Mężczyźni też płaczą i potrzebują wsparcia w żałobie. To ważne, by dać im przestrzeń na wyrażanie emocji, tak jak dla kobiet. Nie bagatelizujmy ich uczuć i bólu. Bądźmy wsparciem dla wszystkich, którzy przeżywają straty. O tym, dlaczego to ważne i jak mężczyzna może sobie pomóc napisała mgr Izabela Pelińska – psycholog i psychoterapeutka.
Blog
Wyczekiwane dziecko po poronieniu i długiej walce
2020 rok poronienie wiek 31 lat. Pustka… Ból… Strach… Depresja…. Wtedy myślałam jestem młoda dam radę. Trafiłam na świetnego lekarza który wytłumaczył że jest naturalną selekcja i widocznie z dzieckiem było coś nie tak. Jakbym urodziła chore to bym sobie nie darowała.

Potem druga ciąża planowana bezproblemowa i zdrowa córka maj 2021. Gdy miała 10 miesięcy znowu ciąża także bezproblemowa i zdrowa córka choć urodzona przez CC bo traciła tętno… Trochę nam strachu napędziła.
Zawsze sobie obiecywałam że jak będę zbliżała się do 40 to chcę mieć jeszcze jedno dziecko. Rozpoczęliśmy starania. Pierwszy miesiąc pierwszy test i jest mamy to. Do 12 tygodnia bezproblemowo i wtedy wizyta u lekarza i słyszę: „Bardzo mi przykro ale dziecko nie żyje. Serduszko przestało bić”.
Te słowa dźwięczały mi w uszach dobre parę tygodni. Szpital, tabletki, przeokrutny ból. Potem badania kariotypy i pytanie co się mogło stać. Myślę: „taki los, ważne że są dwie zdrowe córki. Mam dla kogo żyć”. Mija pół roku, znowu starania i szybciutko jest ciąża. Serce bije, ale za wolno, widok na USG nieprawidłowy. Nie przywiązujemy się. Poronienie i zabieg łyżeczkowania. Podejrzenie zaśniadu groniastego, ale nie potwierdziło się w histopatologii. Znowu mija kolejne kilka miesięcy. Znowu próba, bo w badaniach nic złego nie wychodzi. Ciąża biochemiczna.
Czytam, że po takiej ciąży łatwiej o kolejną zdrową. Znajduję grupę na FB i opisuje swój przypadek. Pytam co dziewczyny brały. Trafiłam na cudowną osobę położną z Łodzi. Słucham jej rad odnośnie leków i lekarzy. W międzyczasie wizyty u przynajmniej 10 i nikt nie ma pomysłu. W końcu cudowna pani doktor, która słucha i mówi że ma pomysł i będziemy walczyć jak lwice. Leki euthyrox, heparyna, witaminy metylowane, luteina dopochwowo i w zastrzykach, glucophade i encorton, acard. To wszystko przed staraniami. Mamy zielone światło i za chwilę jest ciąża.
Każde badanie okupione nerwami, morzem łez i zamartwianiem się. Pierwsze USG, gdzie było widać bicie serduszka i słowa pani dr: „Dzień dobry Skarbie…” Obie płakałyśmy. Do 7 miesiąca w porządku, nagle skurcze i szpital, ale sytuacja opanowana. Dostałam leki i mam leżeć w domu. Nie mijają 2 tygodnie i brak czucia ruchów dziecka.
W drodze do szpitala modliłam się: „Panie Boże nie możesz mi zabrać mojego synka.” Na szczęście serduszko bije, ale dzieciątko jakieś spowolnione. Lekarz mówi, że mnie nie wypuści dopóki nie będę bezpieczna i nie pozna przyczyny. Okazuje się cholestaza ciążowa. Wyniki z dnia na dzień gorsze, aż pewnego dnia pierwszego tygodnia dziewiątego miesiąca szybka decyzja: cesarka, bo wyniki są tak złe, że zagrażają życiu dziecka. I jest na świecie nasz mały cud… Wojownik.
