Mam 38 lat i mam 2 letnia córeczkę. Miałam ciężki poród przez 28 godzin, który zakończył się cesarskim cięciem.

❤️ Chcesz poznać możliwą przyczynę poronienia? Skorzystaj ze zniżki na badania genetyczne z kodem GENETYKA
❤️ Chcesz poznać możliwą przyczynę poronienia? Skorzystaj ze zniżki na badania genetyczne z kodem GENETYKA
Mam 38 lat i mam 2 letnia córeczkę. Miałam ciężki poród przez 28 godzin, który zakończył się cesarskim cięciem.

Witam, chcę się z Wami podzielić tym, co mnie w ostatnim czasie spotkało. Staraliśmy się z mężem od ponad pół roku by nasz synek miał rodzeństwo.

Szczęście, radość i niedowierzanie, że właśnie to nie sen. W 4 tygodniu wizyta u ginekologa, ładnie się rozwija w 7 tygodniu też ładnie, serduszko pięknie bije, ale gdy był 9 tc wszystko się zmieniło.
Tam usłyszałam że serduszko przestało bić już w 8 tc. Myślałam, że się lekarz pomylił lub, że to zły sen, ale to nie sen. W poniedziałek rano pojawiłam się w szpitalu na łyżeczkowanie, ponieważ to poronienie chybione. Nikt wtedy nie wiedział co czułam i co czuje do dziś. Choć minęły 4 tygodnie od tego przeżycia, to wieczorami płacze i nie wiem co robić, chłopczyk podobno był chory, tak miał być kolejny synek.
Mąż tylko dwa dni po zabiegu się o mnie troszczył. Nie mam nikogo by się wyżalić, najgorsze jest to, że boję się po poronieniu zajść w ciążę, ponieważ będę się bała o kolejne poronienie. Nie wiem co robić, jak się pozbierać po tym wszystkim, chodziłam tydzień czasu z martwym dzieckiem, nie czułam żadnego bólu. powiadają że psycholog pomoże ,a rodzina? Tylko się śmieje, że psychiczni chorzy tam chodzą. Jestem po prostu na skraju załamania.
Tylko teraz, co dalej?

Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, wypełnij formularz.
Przeczytaj też inne historie TUTAJ >>> Wasze historie
zdjęcie: pixaby.com
Jestem po 3 ciążach, w tym mam cudownego syna, który trzyma mnie przy życiu… Ale może zacznę od początku.

Stwierdziliśmy z mężem, że po ślubie będziemy starać się o dziecko. Wyszło za pierwszym razem. Dwie kreski. Słabe hcg, bo tylko 17 w dniu spodziewanego okresu. Nie wiedziałam,że może się skończyć źle.

Bałam się, że mogę dostać od dziecka w brzuch albo, że zachoruje. Na wizytach nic nie było widać. W okolicach 5-6 tygodnia lekarz pogratulował mi, że to ciąża ale pęcherzyk jest krzywy i da mi tabletki bym brała i żebym przyszła za 2 tygodnie do niego. Tabletki zaczęły mi się kończyć więc na NFZ poszłam do ginekologa.
Okazało się, że to był ten sam, co prywatnie byłam u niego. Opowiedziałam mu, że przyszłam po tabletki, bo mi się skończyły. On zbadał mnie i powiedział,że ciąży nie ma. Na co ja zaczęłam tłumaczyć, że tydzień temu Pan Doktor gratulował mi ciąży. Zadzwonił telefon do niego, odebrał zostawiając mnie bez odpowiedzi. Mówił do słuchawki jakie zakupy chce do domu.
Wytłumaczył mi później, że już nie ma ciąży, że doszło do poronienia. Polecił mi swoją klinikę, zaproponował zabieg łyżeczkowania. Mówił, że u niego nie boli, a gdzie indziej boli. Byłam w szoku. Zadzwoniłam do bliskich, powiedzieli,żebym poszła do innego lekarza. Inny lekarz potwierdził, że nie widzi już ciąży, możliwe że to ciąża pozamaciczna. Poinformował mnie co może się dziać, jeśli to taka ciąża. Kazał szybko zrobić grupę krwi i badanie hcg w ciągu dwóch dni. Bałam się, że będzie mnie bardzo brzuch bolec. Opowiedziałam mężowi, że jeśli coś by się działo dziwnego że mną, to żeby dzwonił na pogotowie.
Wiedziałam,że już nie ma nadziei. Zaczęłam krwawić w moje imieniny, gdzie otrzymywałam jeszcze telefony i SMS z życzeniami o treści, które też dotyczyły dziecka, którego nie mam już. Bardzo bolało mnie to oczywiście, że popadłam w depresję. Z pomocą książek psychologicznych o pozytywnym myśleniu podniosłam się i walczyłam dalej. Wierząc,że nie powtórzy mnie się to już nigdy.
Myślałam, że to plamienie imitacyjne ale trwało to do 5 dni. Znalazłam lekarza, który mnie przyjął, stwierdził, że nie widzi nic na USG. Powiedział, że to wczesna ciąża. Kazał mi leżeć w łóżku przez tydzień i brać tabletki. Tak zrobiłam, bałam się, że znów może być źle. Jednak hormony, które mi towarzyszyły, uświadomiły mi jedną rzecz. Poprzednia ciąża już dawno umarła, zanim lekarz mi to potwierdził.
Miałam w głowie,że żadne łzy mi nie pomogą jeśli się to powtórzy, ponieważ depresja nie jest dobrym doświadczeniem .Lekarz dał mi diagnozę ,że krwawienie było znów poronieniem. Owszem płakałam nawet w gabinecie, bo znów to samo. Stwierdziłam z mężem,że jedziemy na urlop by odpocząć. Mieliśmy wypadek na A4. Otarliśmy się o śmierć, nic nam nie jest. I właśnie wtedy zrozumiałam, że życie ma się jedno, trzeba korzystać z tego co mam.
Dzięki temu możemy dalej próbować, a jeśli nie wyjdzie, skorzystać z adopcji lub też innych form. Dotarło do mnie, że nie mogę się poddawać, muszę szukać przyczyny ale nie popadać w depresję. Lekarz u którego nie mogłam być w drugiej ciąży, bo był na urlopie stwierdził, że mój organizm może traktować zarodki jak wrogów i możliwe, że mam problemy na tle immunologicznym. Zlecił badania. Ja natomiast wyczytałam, że osoby z alergią na pyłki traw nie powinny też jeść pszenicy, skoro są na nią uczulone. Podjęłam sama decyzję, że ograniczam pszenicę. Bardzo schudłam, przez to lepiej się czuje. Wierze w to,że może tym razem wyjdzie, a jeśli nie, to ustaliłam datę 3 lat na starania, co łącznie da nam 5. Jeśli do tego czasu nam nie wyjdzie, to i tak chcemy być rodzicami. Ciągle w głowie mam ten wypadek, który dał nam nową szansę.
Chcę żyć tak bym nie czuła się gorsza przez to, że nie wychodzi. Czytam książki psychologiczne, które opowiadają o pozytywnych afirmacjach. Wyobrażeniu sobie celu. Wierzę w to, że kiedyś tak się stanie, że będę w zdrowej ciąży i urodzę zdrowe dziecko i o to się modlę.

Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, wypełnij formularz.
Przeczytaj też inne historie TUTAJ >>> Wasze historie
zdjęcie: pixaby.com
Nagle poczułam: może i ja opowiem swoją historię. Mam już córkę, która urodziła się w 2011 roku. Kolejną ciążę odkładaliśmy długo. W 2016 roku spóźniała się miesiączka i zobaczyłam na teście dwie kreseczki. Byłam taka szczęśliwa, że córka będzie miała rodzeństwo.

Wyniki książkowe, ciąża książkowa. Kolejna wizyta też super. Jest dzieciątko, wszystko super. Nie miałam żadnych bóli, żadnego krwawienia, nic. Tak upłynął czas do kolejnej wizyty. Weszłam do gabinetu i Pani doktor mówi, że dziś zrobimy USG brzucha. Czekam, patrzę, widzę… Dzieciątko moje się nie rusza.
W głowie „pewnie śpi”, ale za długo trwało USG, więc pytam, co się dzieje. Dlaczego się nie rusza. Usłyszałam: „Ciąża obumarła. Brak bicia serduszka. Ciąża przestała się rozwijać”. Szok.
Wyszłam z gabinetu, nie wiedząc, co zrobić dalej ze sobą. Bałam się. Tak zleciał weekend. W głowie mętlik. W końcu nadszedł poniedziałek. Rano odwiozłam córkę do przedszkola i udałam się do szpitala. Oczywiście przyjęcie na oddział, wywiad itd. Po przyjęciu zabrano mnie na USG, ale niestety diagnoza została potwierdzona.
Podano mi leki na wywołanie poronienia, ponieważ płód był za duży na zabieg łyżeczkowania. I tak do wieczora, leżałam sama. Słysząc, jak z innych sal biją podczas KTG serduszka dzieciątek w brzuszkach, z oddziału noworodków słyszałam płacz dzieci. A ja leżałam sama na sali i wiedziałam, że niestety nie usłyszę ani serduszka jak bije, ani nie usłyszę płaczu mojego dziecka, jak się urodzi.
Nie mogłam wytrzymać i wypisałam się do domu. Wróciłam do męża i córki. Po godzinie w domu zaczęły się skurcze bardzo bolesne, zaczęłam krwawić. Podczas drogi do szpitala poczułam, jak coś ze mnie wyszło, ale nie wiedziałam, czy to skrzep czy moje dzieciątko.
Po wejściu na oddział zaraz szłam do zabiegowego. To co poczułam, to było moje maleństwo. Zabieg łyżeczkowania był konieczny, ponieważ łożysko zostało we mnie. Ból fizyczny był owszem, ale ból psychiczny jest do dziś.
Moje dzieciątko zmarło w 16 tygodniu ciąży. Dziś mam dwie zdrowe córeczki. Ale każdego dnia patrzę w niebo i uśmiecham się do mojego synka. Tak, tak, miałabym synka… Widocznie tak musiało być. Ale nigdy nie pogodzę się ze stratą maleństwa. Wraz z utratą synka utrąciłam cząstkę siebie. Pobyt w szpitalu i personel, wszystko wspominam dobrze i miło.

Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, wypełnij formularz.
Przeczytaj też inne historie TUTAJ >>> Wasze historie
zdjęcie: pixaby.com