Karta martwego urodzenia [wzór]

Karta martwego urodzenia jest dokumentem, który pozwala zarejestrować dziecko w Urzędzie Stanu Cywilnego, nadać mu imię i tym samym zaznaczyć jego obecność na świecie. Jest to też dokument, który pozwala uzyskać świadczenia: urlop macierzyński i zasiłek pogrzebowy. Aby ją dostać, konieczna jest znajomość płci dziecka. Kartę do USC przekazuje szpital w ciągu 1 dnia.

wzór Karta martwego urodzenia - lekarz wypełnia dokumenty pacjentce po poronieniu

Pamiętaj, że od 6.08.2025 roku, aby skorzystać z zasiłku macierzyńskiego i uzyskać zasiłek pogrzebowy możesz oprócz karty martwego urodzenia dostarczyć zaświadczenie o urodzeniu martwego dziecka. 

Karta martwego urodzenia nadal jest wymagana często przez ubezpieczycieli, jako dokument uprawniający do odszkodowania. Jeśli więc masz polisę na życie albo wykupione ubezpieczenie grupowe np. w zakładzie pracy ten dokument może być Ci potrzebny.

[wzór karty urodzenia i martwego urodzenia z dn. 01.01.24 r. w PDF]

Czytaj dalej

Królewna, tak bardzo podobna do mamy

Zawsze kochałam jesień, ta miała być jeszcze bardziej wyjątkowa, ponieważ miałam przywitać na świecie swoją królewnę. Niestety, los zadecydował inaczej.

historia o poronieniu - kobiece spojrzenie

21 września, pierwszy dzień jesieni, tak bardzo przeze mnie wyczekanej. 38 tydzień ciąży, poranek jak każdy inny, lecz brak ruchów królewny wzbudził moje obawy. Zaraz po zjedzeniu śniadania zorientowałam się, że mała się nie rusza.

Od razu zaczęłam zbierać się do szpitala informując partnera, że po drodze odbiorę go z pracy. Telefon do położnej dał mi nadzieję, uspokajała, tłumacząc, że może mało piłam, może mała śpi.

Jednak po przyjeździe do szpitala nasz świat zawalił się. Niestety, serduszko naszej królewny zgasło. Nikt nie wiedział dlaczego. Nie poznaliśmy żadnej jednoznacznej przyczyny. Zostały podane mi tabletki na wywołanie porodu, następnego dnia podano oksytocynę, po dwóch godzinach urodziła się ona – nasza królewna tak bardzo podobna do mamy.

Prosiłam, błagałam, żeby to był tylko zły sen, niestety, ten koszmar dział się naprawdę. Nasza królewna odeszła, jeszcze zanim się pojawiła, nie było nam dane usłyszeć żadnego jej dźwięku, nie było nam dane zobaczyć jej oczu. Mogliśmy tylko przytulić naszą królewnę. Zamiast przywitać ją na świecie i to najczulej jak się da – mogliśmy ją tylko pożegnać.

Kocham, tęsknię i odliczam dni do naszego spotkania, a wtedy już nigdy nie wypuszczę Cię z ramion Królewno ze skrzydełkami anioła.

Mama Królewny ze skrzydełkami anioła

Jeżeli Ty też chcesz podzielić się swoją historią, możesz zrobić to tutaj: https://www.poronilam.pl/kontakt/podziel-sie-swoja-historia/

Pierwsza ciąża, stracona

Z parterem staraliśmy się przez dłuższy czas o dziecko. Była to droga pod górkę, ponieważ pojawił się problem z miesiączką. Bywało, że potrafiłam jej nie mieć nawet przez 3 miesiące. Pani ginekolog potwierdziła, że cierpię na zespół policystycznych jajników (PCOS). Tak zaczęłam brać potrzebne leki i czekałam na kolejną miesiączkę.

wasze historie po poronieniu - kobieta patrzy przed siebie

Miałam boleści brzucha podobne do tych przy miesiączkach, ale krwawienia nie było. Do głowy przyszedł mi pomysł zrobienia testu ciążowego. Na moje zdziwienie wyszedł pozytywny! Zrobiłam jeszcze trzy kolejne – wszystkie pozytywne. Takiej radości nie można opisać!

