Pierwsza – pierwszy?

Trwało to raptem 7 tygodni, duży strach, przerażenie, infekcja… poronienie…

Gdy pani ginekolog zapytała, czy poradzę sobie psychicznie ze stratą, bez zawahania odpowiedziałam „TAK”. Mijają 4 miesiące, a to zdarzenie wraca jak bumerang. W tym samym czasie w ciążę zaszła koleżanka w pracy. To był największy cios dla mnie, gdy poinformowała cały zespół… Wszystko wróciło.

wasze historie po poronieniu - zamyślona kobieta

Próbuję teraz przeżyć żałobę, na wydruku USG piszę wszystko co chciałabym powiedzieć swojemu maleństwu. Planuję kartkę spalić i „pochować”, może na samotnej wędrówce po Tatrach…

Trudne emocje. Partner nieobecny, unikający, nierozumiejący…, a wystarczyłoby aby był przy mnie obok… Pyta „co się dzieje?”

Małgosia

 —

Jeżeli Ty też chcesz podzielić się swoją historią, możesz zrobić to tutaj: https://www.poronilam.pl/kontakt/podziel-sie-swoja-historia/

Miałam syna

Cześć, Byłam mamą taką zwyczajną, taką  co planowała dziecko po skończonych studiach. I wiecie co ?

Traf chciał, że cieszyliśmy się z potwierdzonej ciąży dzień przed obroną mojej potem pisanej pracy dyplomowej. Nikt nie zabierze mi i mojemu partnerowi tych chwil radości i niepewności, co przyniesie jutro. Czekało na nas wiele zmian. Zamiana mieszkania z kawalerki na większe, kupno wyprawki.

wasze historie po poronieniu - niebieski bucik niemowlęcy

Czułam się świetnie, nawet nie miałam mdłości, a wszystkie badania przez całą ciążę były prawidłowe. Łącznie ze WSZYSTKIMI badaniami prenatalnymi. Pracowałam do końca ciąży.

Dostałam niekontrolowanych skurczy i krwotoku. Zanim dojechałam do szpitala, nasz syn udusił się własną pępowiną i urodziłam martwe dziecko. Podjęto decyzję o cesarce przez narastający krwotok, po próbie naturalnego. Już wtedy wiedziałam, że dziecko nie żyje.

Dopiero po kilku latach poradziliśmy sobie z traumą i jestem gotowa kolejny raz zajść w ciążę. Właśnie staramy się o to tęczowe. Trzymajcie kciuki. Mimo tego etapu, mam nadzieję, że innym mamom pomoże moja historia. Mam nadzieję, że się nie poddacie, jak my.

Pozdrawiam wszystkie fasolki i ziemniaczki w waszych brzuszkach i mam nadzieję, że mnie także niedługo zabije serce pod sercem.

Mama K*

Jeżeli Ty też chcesz podzielić się swoją historią, możesz zrobić to tutaj: https://www.poronilam.pl/kontakt/podziel-sie-swoja-historia/

Mój Taś

Mój Taś… tak mówi o synku, który odszedł, mój 20 letni niepełnosprawny syn ( syn jest po urazie okołoporodowym).

Po 20 latach okazało się, że jestem w ciąży… Najpierw strach, później szczęście. Początek ciąży był wzorowy, wyniki badań super. W 14-tym tygodniu ciąży pojawia się gorączka nie wiadomo od czego, pobyt w szpitalu, antybiotyk… Wypisali nas do domu.

wasze historie po poronieniu - kobieta trzymająca w ręku misia

Po tygodniu w domu wizyta u ginekologa… szyjka macicy skrócona do 12 mm, a że jestem po konizacji szyjki to ogólny jej wymiar jest 2,5 cm… Szybka decyzja lekarza – szew ratunkowy… Po założeniu szwu 2,5 cm szyjki jest, ale szew niepewny, kazano leżeć… Leżałam, kontrola szyjka co 1,5 tygodnia.

21 tydzień ciąży… infekcja dróg moczowych. Białko w moczu, dostałam antybiotyk, wyniki dobre, wizyta u ginekologa szew trzyma. Następnego dnia po wizycie wstałam nieco obolała, a że kiepsko sypiałam w ciąży, to było normalne. Po południu zaczęły się skurcze, szpital, dostałam magnez, nospe, paracetamol…

Po 2 godzinach silne skurcze ustąpiły, ale szew był już mocno obciążony, w nocy zaczęły wyciekać wody płodowe. Nad ranem silne uporczywe skurcze i parcie na szyjkę… znów magnez nospa i paracetamol . Nie ustąpiły, po badaniu okazało się że pęcherz płodowy wchodzi w szyjkę, szybka decyzja lekarzy o usunięciu szwu szyjkowego…

Wtedy wiedziałam, że Stanisław nie przeżyje… na porodówce usunięcie szwu… Natychmiast odpłynęły wody płodowe, szybkie usg, dziecko żyje -rodzimy… Rodziłam Mój cud ponad 2 godziny, na oksytocynie… Urodził się żywy, piękny w 22 tygodniu ciąży… Szok. Został ochrzczony na mojej piersi i zabrany do inkubatora. Po 1,5 godziny opuścił mnie, odszedł zostawiając ten ból nie do zniesienia…

