Rozmawiajcie ze sobą

Moja partnerka zaszła w ciążę, kilka miesięcy po tym jak zostaliśmy parą. Poroniła w 7 tygodniu ciąży, w sposób bardzo bolesny, z traumatyczną wizytą w szpitalu, w ogromnym stresie.

Jako jej partner popełniłem wszystkie możliwe błędy po tym zdarzeniu: byłem nieobecny, nie wspierający, nie rozumiałem jej uczuć, nie potrafiłem o tym rozmawiać, chciałem jak najszybciej zapomnieć i wrócić do naszego „miesiąca miodowego”. Odchorowała to depresją, a nasz związek uczuciowy zapadł się i był już dysfunkcyjny do końca relacji.

Ona poczuła się odrzucana i bez wsparcia w tak kluczowym momencie, ja czułem się niekochany i odtrącony cały późniejszy okres.

Przeżyliśmy tak jeszcze 5,5 roku próbując żyć „normalnie”, budując dom, adoptując psa.

Odeszła, gdy zakończyliśmy budowę przyznając, że nie potrafi mnie kochać. Jest mi z tym bardzo trudno.

Moje poronienie

Kilka miesięcy temu dowiedziałam się że jestem w ciąży. Bardzo się ucieszyłam, bo staraliśmy się z partnerem o dziecko. Byliśmy bardzo szczęśliwi. Miesiąc temu zaczęłam krwawić. Okazało się, że straciłam moje maleństwo. Minął już miesiąc, a ja dalej nie umiem się z tym pogodzić. Od nikogo nie dostałam wsparcia, ze wszystkim jestem sama. Jedyne co słyszę, to że jestem beznadziejna.

wasze historie po poronieniu - symbol poronienia, drewniany klocek
Pierwsze słowa jakie usłyszałam po poronieniu: „Po co płakać, to nie dziecko, to tylko zarodek, jestem za młoda, jeszcze będę mieć nie jedno dziecko”.

Potrzebowałam wsparcia lecz nie dostałam go, a też nie chcę się nikogo o to prosić.  Mój partner od poronienia odwrócił się ode mnie, słucha swoich rodziców, którzy uważają, że to moja wina, że ja kłamie i specjalnie poroniłam. Moi rodzice – nigdy z nimi dobrego kontaktu nie miałam. Zawsze byłam ta najgorsza.

Jedyna osoba, która mnie rozumiała była moja babcia i dziadek. To oni mnie wychowali, ale niestety już ich nie ma. Piszę tutaj bo chciałam się wygadać i opowiedzieć w skrócie o mojej historii.

Q

Jeżeli Ty też chcesz podzielić się swoją historią, możesz zrobić to tutaj: https://www.poronilam.pl/kontakt/podziel-sie-swoja-historia/

Pierwsza – pierwszy?

Trwało to raptem 7 tygodni, duży strach, przerażenie, infekcja… poronienie…

Gdy pani ginekolog zapytała, czy poradzę sobie psychicznie ze stratą, bez zawahania odpowiedziałam „TAK”. Mijają 4 miesiące, a to zdarzenie wraca jak bumerang. W tym samym czasie w ciążę zaszła koleżanka w pracy. To był największy cios dla mnie, gdy poinformowała cały zespół… Wszystko wróciło.

wasze historie po poronieniu - zamyślona kobieta

Próbuję teraz przeżyć żałobę, na wydruku USG piszę wszystko co chciałabym powiedzieć swojemu maleństwu. Planuję kartkę spalić i „pochować”, może na samotnej wędrówce po Tatrach…

Trudne emocje. Partner nieobecny, unikający, nierozumiejący…, a wystarczyłoby aby był przy mnie obok… Pyta „co się dzieje?”

Małgosia

 —

Jeżeli Ty też chcesz podzielić się swoją historią, możesz zrobić to tutaj: https://www.poronilam.pl/kontakt/podziel-sie-swoja-historia/

Miałam syna

Cześć, Byłam mamą taką zwyczajną, taką  co planowała dziecko po skończonych studiach. I wiecie co ?