Pani ginekolog potwierdziła ciążę. 5 tydzień. Radość rosła wraz z pierwszym USG. Cieszyliśmy się, że nasze małe marzenie w końcu się spełnia. Poinformowaliśmy rodzinę i bliskich przyjaciół.

Kolejny termin USG miałam po 4 tygodniach od pierwszego. Lekarka powitała mnie z uśmiechem tłumacząc, że badania krwi wyszły pozytywnie i na pewno cieszę się na usłyszenie serduszka oraz zobaczenie maluszka.

Jak tylko usiadłam na fotel i badanie rozpoczęło się, Pani ginekolog zaniemówiła. Po dłuższym czasie powiedziała „płód jest dosyć mały jak na 9 tydzień”. Nie wiedziałam jeszcze co to dokładnie oznacza.

Czułam, że nie mówi mi wszystkiego. Zapisała mnie na badanie kontrolne, tydzień później. Rozpacz zaczęła się po wyjściu z gabinetu. Dzięki Bogu panie na recepcji zaopiekowały się mną. Od razu po wejściu do auta zadzwoniłam do partnera, aby powiadomić go o obawach lekarki.

Kolejny tydzień – Pani ginekolog poinformowała mnie oraz mojego partnera, że zgodnie z przewidywaniami, płód obumarł, serce nie bije. Tego uczucia nie da się życzyć nawet najgorszemu wrogowi. Nikt, kto tego nie przeżył, nie zrozumie. Ból i rozpacz to mało powiedziane. Nie wiedziałam, że można pokochać kogoś całym swoim sercem, kogo jeszcze nie poznaliśmy. Nawet nie wiem, czy nasz Aniołek to dziewczynka, czy chłopiec. Tyle pytań, a tak niewiele odpowiedzi. Już teraz boję się przyszłości.

Dzisiaj, tj. 23.11.23, jestem dzień po łyżeczkowaniu. Ból fizyczny i psychiczny pozostaje. Na moje nieszczęście, wczoraj zawieziono mnie na salę operacyjną zaraz po tym jak jedna z Pań urodziła niemowlę, na które musiałam przed zabiegiem jeszcze popatrzeć. Sami wyobraźcie sobie moją reakcję.

Najgorsze pocieszenie jakie usłyszałam?
„Mogło być gorzej, to był początek ciąży” lub „jesteś młoda, jeszcze tyle przed tobą”.

Błagam ludzie! Tak się nie pociesza nikogo po stracie dziecka, nawet tego, które w brzuchu było zaledwie przez 2 miesiące.

Drogie mamy, które tak jak ja, przeżyłyście stratę – życzę Wam dużo siły i zrozumienia ze strony bliskich ❤️

Agata

Jeżeli Ty też chcesz podzielić się swoją historią, możesz zrobić to tutaj: https://www.poronilam.pl/kontakt/podziel-sie-swoja-historia/

Historia Tęczowego Dziecka – Józio

Jakiś czas temu opisywałam historie straty naszego synka Stasia, który przyjął imię patrona dzieci nienarodzonych oraz rodzin starających się o dzieci. W szybkim skrócie dowiedzieliśmy się o tym, że jest chory na pierwszych badaniach prenatalnych i postanowiliśmy walczyć o jego życie. Nasz synek też walczył do 18 tygodniawasze historie po poronieniu - kobieta w rozwianych włosach

Po tym czasie dużo się wydarzyło.

Byłam kolejny raz w ciąży, tym razem biochemicznej i skończyła się ona tak samo – prostaglandynami i łyżeczkowaniem.

