Drugi Aniołek

To był dziwny dzień.

Bałam się go i zarazem cieszyłam, bo przecież to nie może być możliwe, że zły los powtórzy sytuacje z przed roku. Wizyta, USG i ta sama diagnoza… Serduszko nie bije, Aniołek jest w niebie. Świat traci barwy i kruszy się na milion kawałków a ja?

wasze historie po poronieniu - postać zamyślonej kobiety

Ja umarłam.

Po raz drugi jestem chodząca trumna. Nie mam nic, nie mam nadziei, nie mam dziecka… Moja Druga Kruszynka odeszła… Jutro szpital i znów ta sama znieczulica, nie chce mi się żyć.

Chce odejść do moich dzieci, tak bardzo chcę do nich odejść. Na ziemi już nic mnie nie trzyma. Jestem na dnie, niżej już nie ma nic. Pustka jest przepaścią, z której nie ma powrotu.

Moje Dwa Ukochane Aniołki mamusia kocha i niedługo do Was dołączy ❤️❤️

Dominika

Jeżeli Ty też chcesz podzielić się swoją historią, możesz zrobić to tutaj: https://www.poronilam.pl/kontakt/podziel-sie-swoja-historia/

Strata, strach, żal

Witajcie,
Moja ciąża nie była planowana, mimo to ucieszyła Nas. Po dwóch wyraźnych kreskach na teście, pierwsze umówienie wizyty, potwierdzona ciąża i skierowanie na cały komplet badań. Umówiona kolejna wizyta, płód widoczny, pomiary prawidłowe i pierwszy raz słyszę bicie serca naszego maleństwa. 7 tc.1 luty telefoniczna konsultacja wyników, wszystkie prawidłowe. Kolejna wizyta 16 luty, to już 11 tc. Z niecierpliwością czekałam, aż usłyszę tętno mojego okruszka, że wkrótce poznam płeć.
wasze historie po poronieniu - kobieta w odbiciu lustra, pisząca swoją historię
Oczekiwanie w kolejce, fajne rozmowy z ciężarnymi. Moja kolej wejścia do gabinetu. Przygotowanie do USG. Lekarz robi USG i milknie. Coś mówi pod nosem, aż w pewnym momencie ja krzyczę, co się dzieje? Dostaje informacje, że brak tętna i że ciąża zatrzymała się według USG w 8 tc. Nie mogę wstać z kozetki, oczy zalane łzami, nadal nie dowierzam. Lekarz stara się mnie uspokoić, podaje mi wodę. Potem krótka rozmowa, skierowanie do szpitala, diagnoza – poronienie zatrzymane.

Nie pamiętam jak dojechałam do domu. Poinformowałam męża, który wpadł w rozpacz i walił rękoma w ściany co mi nie pomagało. 3 dni płaczu w domu, totalna bezradność, ból i pustka. Nadszedł dzień stawienia się w szpitalu. Po przyjęciu, kolejny lekarz potwierdza martwy płód i decyduje o wywołaniu poronienia farmakologicznie. Aplikuje mi tabletkę dopochwowo, idę na salę.

Brak jakichkolwiek informacji, czego się spodziewać, jak wygląda poronienie. Brak intymności i zainteresowania przez personel. Gdyby nie moja dorosła córka, która mi towarzyszyła, to nic tylko konać z bólu we krwi w łazience. Po 2 godz. od podania tabletki pojawia się kropelka żywej czerwonej krwi. Za kilka minut bez żadnych bóli idziemy z córką do łazienki. Zachciało mi się siku, normalna czynność. Wstaję z sedesu, a tu takie bluzgniecie, za chwilę więcej krwi. Myślę, pewnie to tak się zaczyna. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego co się już stało.

Po wyjściu z łazienki, zauważa mnie położna, daje papierowe baseny i informuje dopiero teraz, że wszystko co ze mnie wypadnie, mam do niej nosić. Przyjmując się na oddział informowałam, że chce mieć zabezpieczony materiał do badań na określenie płci, że chce godnie pochować i pożegnać moje maleństwo. 10 godz. noszę skrzepy, o 20:00 podano mi kolejne 4 tabletki, kolejne skrzepy.

Informacja, że mogę pić tylko do 24:00 i żeby rano być na czczo bo nadal nie przyniosłam płodu. Informuję po raz kolejny położną, że coś wypadło mi do sedesu. Ta z głupim uśmiechem, że to jest nie możliwe, aby tak szybko po podaniu tabletki. W międzyczasie po lekach skacze mi ciśnienie 150 na 100, tętno 123. Daję rade i z tym. W końcu obolała idę do łóżka.