Nazwaliśmy go Szymek. Jest zdrowy silny. Ważył 3400 mimo wcześniactwa. Urodziłam synka w wieku 42 lat. I powiem wam, że zawsze warto. Teraz ma 2 latka i jest oczkiem w głowie całej rodziny. Nie wiem jak dałam radę stoczyć tą walkę, ale warto było. Myślę tylko czasem o tych naszych aniołach w niebie.
Trzymajcie się kochane i walczcie jak lwice!
Lidia
Jeżeli Ty też chcesz podzielić się swoją historią, możesz zrobić to tutaj: https://www.poronilam.pl/kontakt/podziel-sie-swoja-historia/
Pustka, której nie da się opisać słowami
Jestem mamą dwóch Aniołków-syna i córki. Pierwszą ciążę straciłam dokładnie w dzień Matki, drugą pół roku później….
O upragniony cud walczyłam ponad 3 lata.
Rodzina wie o poronieniach, jednak nie uznaje mnie za mamę, bo „dzieci nie żyją, a rodzicem jest ten kto ma żywe dzieci”.
Ogromny ból straty i żałoby połączony jest z bólem, że dla wielu nie jestem „prawdziwą” mamą….

Nic nie odda obwiniania się, myśli „jak dziś wyglądałoby moje dziecko?”.
Płacz, żałoba połączone są z chęcią posiadania dziecka i jednoczesnym strachem, że kolejna ciąża także skończy się stratą….
Borykam się z tym wszystkim sama.
Tego wydarcia serca, pustki, wyrwanej już na zawsze części mnie nie da się opisać żadnymi słowami.
Mimo, że nasze dzieci nad nami czuwają i są bezpieczne w niebie nic i nikt nie jest w stanie ukoić rozpaczy po ich odejściu.
Autorka: Mama A i W
Jeżeli Ty też chcesz podzielić się swoją historią, możesz zrobić to tutaj: https://www.poronilam.pl/kontakt/podziel-sie-swoja-historia/
Szczęśliwe zakończenie
Przyszła pora podzielić się swoją historią… Pierwsza ciąża po pół roku starań, uregulowana tarczyca, insulinooporność. W 12. tygodniu krwawienie bez przyczyny, serduszko bije, pierwsze prenatalne, niskie białko PAPPA, ryzyko ZD mniej niż 300, na USG wszystko super. Zrobiliśmy Nifty – zdrowa dziewczynka. W międzyczasie włączony Acard.

3 dni po wyniku Nifty w 15. tygodniu kontrolna wizyta i nasze serca rozpadły się na miliony kawałków 💔 Iga odeszła 2 dni po prenatalnych 😥 23.02.2022r. – szpital, tabletki, łyżeczkowanie, pogrzeb…i wielka pustka…codziennie wizyty na cmentarzu (i utwierdzenie, że dobrze, że ją pożegnaliśmy, że wiemy gdzie jest). Skrócony macierzyński, potem L4 od psychiatry. Nie byłam w stanie wrócić do pracy i się uśmiechać, każdy widok dziecka wywoływał łzy.
Po trzecim okresie mieliśmy zielone światło, w międzyczasie zrobiliśmy badanie na trombofilię, wyszły 2 mutacje PAIi i MTHFR. Acard 75 od starań ze względu na to niskie białko PAPPA. Wielkanoc spędziliśmy nad morzem z dala od wszystkich aby odpocząć psychicznie i podładować moją tarczyce jodem. Głowę w domu zajęłam gotowaniem zgodnie z niskim indeksem glikemicznym (insulinooporność). Zaczęliśmy jeździć na rowerach. Chcieliśmy wiedzieć, że z naszej strony zrobiliśmy wszystko, żeby się udało.
I udało się, za pierwszym razem ❤️ 26 czerwca obchodziliśmy 1. rocznicę ślubu, 12 czerwca zobaczyliśmy 2 kreski 💕 Po konsultacji z gin zaczęłam brać luteinę, która została po straconej ciąży. Kolejny weekend spędziliśmy nad morzem, po powrocie beta i w ten sam dzień wizyta u gin, wszystko ok ❤️ Termin na… 23.02 ( rocznica Igi, uznaliśmy to za dobry znak). Kolejna wizyta – jest serduszko, włączamy Clexane.