Za trzecim razem również wylądowałam na patologii ciąży. I tutaj historia się zmienia. Po wypadnięciu kawałka czopa i podejrzeniu sączenia wód płodowych położono mnie na oddział, gdzie czekałam na moment, gdzie ciążę uznano za donoszoną, by powitać młodego człowieka na świat.

Cały czas monitorowano mój stan i stan naszego synka, więc mogłam być spokojna o to, że będzie wszystko dobrze. Początkowo otrzymałam prostaglandyny, aby przygotować szyjkę na przyjście na świat Józka. Pierwszy wlew oksytocyny nie udał się (w sumie rzadko się udaje). Nie obyło się bez komplikacji. Po przejściu ponownie na oddział patologii ciąży, podpięto KTG i okazało się, że co jakiś czas spada tętno mojego bąbla do niskich wartości. Przyczyną było utworzenie się węzła prawdziwego na pępowinie.

Dzięki szybkiej reakcji lekarzy i nagłym cięciu cesarskim, Józio urodził się , otrzymując 10 pkt w skali Apgar.

Okazało się jednak, że z powodu infekcji i sytuacji, kiedy wpadał w bezdech oraz dotychczasowych przeżyć zostanie w inkubatorze pod baczną opieką. Odwiedzałam go, kiedy tylko mogłam. Powoli pozwalano mi go kangurować, nosić i przytulać.

Nie zawsze problemy w ciąży skreślają wszystko.

Historie pisze ku pokrzepieniu serc, by się nie poddawać i nie wariować, gdy coś się dzieje. Nie czytajcie wiadomości w internecie, bo raz one pomogą, raz nie. Oczywiście trzeba trzymać rękę na pulsie, ale nie dajmy się zwariować za każdym razem, kiedy otrzemy brzuch o kant krzesła, czy wypijemy za dużo soku marchwiowego (mówię z doświadczenia). Starajmy się racjonalizować pewne rzeczy.

Oczywiście myślę, że mało kto jest w stanie zrozumieć, co czuje kobieta, która ma za sobą poronienia, będąc w kolejnej ciąży. Dokuczało mi to, że niewiele osób jest w stanie mnie zrozumieć. Niewiele osób w przypadku problemów wie co powiedzieć. W praktyce nie bardzo jest z kim porozmawiać, poza psychologiem i gadaniem do siebie.

Nikt, będąc w ciąży, bez takiego bagażu, nie ma pojęcia co dzieje się wtedy w głowie. W moim przypadku rozpatrywałam każdy problem na czynniki pierwsze – szukałam informacji o tym co może wydarzyć się w każdym z trymestrów, jakie są ryzyka i robiłam wszystko by je zmniejszyć. Kiedy było mi źle i płakałam, miałam wyrzuty sumienia, że płacze i mogę zaszkodzić swojemu ukochanemu dziecku.

Obserwowałam każdego dnia swój brzuch, czy nie obniża się zbyt mocno. Ruchy zaczęłam liczyć przed czasem i nawet kiedy nasz synek miał pół godziny przerwy to szalałam, że coś może się dziać. Sytuacji nie polepszał fakt, że polip, który się utworzył w trakcie ciąży, dawał o sobie znać w postaci plamień i krwawień, które mogły wynikać z przeróżnych kwestii. Myślę, że jeżeli ktoś ma możliwość rozmowy z psychologiem w tym czasie, bardzo może to pomóc.

Marzenia się spełniają.
Dlaczego Józef? Staś spisał się trzymając pieczę nad całą rodziną i swoim nienarodzonym braciszkiem. Jestem pewna, że Józio jako patron rodziny będzie nad naszą rodziną czuwał na ziemi.

Anonim

Jeżeli Ty też chcesz podzielić się swoją historią, możesz zrobić to tutaj: https://www.poronilam.pl/kontakt/podziel-sie-swoja-historia/

Do zobaczenia nasz Aniołku

19.09.23 roku badania prenatalne -13 tydzień ciąży. Po 10 sekundach badania twarz lekarza skamieniała. Ale dlaczego? przecież nie mógł tak szybko zdiagnozować choroby?

wasze historie po poronieniu - aniołek

Wtedy lekarz zaczął mnie wypytywać kiedy było ostatnie kontrolne USG i czy pani doktor coś mówiła. Badanie było tydzień wcześniej i serduszko biło prawidłowo, jak dzwon.