Udaje mi się zasnąć na 3 godz. Jest już rano, wizyta, a po niej USG. Brak płodu znikome ilości resztek. Jestem zmęczona psychicznie i fizycznie. Cierpię patrząc na ciężarne, słysząc płacz noworodków. Obojętność personelu mnie dobija. Zero, totalne zero zainteresowania. O godz. 19:00 wychodzę ze szpitala na własne żądanie. Nie chce tam już być, chce swój smutek, żal i nerwy koić w swoim domu.

Nie radzę sobie z faktem, że moje dziecko wylądowało w ustępie przez brak jakiegokolwiek zainteresowania ze strony personelu. 27 lutego kontrolne USG. Nadal krwawię, brak temperatury, lekkie bóle brzucha. Oby samo wszystko się oczyściło, abym nie musiała tego personelu nigdy więcej oglądać. Przeraża ten brak empatii, przecież ja czy inne dziewczyny też jesteśmy pacjentkami DLACZEGO TYMI GORSZYMI? Nie znam odpowiedzi.

Skrzydła

Jeżeli Ty też chcesz podzielić się swoją historią, możesz zrobić to tutaj: https://www.poronilam.pl/kontakt/podziel-sie-swoja-historia/

Nasze wspólne 8 tygodni

27 styczeń 2024 sobota, to co zobaczyłam na teście zaszokowało mnie i wypełniło moje serce ogromną radością. Kochane dwie kreski, tak niespodziewane w zasadzie nieplanowane. Radość, niedowierzanie, ogromne szczęście i mina mojego męża jak zobaczył test. Ten szok w oczach, a zarazem szczęście.
wasze historie po poronieniu - serce w nim mama z dzieckiem
Lubię wracać do tej chwili… Była cudowna. Miłość od pierwszej chwili♥️. W domu dwóch synów, tak bardzo pragnęliśmy, aby to była córka, chodź zdrowie było najważniejsze. Pierwsza wizyta u lekarza wszystko zapowiada się dobrze. Ciąża potwierdzona 5/6 tydzień. Szczęście ❤️ piękne i cudowne nasze 3 tygodnie.

Rozmyślanie czy to chłopczyk czy dziewczynka, kiedy powiedzieć w pracy, jak przygotować dzieci. Totalna zmiana diety, dnia codziennego. Po prostu zwolniłam tempo. Powiedziałam sobie dość! Po kolejnej wizycie u lekarza powiem w pracy i idę na zwolnienie. Poświęcę się dzieciom i maleństwu. Nich sobie radzą, nie jestem alfa i omega w firmie. Chcę odpocząć, przygotować się bo będę po raz kolejny mamą.

Nadszedł dzień wizyty, akurat złożyło się, że był to dzień imienin męża. Pojechałam do lekarza z myślą, że po wizycie kupię prezent i będziemy świętować. Nagle szok, niedowierzanie, ból, strach, łzy, rozpacz, PUSTKA😞. Ciąża nie rozwinęła się, serduszko nie bije… Poronienie zatrzymane w 6 tygodniu 😞💔🖤 serce mi pękło. To co wtedy czułam, nie potrafię tego opisać, Nie pamiętam, co mówił do mnie lekarz, w głowie miałam tylko jego słowa „serduszko nie bije”, „nie ma ciąży” 😞.

Wyszłam zapłakana, nie pamiętam jak udało mi się wrócić samej samochodem do domu i jak ja to powiem mężowi. Dlaczego my, przecież poprzednie ciążę były ok, urodziłam zdrowe dzieci, a tu nagle strata. Potem było jeszcze gorzej, wizyta w szpitalu, szereg badań i zabieg łyżeczkowania. Byłam tam sama, rozbita, mąż został z dziećmi w domu. Wczoraj byłam w ciąży a dzisiaj już nie… nie mam maleństwa🖤😞.

Nigdy go nie zobaczę, nie usłyszę jego serduszka, nie poczuje kopniaka, nie usłyszę płaczu, nie zobaczę uśmiechu. Nic nie ma 😞 PUSTKA 💔. Przyszła pani psycholog, z którą rozmowa nie wiele mi pomogła. Musieliśmy z mężem zdecydować co robimy z ,,materiałem”. Tak, dokładnie takie sformułowanie usłyszałam „materiał”. Miałam pół godziny, aby podjąć decyzję czy zabieramy ,,materiał”, robimy badania genetyczne i uruchamiamy całą procedurę, czy decydujemy się na zbiorowy pochówek dzieci utraconych bez badań genetycznych.

