach 17-18-19.02.2018 zaczęłam już krwawić coraz więcej…

20.02.2018 r. rano o 6 zadzwoniłam na ostry dyżur, prosiłam o pomoc, bo krwawiłam i miałam lekkie skurcze, ale Pan przez telefon powiedział mi, że po godzinie 8 mam zadzwonić do swojego lekarza pierwszego kontaktu, nie pomógł mi.
20.02.2018 r. ponownie pojechałam do lekarza, miałam umówioną wizytę, już z innym lekarzem.

Wykonał tylko USG, czy dziecko żyje, jeszcze żyło…

Powiedziałam mu, że krwawię już obficie i mam skurcze, powiedział, że to normalne w ciąży. Nadal nie wykonał badania moczu, nie zrobił nic, żeby sprawdzić, dlaczego w 15 tygodniu zdrowej ciąży krwawię, nie zbadał mnie ani nie wysłał do szpitala na patologię ciąży.

20.02.2018 r. o 21 trafiłam na ostry dyżur, gdzie wykonali mi USG, czy dziecko żyje i jeszcze żyło… Pobrali krew do badań, gdzie okazało się, że mam bakterie.

Po chwili przenieśli mnie na oddział patologii ciąży

Dostałam kroplówkę w postaci elektrolitów i miałam również dostać kroplówkę na zatrzymanie krwawień, dostałam na chwilę, po chwili mi ją odłączyli. Zapytałam dlaczego, „ponieważ dostaniesz ją jutro” – dostałam taką odpowiedź…

Co mnie zastanowiło. Dlaczego tak? Wykonali badanie moczu, potwierdzili, że mam bakterie, dostałam antybiotyk. Ale dlaczego dostałam go tak późno, a nie parę dni wcześniej? Gdyby lekarz pierwszego kontaktu 15.02.2018 r. sprawdził, czy nie mam bakterii w moczu i dał antybiotyk o czasie, to moje dziecko by żyło.

Skurcze były coraz silniejsze…

Pytałam dlaczego i prosiłam o jakieś proszki, żeby skurcze ustały, dostałam jedynie paracetamol. Leżałam nieświadoma, że poród się zaczął – nadzieja umiera ostatnia.

21.02.2018 r. o 2 w nocy odeszły mi wody płodowe, za 30 minut dostałam krwotoku i po chwili urodziłam swoje zdrowe dziecko, przez zaniedbanie i brak pomocy ze strony lekarzy pierwszego kontaktu mogłam cieszyć się zdrową ciążą, a dziecko w sierpniu mogło urodzić się zdrowe.

Po porodzie pytałam lekarza, czy powodem przedwczesnego pęknięcia worka płodowego była bakteria, potwierdziła, że tak.

Po stracie zdrowej ciąży w 15 tygodniu mojej pustki i żalu nikt nie jest w stanie zrozumieć

Mój stan psychiczny jest w rozsypce i długo, długo się nie pozbieram w całość. Przeniosłam się do innego lekarza pierwszego kontaktu, nie chcę mieć żadnego kontaktu z poprzednimi lekarzami.

Choć zastanawiam się, czy kolejni duńscy lekarze pierwszego kontaktu będą mi nieść pomoc… Jak jest zapisane w etyce lekarskiej. Nie potrafię w tym kraju już nikomu zaufać!


historia baner 2

 

Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, napisz do nas na adres info@poronilam.pl

 


Przeczytaj też inne historie TUTAJ >>> Wasze historie