Pożegnanie
Zupełnie inne
Moje kochane nie winę
Nigdy nie zapłaczesz kolana nie otrzesz
Noska we mnie nie wytrzesz
Rączek nie ubrudzisz
Mnie nie dotkniesz
Zupełnie inne
Moje kochane nie winę
Nigdy nie zapłaczesz kolana nie otrzesz
Noska we mnie nie wytrzesz
Rączek nie ubrudzisz
Mnie nie dotkniesz
Witam. Jestem Justyna, oto moja historia. Odkąd pamiętam, chciałam mieć dzieci. Z moim mężem staraliśmy się 10 lat. Aż w końcu stał się cud. W październiku zobaczyliśmy dwie piękne kreski. Okazało się że bratowa męża również ma dwie kreseczki i termin różnił się tylko 2 dniami.

Mój aniołek odszedł w grudniu, zostawiając wielką, nie do opisania pustkę. A teraz bardziej mi to o nim przypomina, jak patrzę na bratową męża. Którzy mimo pięknych, zdrowych synów żałują, że będzie kolejny syn a nie córka. W głowie i w sercu tyle myśli…
Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, napisz do nas na adres info@poronilam.pl
Przeczytaj też inne historie TUTAJ >>> Wasze historie
Berenika… nadałam Ci imię już w pierwszych chwilach.
Teraz jakby mi to nie pasuje Kruszynko.
Pokochałam Cię, mówiłam do Ciebie i otaczałam czułością.
Sprawiłaś mi radość swoim nadejściem.
Zniknęłaś jednak tak szybko.

Nie dając czasu na pożegnanie.
Nadal Cię kocham moja Kruszynko.
Życie bez Ciebie jest trudne,
ale nie będę Ci pisać o bólu,
który rozrywa moje serce i myśli każdego dnia.
Chcę Ci napisać o mojej miłości.
Skarbie nigdy o Tobie nie zapomnę i nie chcę zapomnieć.
Żyłaś we mnie kilka tygodni i zmieniłaś wszystko na zawsze.
Taka Kruszynka, co nic nie mówiła, potrafiła wzbudzić we mnie wiele emocji, nowych odczuć.
Po Tobie był jeszcze Ktoś… ale bałam się nadać mu imienia.
Może ten drugi Okruszek był dla Ciebie, byś sama nie musiała bawić się w chmurkach.
Okruszku teraz Tobie chciałam przypomnieć o mojej miłości.
Cieszyłam się, że mieszkasz we mnie. Pokochałam Cię równie mocno.
Ale nie mówiłam do Ciebie zbyt często.
Przepraszam, bałam się do Ciebie przyzwyczaić.
Choć to i tak było nieuniknione.
Kocham Was moje Dzieci i okrutnie za Wami tęsknię.
Mieszkacie w moim sercu i w moich myślach.
Choć nie mogę Was tulić, czuję Wasze ciepło i bezbronność.
Wierzyłam, że Was uratują.
Wierzyłam, że moja i taty walka coś da.
Nigdy nie zapomnę tej niemocy…
Traciliśmy Was i zostawały tylko łzy.
Wiem, że pojawiliście się w naszym życiu z jakiegoś powodu.
Choć teraz jesteśmy jak rozsypane kawałki kamyczków po plaży,
To kiedyś się pozbieramy i zbudujemy skałę.
Wiem, że po to do nas przybyliście.
Bawcie się moje Dzieci beztrosko.
Spoglądajcie na mnie i pomóżcie przetrwać nadchodzący czas.
Dajcie mi siłę, bym to sobie poukładała.
Bym zrozumiała, że chcecie bawić się w chmurkach…
Wasza Mama
Beata Karasiewicz
Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, napisz do nas na adres info@poronilam.pl
Przeczytaj też inne historie TUTAJ >>> Wasze historie
To historia, która pokazuje, jak powszechny i trudny jest problem braku informacji wśród rodziców po poronieniu. Pod tekstem umieściliśmy więc krótki komentarz, by pomóc innym osobom w podobnej sytuacji i by sprostować niektóre zawarte w historii informacje. Komentarze redakcji oznaczone są kursywą.
Kiedy trafiłam do szpitala 3 stycznia, wykonano mi pełną diagnostykę, sama wykazałam w moich papierach grupę krwi (szpitala interesowało w moim kwestionariuszu przyjęcia, jaki mam stan cywilny, nie to, czy jest ojciec dziecka – mój partner – czekał, nikt nas nie poinformował o możliwości uznania dziecka podczas mej ciąży, na oddziale [3]). Miałam nie jeść, nie pić.
Tydzień po ślubie dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Zaskoczenie, radość. Ciąża przebiegała idealnie. Synek rósł. My szykowaliśmy się na jego przyjście na świat. Jedyny niepokojący objaw to delikatne ruchy mimo późnej ciąży. Odpowiedź położnej „on jest leniwy”.