Miłość nigdy się nie kończy…

Iwona

Cuda zdarzają się

Dziś, 10 maja mija 3 rocznica mojej pierwszej straty. Poroniłam. Straciłam dziecko, które kochałam od momentu kiedy w swoje urodziny ujrzałam dwie kreski na teście ciążowym. Najgorsze było to, że lekarz, do którego miałam zaufanie nie powiedział mi prawdy, kazał zrobić badanie Beta HCG, choć plamiłam i czułam, że coś jest nie tak. Bezczelnie ustalił mi kolejny termin porodu i wpisał nową datę na karcie ciąży. Tego samego dnia pojechaliśmy do innego lekarza. To samo. Kolejnego do jeszcze innego, który musiał przekazać mi informację, której nie chciałam usłyszeć. To koniec.

wasze historie po poronieniu - rodzice trzymający w słoni stópki niemowlaka

Wydał skierowanie do szpitala. Poroniłam w domu, następnego dnia miałam się wstawić w szpitalu. Ciężko było się podnieść. Mój świat zawalił się na milion kawałków. Pustka, którą czułam była straszna. Ale postanowiłam się nie poddać. Chcieliśmy z mężem na spokojnie próbować kolejne starania o dziecko.

Zaszłam w ciążę pół roku później. 8 tydzień, wizyta u lekarza i diagnoza… Mamy pusty pęcherzyk ciążowy. Słowa lekarza, że spokojnie za trzecim razem będziemy się martwić…, dały mi kopa. W tym samym dniu skontaktowałam się z innym lekarzem, do którego terminów nie ma od ręki! Przyjął mnie po weekendzie. Odpisał na wiadomość choć mnie nie znał. Chciał spróbować ratować ciążę. Niestety, w niedzielę przed wizytą poroniłam.

Pan doktor okazał się człowiekiem o cudownym sercu. Zlecił badania. Wyszło kilka mutacji. Wiedział co robić, więc mogliśmy próbować dalej. Odpuściliśmy. W maju dwa lata później kolejna ciąża. Niestety, beta zaczęła spadać. Znowu miałam czekać na stratę. Krzyczałam, że już nie chcę starać się o dziecko. Nie zniosłabym kolejnej straty. Ból był tak wielki. Miałam wrażenie, ze nikt mnie nie rozumie. Potem kolejne poronienie. Kolejne badania. Kiedy udało znaleźć się jeszcze coś w moim organizmie, kiedy pan doktor po konsultacji z immunologiem wiedział już co robić dodatkowo, pojawiła się nieplanowana ciąża.

Niestety, kolejna strata. W moim przypadku leczenie trzeba zacząć nie od poczęcia, ale dużo przed nim. Poddałam się. Na wizycie u pana doktora byłam zrezygnowała, bez siły do walki. Jednak pan doktor nie dawał wyboru. Mówił co należy zrobić, no i że mamy przemyśleć czy poddam się wlewom SMOFlipidem. Po rozmowie w domu podjęliśmy się tego. Wiedziałam jedno, że jeśli to nie wypali to koniec. Nie zostanę mamą.

W sumie źle napisałam. Jestem mamą każdego Aniołka. Tego nauczył mnie pan doktor. Każda ciąża to Cud. Nie straciłam ciąży, a dziecko. Jestem mamą 5 Aniołków. Wracając jednak do dalszej mojej historii… podjęłam się leczeniu w październiku 2022 roku. Co dwa tygodnie dwugodzinna kroplówka, codzienne łykanie sterydu. Udało się szybko. Po 4 wlewie dwie kreski. Dodatkowo wdrożona heparyna. Drugie badanie beta HCG zaczęło rosnąć! Ale pamiętam ten dzień. Stres. Akurat miałam wigilię firmową. Poprosiłam męża, abyśmy nie sprawdzili wyniku aż nie wrócę. Nie chciałam wiedzieć w trakcie pracy. Chciałam cieszyć się ciążą i wierzyć że będzie dobrze.

Pan doktor tak się ucieszył. Najważniejsze, że zawsze mogłam do niego napisać, zadzwonić. Uspokajał mnie. Wizyta dopiero w styczniu. Jechałam jak na szpilkach. Takiego stresu nie czułam nigdy. Weszłam do gabinetu pełna obaw co tym razem usłyszę. Pan doktor przystąpił do badania i nagle słyszę „No maluszku uśmiechnij się do mamy”. Popłakałam się. I tak wyglądały każde kolejne wizyty. Pan doktor rozmawiający z moim małym synkiem.