Wszystko ok aż do 8 tygodnia. Lipcowe sobotnie popołudnie i nagłe krwawienie. Od razu wzięty Duphaston przepisany „w razie czego” przez gin i do szpitala, po drodze telefon do gin – akurat ma dyżur. Pocieszam się, że nie ma skrzepów.
Od razu USG, wszystko ok, krwawienie nie wiadomo skąd, gin proponuję pozostanie na obserwacji. Zostaję. Jedyne do czego dochodzą to, że za szybko zwiększona dawka Acardu z 75 na 150. Odstawienie na 2 dni i powrót do 75. Po 3 dniach wychodzę do domu, zalecenie oszczędnego trybu życia. Na prenatalnych lekarka żartuje, czy jadę na jakichś sterydach, bo wyniki mam 10x lepsze niż w poprzedniej ciąży. Powrót do 150 po skończonym 1. trymestrze.
Reszta ciąży bez komplikacji, jedynie z cukrzycą ciążową uregulowaną dietą. Jednak cała w obawach: każdy skurcz, mniej ruchów wywoływały strach o maleństwo (z resztą Wam tego nie muszę tłumaczyć).
Styczeń, synek nisko, nie wiadomo czy wytrwamy do lutego, znów oszczędny tryb życia. Wytrwaliśmy aż do wizyty w walentynki. Rozwarcie na palec mogę zacząć w każdej chwili rodzic, mąż decyduje, że bierze urlop. W nocy przed 2 odchodzą wody jedziemy do szpitala. 14 h próbuję urodzić naturalnie i nie daję rady, znieczulenie puszcza za szybko, kolejnego nie chcą dać, bo za szybko, a ja już ledwo kontaktuję. Krzyczę, płaczę, błagam o cesarkę, jakbym czuła, że jest coś nie tak. Karzą czekać jeszcze godzinę i dopiero zrobią cięcie. Ja już pół przytomna i nagle jest szybsza decyzja o cesarce: stół, cięcie i słyszę słowa, że owinięty 2 razy pępowiną (czyli prawdą jest, że matka czuje, gdy jest coś nie tak). Nareszcie słyszę ten wymarzony płacz ❤️
Synek za chwilkę kończy 3 miesiące ❤️ Wiem, że kolejna ciąża będzie jeszcze cięższa ze względu na to, że oszczędzanie się przy dziecku będzie cięższe do wykonania, że mam za sobą ciężki poród i gdyby nie to, że wiem od lekarza, że będzie czekać mnie kolejna cesarka (po której na szczęście w miarę szybko doszłam do siebie), to chyba nie zdecydowałabym się kolejny raz próbować (niestety te 14 h odcisnęło się mocno na mojej psychice).
Jak będzie? Czas pokaże, póki co muszę się zregenerować i mamy 1.5 roczny zakaz starań. Cieszymy się, że nasze marzenie się spełniło, było ciężko ale warto. A o córeczce pamiętamy i odwiedzamy z braciszkiem.
Nie poddawajcie się, szukajcie przyczyn i walczcie 💪 Mam nadzieję, że chociaż jednej z Was moja historia da wiarę, że i w Twoim życiu pojawi się 🌈. Nie żegnam się z Wami, czekam na kolejne pozytywne historie i ściskam wszystkie bardzo mocno 😘
Autorka: Paulina
Jeżeli Ty też chcesz podzielić się swoją historią, możesz zrobić to tutaj: https://www.poronilam.pl/kontakt/podziel-sie-swoja-historia/
Dla położnych: jak zadbać o siebie
Droga Położno, zadbaj o siebie, Twoja praca ma znaczenie.
Dziś ten tekst kieruję właśnie do Ciebie, widząc Ciebie i trud Twojej pracy, która każdego dnia przynosi nowe wyzwania. (…)
Dowiedz się więcej na temat tego, jak dbać o siebie w tej trudnej i wymagającej pracy. Artykuł przygotowała mgr Izabela Pelińska – psycholog i psychoterapeutka.