Była to bardzo trudna decyzja, której dzisiaj żałuje, tak okropnie żałuję 😞. Zdecydowaliśmy, że nie robimy badań i pochowamy naszego aniołka razem z innymi w grobie zbiorowym, tłumacząc sobie, że nie będzie samo😞. Teraz żałuję. Nie wiem dlaczego tak postąpiliśmy, może brak czasu na zastanowienie się, może decyzja podjęta przez telefon, może z troski o dzieci, bo przecież nic nie wiedziały. Może po to, aby nie wywoływać sensacji, bo mieszkamy w małej miejscowości. Może słowa psycholog, że w tak wczesnych ciążach rzadko robi się badania. Nie wiem 😞, żałuję okropnie.

Teraz nawet nie mam gdzie iść popłakać, nie wiem czy byłeś Aniołku chłopcem, czy dziewczynką? 😞Nigdy sobie tego nie wybaczę 😞🖤. Czekamy na pochówek zbiorowy, będzie prawdopodobnie w październiku bliżej dnia dzieci utraconych😞. Tłumacze sobie, że może to maleństwo mi podpowiedziało abyśmy tak postąpili. Nie wiem 😞. Nazwaliśmy je Aniołkiem♥️

Po zabiegu chciałam je zobaczyć, ale otrzymałam odpowiedz, że po co tam nic nie widać jeden skrzep krwi. Odpuściłam 😞. Nie mam o to pretensji do pielęgniarek i położnych, byłam cudownie zaopiekowania. Cudowne kobiety, pełne empatii i zrozumienia, mójj lekarz również. Chcę im podziękować za troskę i pomoc♥️.

Ciebie maluszku nasz kochany Aniołku kochamy z tatą bardzo mocno ♥️♥️♥️♥️. Bóg miał wobec Ciebie inny plan, wybrał abyś był blisko niego Aniołku. Kiedyś się zobaczymy, czekaj na nas. Wierzę, że będę miała możliwość cię przytulić pocałować, poznać💔😞 Byłeś z nami Aniołku 8 tygodni, pięknych i cudownych 8 tygodni. Kochamy Cię ♥️♥️♥️♥️ mama, tata, Wojtuś i Oluś.

Ja

Jeżeli Ty też chcesz podzielić się swoją historią, możesz zrobić to tutaj: https://www.poronilam.pl/kontakt/podziel-sie-swoja-historia/

Krótkie szczęście

O naszą córeczkę staraliśmy się ponad 1,5 roku. Ponad 1,5 roku badań, leków, stymulacji, monitoringów cyklu. W styczniu 2024 zobaczyłam 2 kreski na teście ciążowym. 2 kreski w dniu spodziewanej miesiączki. Nasza radość była nie do opisania, od razu pokochaliśmy nasze dzieciątko całym sercem.

wasze historie po poronieniu - kobieta patrzy przed siebie

Wiedziałam, że pierwsze tygodnie ciąży mogą się różnie potoczyć, więc tą nowinę zostawiliśmy dla siebie do czasu wizyty u lekarza. Po dwóch tygodniach na ekranie USG zobaczyłam bijące serduszko. 5 + 6 tydzień cyklu potwierdził lekarz.

Po kilku dniach dostałam lekkiego plamienia i od razu pojechałam do szpitala. Płakałam obawiając się o zdrowie mojego maluszka, na szczęście na USG dalej było widać bijące serce, a bobasek urósł od ostatniej wizyty. Zostałam na oddziale kilka dni, przyjmowałam progesteron.

Po wyjściu ze szpitala udałam się do ginekologa prowadzącego, nasz dzidziuś miał już 9 mm! Stwierdziłam, że najgorsze już za nami i mamy silne i zdrowe dziecko. Dostałam skierowanie na badania krwi i zgłosiłam się z wynikami po dwóch tygodniach. Lekarz obejrzał wyniki, powiedział, że są książkowe. Zbadał mnie, macica była już twarda, więc stwierdził, że zrobimy USG przez brzuch, bo powinno już ładnie być widać dziecko.

Po przyłożeniu głowicy do mojego brzucha zobaczyłam po minie lekarza, że coś jest nie tak. Powiedział, że zrobimy USG dopochwowo, bo jednak tak będzie więcej widać. Uff, pomyślałam na pewno będzie dobrze. Niestety… Po chwili powiedział, że mu przykro, ale nie widzi tętna. W jednej chwili świat mi się załamał. Jak mógł nie widzieć tętna, przecież ja już widziałam, że brzuszek ciążowy mi odstaje.