Jedyne co mogę napisać to, że nigdy ta ciąża nie była bezstresowa. Codziennie patrzyłam przy podcieraniu czy nie pojawia się krew, byłam czujna jeśli chodzi o ruchy malutkiego. Udało się. W sierpniu 2023 roku powitaliśmy na świecie synka. Rośnie jak na drożdżach. Jest moim 6 dzieckiem. Jednak strata i ból to stracie tamtych dzieci boli do dziś. Jedyne co mogę dodać to najważniejsze trafić na takiego lekarza, który nie traci nadziei i walczy do samego końca! Wiem, że gdyby nie mąż i doktor dziś nie byłabym w takim miejscu, w jakim jestem. I pomimo smutku, bólu warto wierzyć.

Jagoda

Jeżeli Ty też chcesz podzielić się swoją historią, możesz zrobić to tutaj: https://www.poronilam.pl/kontakt/podziel-sie-swoja-historia/

Utrata dziecka oczami ojca

Piszę ten tekst, bo czuję potrzebę podzielenia się bólem, którego doświadczam. Wiem, że moja ukochana żona cierpi wielokrotnie bardziej ode mnie, zarówno fizycznie, jak i psychicznie, ale mój ból jako ojca jest równie prawdziwy.

Ale od początku… Mamy już jednego wspaniałego synka, który ma 2,5 roku. Tak bardzo go kochamy, że postanowiliśmy mieć drugie dziecko. Udało się praktycznie od razu. Szczęście, radość, plany na przyszłość – lekka obawa, jak to będzie z dwójką, skoro jeden już jest bardzo absorbujący.

historia o poronieniu oczami ojca- tata trzymający w dłoniach stópki niemowlęce

Kolejne wizyty u lekarza przebiegają pomyślnie, mijają tygodnie. Ze względu na wiek żony (37 lat) zlecane są badania prenatalne, które nie wykazują nic niepokojącego. W końcu zlecane jest echo serca maluszka. Tydzień wcześniej żona czuje się źle i prosi, żebym pojechał z nią na to badanie.

Jedziemy niczego nieświadomi. Żona wchodzi do gabinetu, po czym dostaję telefon: „Michał, proszę, przyjdź tu, błagam…” Wchodzę, a lekarka przekazuje najgorszą wiadomość, jaką mogliśmy usłyszeć: serce naszego dziecka niestety nie bije. Żona płacze, rzucam się jej w ramiona i również zaczynam płakać. Lekarka tłumaczy, co się stało, a my przytulamy się, nie mogąc uwierzyć w to, co słyszymy. Wracamy do domu. Żona chce zadzwonić do swojej mamy, ale nie jest w stanie mówić, więc biorę telefon i przekazuję tragiczną wiadomość. W drodze do domu płaczemy oboje.

W domu przekazujemy straszne wieści moim rodzicom. Wszyscy płaczą. Nasz synek jest przerażony, bo nie rozumie, co się dzieje. Opanowujemy emocje i jedziemy do szpitala, gdzie spotykamy się z pełnym zrozumieniem i pomocą personelu.

Następnego dnia jadę do żony, która już otrzymała pierwszą dawkę oksytocyny, aby wywołać poród. Początkowo skurcze są co 7 minut, potem co 5. Żona cierpi z bólu, więc prosimy o leki przeciwbólowe. Pierwszy nie pomaga, więc dostaje drugi. W końcu lekarz bada żonę i stwierdza, że akcja porodowa się rozpoczęła. Jedziemy na salę porodową.

Tam żona dostaje kolejną kroplówkę z oksytocyną, a skurcze przyspieszają. Zaczyna się akcja porodowa. Pielęgniarka i młoda lekarka są bardzo empatyczne i pomocne, w przeciwieństwie do lekarza przyjmującego poród. Gdy żona krzyczy z bólu, on poirytowany mówi: „Niech pani nie krzyczy”. Ja płaczę, patrząc, jak żona cierpi.

W końcu lekarz wyciąga dzidziusia z brzucha żony, a mnóstwo krwi pryska na niego. Żona się uspokaja… Już nie cierpi z bólu. Pielęgniarki pytają, czy chcemy obejrzeć dziecko. Ja chcę, żona nie. Przychodzi anestezjolog i zaczynają usypiać żonę, bo będzie miała łyżeczkowanie.

Zostaję wyproszony do innego pomieszczenia, gdzie leży nasz Maciuś. Pielęgniarka go waży i mierzy, po czym przykrywa podkładem i zakłada czapeczkę. Jest śliczny… Nie wytrzymuję… Łzy napływają mi do oczu… Głaszczę go po główce i cały czas płaczę. Byłby takim cudownym dzieckiem… ogarnia mnie niewyobrażalna rozpacz i płaczę jeszcze bardziej.

Moją ukochaną żonę wybudzają, już po wszystkim… Już nic ją nie boli. Ale widzę, że cierpi psychicznie. Nie wiem, co będzie dalej, boję się tego i bardzo cierpię. Nigdy nie myślałem, że można tak cierpieć po stracie kogoś, kogo się nawet nie poznało… Ból jest ogromny.

Michał

Jeżeli Ty też chcesz podzielić się swoją historią, możesz zrobić to tutaj: https://www.poronilam.pl/kontakt/podziel-sie-swoja-historia/