Zawiła historia

Ponad dwa lata starań naturalnych, w międzyczasie procedura in vitro, ostatni transfer udany.

wasze historie po poronieniu - para trzymająca się za dłonie podczas rozmowy z lekarzem

Szczęście trwało kilka dni, później Beta przestała prawidłowo przyrastać, diagnoza: puste jajo płodowe i poronienie w ósmym tygodniu.

Po trzech miesiącach cud – ciąża naturalna. Byłam szczęśliwa, ale bardzo się bałam. W połowie piątego tygodnia pierwsze usg.

Myślałam, że drugi raz nie można mieć takiego pecha – znów pusto, w dodatku pęcherzyk ciążowy bardzo dziwny, nieregularny i znów poronienie.

Nigdy nawet nie ujrzałam na monitorze zarodka, nie usłyszałam serduszka Jestem zła na cały świat za to co nam się przytrafiło po raz kolejny, że życie jest aż tak niesprawiedliwe  i bezlitosne.

Autor: Zawiła historia

 

Właśnie mijają 2 miesiące – moja historia

Właśnie mijają 2 miesiące od mojego poronienia. Straciłam upragnioną ciążę w 12tyg, wg. ginekologa – przestało bić serduszko w 9tyg. Ale po kolei. Byliśmy ponad rok po ślubie, właśnie wprowadziliśmy się do nowego domu, uznaliśmy, że to idealny moment by do naszej dwójki dołączył ktoś jeszcze.

wasze historie po poronieniu - kobieta trzyma serce w dłoni

W 2 cyklu starań ujrzeliśmy II kreski na teście ciążowym, naszej radości nie było końca. Idealny prezent na walentynki. Prezent, który już niedługo miał odmienić nasze życie. Na 3 wizycie w 8 tygodniu bijące serduszko, mam z tej wizyty jedną pamiątkę, zdjęcie USG, na którym można już było dostrzec zalążki rączek i nóżek.

Nie miałam specjalnych dolegliwości ciążowych, czułam się dobrze. Następna wizyta to miało być pierwsze USG prenatalne, w tygodniu w którym wypadały święta Wielkanocne. Podczas świąt mieliśmy podzielić się naszą radością z najbliższymi, do tej pory wiedziała jedynie moja siostra i przyjaciółka.

Tydzień przed wizytą zauważyłam delikatne plamienie, pomimo, że ginekolog informował, że to może się zdarzyć nie dawało mi to spokoju. Umówiłam się na wizytę wcześniej, kontrolne USG i ta cisza, której nie zapomnę do końca życia.

Mój ginekolog przez dłuższą chwilę nic nie mówił, ale ja już wiedziałam – obraz USG na którym widziałam moje maleństwo i brakujący element – bijące serduszko, które widziałam na poprzedniej wizycie. Przykro mi serduszko nie bije, po tych słowach nasz świat się zatrzymał, nie słyszałam już więcej nic z tego co mówił lekarz.

Później wszystko potoczyło się bardzo szybko, skierowanie do szpitala, na następny dzień miałam się zgłosić na zabieg. Nadal nie wiem skąd wzięłam siły by to przeżyć, oboje z mężem przepłakaliśmy całą noc. Szpital, zabieg po którym czułam się taka pusta,  jakbym straciła cząstkę siebie. Czułam się taka wybrakowana, niezdolna do tego by dać upragnione dziecko ukochanemu mężczyźnie.

Następnego dnia wróciłam do domu, mąż zdążył już upchnąć na dno szafy kilka maleńkich ciuszków, które zdążyłam kupić na „dobrą wróżbę”. Nawet w najczarniejszych snach nie pomyślałbym, że to może spotkać nas, mimo iż wiem, że poronienia w 1 trymestrze zdarzają się często.

Pozostała pustka i to poczucie niesprawiedliwości dlaczego my?! Przecież już pokochaliśmy to maleństwo, wybraliśmy imiona. Dziś próbuje dojść do siebie, nie jest łatwo, wystarczy jedna myśl, wspomnienie.

Np dziś podczas sprzątania znalazłam w komodzie maleńkie skarpetki z napisem: kocham tatę. Pierwszy prezent, który kupiłam dla męża. Właśnie jestem w trakcie badań, zgodnie z tym co porodził mój ginekolog. Nie chce zająć się tym po kolejnej stracie. Chce zrobić wszystko co w mojej mocy, by uniknąć powtórki gdy jeszcze kiedyś uda mi się zajść w ciążę.

Pomimo, że mam dopiero 27 lat przeszłam w życiu już sporo, ale nigdy nie przyszło mi się zmierzyć z tak ogromnym bólem. Nic nie boli tak bardzo jak śmierć spełnionego marzenia.

Autor: Anka

P.S Przepraszam, że się tak rozpisałam, ale może któraś kobieta po przeczytaniu tego poczuje, że nie jest sama z tym bólem, że jest nas więcej. Dopóki sama nie straciłam ciąży to nie miałam pojęcia, że to jest temat tabu o którym się nie mówi. Słyszymy tylko o szczęśliwych rodzicach, którzy po 9miesiach tulą upragnione maleństwo.

„Dziecko – to dar od Boga” – moja historia

W marcu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Gdy spojrzałam na Maryję, kochaną Mamę usłyszałam słowa: „Przyjmij macierzyństwo z moich rąk”. Bardzo się ucieszyłam, że noszę w sobie czwarte dziecko. Moje córeczki skakały z radości.

moja historia

Niestety dużo ludzi nie rozumiało mojego szczęścia. Często słyszałam przykre wypowiedzi: „Wpadliście?”,  „Znowu?”, „Ile można mieć dzieci?”, Oby był chłopiec”, „Byle było zdrowe”.