Zaraz po tym słyszę pełne empatii i współczucia słowa: „SERDUSZKO NIE BIJE…” (Wielka wdzięczność za tego lekarza, stanął na wysokości zadania w każdym calu).

Szok to mało powiedziane, ŻE CO?!! 14 lat temu, kiedy rodziłam trójkę dzieci nie miałam żadnych problemów z donoszeniem ciąży, wszystko książkowo. A tu od razu, że serduszko nie bije?! Nie, że chore, tylko od razu, że nie żyje?!

Wychodzę z poradni, dzwonię do męża i krzyczę z bólu na pół parkingu do słuchawki płacząc, że NASZE DZIECIĄTKO nie żyje!!! Wracam do domu, nie wiem jak dojechałam sama autem w takim stanie. Trzeba powiedzieć dzieciom o tym, a one tak bardzo cieszyły się, że będzie malutki Człowieczek w naszej rodzinie. One czekały na wiadomość kto to będzie, czy brat czy siostra, a nie na wiadomość, że nie żyje… Były łzy, niedowierzanie, zaprzeczenie, że na pewno pójdę do szpitala i powiedzą, że Maluszek żyje.

Na drugi dzień idę do szpitala… jak na skazanie. Szpital mam parę kroków od domu, a dojść nie mogę… W szpitalu podają mi tabletki, rodzę po dwóch dniach, bo nie mogli dać większej dawki, ze względu na moje 3 CC i żeby macicy nie obciążać. Obecność męża – nieoceniona, otulenie dzieci przez męża – bezcenna. DOBRZE, ŻE JEST❣️

Dziękuję w sercu za wspaniałą opiekę położnych, lekarzy, na każdym etapie. Byłam maksymalnie zaopiekowania medycznie, informacyjnie i psychicznie przez nich.

Zdecydowaliśmy od razu, że pochowamy naszego Maluszka indywidualnie. Teraz czekamy na wyniki badań genetycznych, czy będzie to Karolcia, czy Edmund 😍.

Po tygodniu miałam zjazd emocjonalny. Szybka rozmowa o uczuciach z mężem, podjęcie decyzji i działań: na siłę wychodziłam na spacer i codzienna rozmowa z kimś z bliskich – tak ładuję baterie na co dzień.

Choć najtrudniej było po trzecim tygodniu, jak pojechaliśmy na weekendowe rekolekcje małżeńskie – zapisywaliśmy się jak byłam w ciąży. Kiedy zobaczyłam małżeństwa z maluszkami (była zapewniana opieka dla takich małżeństw)przyszły łzy, ból na ich widok.

Wykrzyczałam Bogu, żeby sam sobie to wytrzymywał!!! I wiecie co…? Na drugi dzień zostaliśmy z mężem poproszeni o opiekę nad pół rocznym dzieciątkiem i jego dwiema małymi siostrzyczkami przez pół godziny. Ja sobie pomyślałam „Ty Boże chyba sobie kpisz teraz ze mnie😂”, ale teraz wiem, że dzięki temu pół godziny z Dzieciątkiem, zrobiłam wielki krok do przodu. Zrozumiałam, że Bóg mi pomoże, że będzie ból, smutek, pustka, a On mi pomoże iść dalej.

Boga zaprosiłam do pustki w moim sercu po naszym Maluszku, po tym jak doradziła bliska mi siostra zakonna, bo On dodaje siły❤️❣️, a więc…

DO ZOBACZENIA NASZ KWIATUSZKU…😘

Jeżeli Ty też chcesz podzielić się swoją historią, możesz zrobić to tutaj: https://www.poronilam.pl/kontakt/podziel-sie-swoja-historia/