Marzenie spełniło się, ale radość nie trwała długo – historia po stracie

Tak bardzo chcieliśmy mieć kolejne dziecko. Mamy dwóch chłopców i pragnęliśmy dla nich rodzeństwa.

Marzenie spełniło się, ale radość nie trwała długo - historia po stracie
Po 3 latach starań udało się. Byliśmy przeszczęśliwi. Lekarz potwierdził ciążę. Serduszko było. Już widać jak bije. Jednak nasza radość nie trwała długo.

Dwa tygodnie po tym jak lekarz potwierdził ciążę serduszko naszego maleństwa przestało bić.

Serce mi pękło. Rozpadło się na milion kawałków. Rozpacz, żal i ciągle pytanie: ,,Dlaczego tak się stało ’’ – pozostawione bez odpowiedzi.

Nasze marzenia pękły jak bańka mydlana. Tęsknię i nigdy nie zapomnę o Tobie kochane maleństwo moje.

Autor:  Nikol

Przerwane oczekiwanie – historia o stracie

7 września dowiedzieliśmy się, że zostaniemy rodzicami po raz kolejny. Test wyszedł pozytywny. 22 -go wizyta u lekarza potwierdzająca ciążę.

Przerwane oczekiwanie - historia o stracie

Pęcherzyk był, lecz serduszko jeszcze nie biło, więc wizyta za dwa tygodnie. Parę dni przed wizytą dostałam plamień, więc pojechałam do szpitala z myślą, że to może krwiak się zrobił.

Niestety diagnoza druzgocąca, płód się nie rozwija prawidłowo, serduszka dalej nie słychać i decyzja lekarza zabieg.

Załamałam się. Myślałam, że dostanę tabletki na podtrzymanie ciąży, że będzie wszystko okej. Niestety 5 października miałam zabieg. Straciłam nasze maleństwo

Autor: Joanna

 

3 cud – historia o stracie…

Mamy w domu 2 wspaniałych dzieci. Nie planowaliśmy chodź chcieliśmy 3 dzieciątko. W końcu na teście pojawiły się dwie kreseczki.

wasze historie po poronieniu - kształt serca na niebie

Lekarz potwierdził, że będziemy rodzicami naszego trzeciego cudu, byliśmy najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Rodzeństwo też się cieszyło, że będzie upragniony przez nich maluszek w domu.

Nasze szczęście nie trwało zbyt długo. W 12 tygodniu na rutynowej kontroli okazało się, że serduszko przestało bić. Został tylko smutek, żal i morze wylanych łez.

Pytanie:  Dlaczego – akurat nam się nie udało? Dlaczego – nasz mały cud nie mógł z nami zostać? Dlaczego – my przecież mamy 2 zdrowych dzieci?

Miał się urodzić w urodziny swojej starszej siostry. Niestety nie było nam dane poznać nawet czy to była córeczka czy synek.

Autor: Magda

 

Wymarzona córeczka – historia o stracie…

W Dzień Matki na teście pojawiły się dwie kreski, szczęście i strach mieszały się nawzajem. Jednak byliśmy z mężem najszczęśliwszymi ludźmi na świecie.

Wymarzona córeczka - historia o stracie...
Wizyta u lekarza w 5tc Pani doktor powiedziała, że wszystko jest w porządku, moja kropeczka rośnie. Wszystkie badania prawidłowe. Następna wizyta za miesiąc.

W 9tc wizyta bicie serca i widzę małego człowieczka – część mnie. Wtedy pojęliśmy tak naprawdę że będziemy rodzicami że mieszka we mnie mała istotka. Podświadomie czułam, że to dziewczynka.

W 13tc kolejna wizyta i tu usłyszałam najgorsze słowa w moim życiu, mamy problem, dziecko nie żyje. Nie chciałam tego do siebie dopuścić były to najgorsze chwile naszego życia….

Szpital pamiętam jak przez mgłę, dobrze że mąż mógł ze mną być, bo inaczej umarłabym razem z moją kruszyną.
Po badaniach dowiedzieliśmy się że mieliśmy dziewczynkę… Nadaliśmy imię pochowaliśmy.

Była to nasza pierwsza ciąża mam nadzieję, że przed nami same słoneczne dni.
Jesteśmy rodzicami naszej maleńkiej Dziewczynki, którą kochamy najbardziej na świecie

Autor: Emila

Największa złość – historia po stracie

Na tą ciążę czekałam 1,5 roku…

Pierwsze dwie kreski zobaczyłam o dziwo – tydzień przed spodziewaną miesiączką (nie mogłam wytrzymać). Od razu test z krwi, który to potwierdził i wizyta u lekarza.

wasze historie po poronieniu - para trzymająca się dłonie

Lekarz potwierdził ciążę i pokazał na USG moją maleńką kropkę.. .Tydzień później trafiłam do szpitala z silnymi dusznościami, przepisane leki, kontrola za 10 dni.

Ciąża urosła, było widoczne tętno. Skierowania na badania, wyniki książkowe, zero dolegliwości.

Kolejna kontrola i mój świat się zawalił. Ciąża obumarła, brak tętna i od razu skierowanie do szpitala… wywoływanie poronienia, zapewniano mnie, że będzie boleć jak na miesiączkę.

W życiu takie silnego bólu nie czułam jak podczas tych 5 godzin, nikt mi nie powiedział czego się spodziewać, brak leków przeciwbólowych, a najgorsze, że byłam sama.

Nie wpuszczono nikogo bliskiego do mnie, podczas najtrudniejszego i najbardziej bolesnego wydarzenia w moim życiu byłam sama… a na sam koniec jeszcze zabieg łyżeczkowania i pytanie lekarza: dlaczego mam tak obniżony nastrój?

Autor: Anna