Traf chciał, że cieszyliśmy się z potwierdzonej ciąży dzień przed obroną mojej potem pisanej pracy dyplomowej. Nikt nie zabierze mi i mojemu partnerowi tych chwil radości i niepewności, co przyniesie jutro. Czekało na nas wiele zmian. Zamiana mieszkania z kawalerki na większe, kupno wyprawki.

wasze historie po poronieniu - niebieski bucik niemowlęcy

Czułam się świetnie, nawet nie miałam mdłości, a wszystkie badania przez całą ciążę były prawidłowe. Łącznie ze WSZYSTKIMI badaniami prenatalnymi. Pracowałam do końca ciąży.

Dostałam niekontrolowanych skurczy i krwotoku. Zanim dojechałam do szpitala, nasz syn udusił się własną pępowiną i urodziłam martwe dziecko. Podjęto decyzję o cesarce przez narastający krwotok, po próbie naturalnego. Już wtedy wiedziałam, że dziecko nie żyje.

Dopiero po kilku latach poradziliśmy sobie z traumą i jestem gotowa kolejny raz zajść w ciążę. Właśnie staramy się o to tęczowe. Trzymajcie kciuki. Mimo tego etapu, mam nadzieję, że innym mamom pomoże moja historia. Mam nadzieję, że się nie poddacie, jak my.

Pozdrawiam wszystkie fasolki i ziemniaczki w waszych brzuszkach i mam nadzieję, że mnie także niedługo zabije serce pod sercem.

Mama K*

Jeżeli Ty też chcesz podzielić się swoją historią, możesz zrobić to tutaj: https://www.poronilam.pl/kontakt/podziel-sie-swoja-historia/

Mój Taś

Mój Taś… tak mówi o synku, który odszedł, mój 20 letni niepełnosprawny syn ( syn jest po urazie okołoporodowym).

Po 20 latach okazało się, że jestem w ciąży… Najpierw strach, później szczęście. Początek ciąży był wzorowy, wyniki badań super. W 14-tym tygodniu ciąży pojawia się gorączka nie wiadomo od czego, pobyt w szpitalu, antybiotyk… Wypisali nas do domu.

wasze historie po poronieniu - kobieta trzymająca w ręku misia

Po tygodniu w domu wizyta u ginekologa… szyjka macicy skrócona do 12 mm, a że jestem po konizacji szyjki to ogólny jej wymiar jest 2,5 cm… Szybka decyzja lekarza – szew ratunkowy… Po założeniu szwu 2,5 cm szyjki jest, ale szew niepewny, kazano leżeć… Leżałam, kontrola szyjka co 1,5 tygodnia.

21 tydzień ciąży… infekcja dróg moczowych. Białko w moczu, dostałam antybiotyk, wyniki dobre, wizyta u ginekologa szew trzyma. Następnego dnia po wizycie wstałam nieco obolała, a że kiepsko sypiałam w ciąży, to było normalne. Po południu zaczęły się skurcze, szpital, dostałam magnez, nospe, paracetamol…

Po 2 godzinach silne skurcze ustąpiły, ale szew był już mocno obciążony, w nocy zaczęły wyciekać wody płodowe. Nad ranem silne uporczywe skurcze i parcie na szyjkę… znów magnez nospa i paracetamol . Nie ustąpiły, po badaniu okazało się że pęcherz płodowy wchodzi w szyjkę, szybka decyzja lekarzy o usunięciu szwu szyjkowego…

Wtedy wiedziałam, że Stanisław nie przeżyje… na porodówce usunięcie szwu… Natychmiast odpłynęły wody płodowe, szybkie usg, dziecko żyje -rodzimy… Rodziłam Mój cud ponad 2 godziny, na oksytocynie… Urodził się żywy, piękny w 22 tygodniu ciąży… Szok. Został ochrzczony na mojej piersi i zabrany do inkubatora. Po 1,5 godziny opuścił mnie, odszedł zostawiając ten ból nie do zniesienia…

Miłość nigdy się nie kończy…

Iwona