Rozwój dziecka i jego serduszko zatrzymało się na 9+1 tc, dokładnie w takim dniu była ta wizyta. 24 mm naszego Aniołka powinno dalej rosnąć i się rozwijać. Moje ukochane maleństwo, dziś już z badań wiem, że była to córeczka, na zawsze zostanie w moim sercu. Tak bardzo za nią tęsknię, tak bardzo chciałabym ją wziąć w ramiona i powiedzieć jak bardzo ją kocham. Mój wyczekany, wyproszony, wystarany skarbeniek.

Na razie nie jestem gotowa na kolejne starania, ból jest zbyt silny, żeby myśleć o kolejnym dziecku. Mam tylko nadzieję, że gdy w końcu będę gotowa, tym razem uda się urodzić zdrowe dzieciątko.

Kasia

Jeżeli Ty też chcesz podzielić się swoją historią, możesz zrobić to tutaj: https://www.poronilam.pl/kontakt/podziel-sie-swoja-historia/

Już 19 tydzień

Jak to jest? Dbasz o siebie, wszystkie wyniki masz w porządku, czujesz się świetnie. Pierwszy trymestr przyniósł trochę senności, ale drugi zaczyna się energią i powrotem do ćwiczeń – na początek spacery, orbitrek. Czujesz się świetnie. Żadnych innych objawów nie masz. Później, jednego dnia wstajesz, idziesz do łazienki na toaletę, a tam leci i leci. Jakbyś opróżniała beczkę z wody. Na koniec maleńka kropeczka krwi na papierze, jakbyś właśnie klepnęła komara na ramieniu.

wasze historie po poronieniu - kobieta siedzi zamyślona przy oknie

Coś nie daje ci spokoju, Idziesz do lekarza, a on mówi, że nieciekawie to wygląda. Nie ma wód płodowych, dziecku ledwo bije serduszko. Myślisz sobie, ale jak przecież tydzień temu na normalnej wizycie biło jak dzwon. Duże stopy widziałaś swojego synka, jak wierzgało tymi małymi syrkami. A tutaj nagle takie coś.

Pilnie do szpitala. Ze łzami lecisz na oddział, a tam pstryk. Musisz podjąć decyzję, czy czekasz od czwartku do poniedziałku, aż samo się coś rozwinie, czy decydujesz się zakończyć cierpienie. Twoje wnętrze ciała zaczyna miażdżyć maleńkie ciałko, bo nie ma co go chronić, bo wody odeszły. Jeden dzień – brak poprawy, drugi to samo, a nawet gorzej, bo ledwo co słychać te serduszko. Podejmujesz decyzję i zastanawiasz się czy dobrze zrobiłaś? Czy może trzeba było czekać, chociaż lekarze nie dawali żadnych szans? Przyjmujesz leki, akcja postępuje. Z jednej strony czujesz spokój psychiczny i fizyczny, a z drugiej jesteś w kawałkach.

Wszystko już minęło, próbujesz żyć dalej. 19 tygodni przechodzi ci przed oczami klatka po klatce. Ostatnie 3 dni, to istna kolejka górska. Wychodzisz ze szpitala, załatwiasz wszystkie sprawy urzędowe, zlecasz wszelkie możliwe badania. Dlaczego tak się stało? Czy to twoja wina, bo ćwiczyłaś? Czy po prostu jakaś bakteria postanowiła zabawić się? Nie wiesz. Pocieszasz się, że może lepiej będzie ci to wszystko przejść bo nie czujesz jeszcze jego ruchów. Nie umiesz, jeszcze sobie nie ułożyłaś w głowie czy na pewno zrobiłaś wszystko dobrze i czy tak powinno być. Nie chciałaś chować sama dziecka, zdecydowałaś się na pochówek w zbiorowej mogile dzieci utraconych.

Wiem jedno. Mój Piotruś wybrał inne życie beze mnie i swojego taty. Mam nadzieję że będzie tam szczęśliwy i zdrowy. A ja z tatą poczekamy na lepszy czas, aby kiedyś jego młodszy brat lub siostra wiedzieli, że mają swojego Aniołka w niebie.
19 tygodni, 9 marca 2024r godzina 17.20.

Kamforap

Jeżeli Ty też chcesz podzielić się swoją historią, możesz zrobić to tutaj: https://www.poronilam.pl/kontakt/podziel-sie-swoja-historia/