W 9 tygodniu ciąży źle się poczułam. Usłyszałam od lekarza, że ciąża jest zagrożona. Modliłam się do Pana Boga, aby dał mi siłę. Codziennie chodziłam do komunii. Gdy czułam się bardzo źle prosiłam księdza, aby przyszedł z komunią. Modląc się mówiłam: „Niech się stanie wola Twoja”.

Pod koniec czerwca poroniłam, ale na tym nie skończyło się moje cierpienie. Będąc w szpitalu poinformowałam lekarza, że chcę pochować dziecko. Byłam w 12 tygodniu ciąży. Usłyszałam wiele przykrych zdań. Problemem dla lekarza było to, że nie jest znana płeć. Nie mogliśmy się porozumieć, bo dla lekarza to był płód, a dla mnie to było dziecko. Nie było ważne dla mnie, jaką płeć ma dziecko. Tłumaczyłam, że jestem osobą wierzącą i chce to zrobić dla spokoju mojej duszy. Całą niedzielę byłam trzymana w niepewności, czy dziecko będzie mi oddane. Modliłam się nocą, aby Maryja rozwiązała problem po ludzku trudny do rozwiązania.

Rano przyszła do mnie pielęgniarka z lekarzem i powiedzieli, że dokonano badania płci. Okazało się, że mam synka i że mogę dokonać pochówku.

Po tych wszystkich przejściach powinnam być w depresji, a nie jestem. Jest mi ciężko, ale dzięki komunii świętej potrafię dziękować Panu Bogu, za to co się stało. Głęboko wierzę, że synek oręduję za mną i za rodziną. Jest to zaszczyt dostać od Pana Boga synka- anioła.

Gdy córeczki były małe śpiewałam Im kołysankę: „Śpij dziecinko moja mała, zamknij oczka już. Ja Cię będę kołysała, a nad Tobą Bóg”. Wierzę głęboko, że czuwa Bóg, a Maryja usypia mojego synka. Jednego z najmniejszych aniołów w niebie.

Chciałam o moim doświadczeniu powiedzieć innym, bo uważam , że podejście do życia jest ogromnym problem społecznym. Gdyby tak pomyśleć, ile w słowie „wpadka” jest ukrytego zła…

Wiele matek, zamiast słów wsparcia musi wysłuchiwać przykrych komentarzy i ludzkich lęków.

Warto jest bronić wartości Bożych. Na koniec mojego świadectwa chcę przytoczyć pocieszające, pełne mądrości słowa ks. Stefana Wyszyńskiego :

„Nie dajcie się zarazić ani zachwiać ludziom małodusznym, którzy chcieliby, abyście myśleli inaczej”.

Autor: Anna

Historia „Tęczowe dziecko” – Anioły czuwają

Styczeń 2019 był bardzo szczęśliwy, zobaczyłam upragnione dwie kreski na teście, kolejno lekarz, badania, wszystko ok.

tęczowe dziecko

Koniec marca pokazał, że 12 tydzień jeszcze nie jest bezpieczny. Plamienie – od razu IP- diagnoza poronienie zatrzymane, zabieg, a ja znalazłam się na samym dnie.

27 września miało się urodzić moje upragnione dziecko, a odeszło już w marcu… Diagnostyka, kariotypy, trombofilia, celiakia i jeszcze kilka innych badań.

Z badań poza problemów z krzepliwością, wydalaniem toksyn z organizmu i ukrytą celiakią nic nie wyszło.

Jest Pani zdrowa, tak się zdarza usłyszałam. Znalazłam odpowiednią ginekolog, która nie zbagatelizowała sytuacji i zaczęliśmy walkę.

Ciąża na acardzie, clexane, metylowanych witaminach, średnio raz na trymestr szpital, ale dokładnie dwa lata po terminie pierwszego porodu mojego Aniołka urodziłam tęczowego synka. Uwierzcie w siebie, medytujcie i dajcie sobie czas na odbicie się od dna. Wszystko jest możliwe.

Autor: Kinga


Jeśli Ty również chcesz podzielić się z Nami historią ,,Tęczowego dziecka” prześlij ją na  kontakt@poronilam.pl lub uzupełnij poniższy formularz. 

    Tęczowe dziecko - Podziel się swoją historią

    Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych w związku z przesłaniem historii do publikacji. Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne do publikacji historii. Zostałem/am poinformowany/a, że przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiana, żądania zaprzestania ich przetwarzania. Administratorem danych osobowych jest Stowarzyszenie Edukacji Medycznej „ASKLEPIOS” z siedzibą w Katowicach, ul. 1 Maja 9 lok. 8 (kod pocztowy: 40-224) zarejestrowane w Rejestrze Stowarzyszeń, Innych Organizacji Społecznych i Zawodowych, Fundacji Oraz Samodzielnych Publicznych Zakładów Opieki Zdrowotnej pod numerem KRS 0000645298, NIP 9542771170. Więcej informacji znajdziesz w naszej polityce prywatności (https://www.poronilam.pl/polityka-prywatnosci/).

    Zapoznałem/am się z polityką prywatności, regulaminem serwisu i są mi znane zasady przetwarzania moich danych osobowych.

    Oświadczam, że posiadam pełne prawa autorskie i pokrewne do przesłanych materiałów. Jednocześnie potwierdzam, że przesyłając materiały do publikacji nie naruszam jakichkolwiek praw osób trzecich (w świetle m. in. art. 270 i 233 KK oraz art. 23 i 4310 KC) i wyrażam zgodę na ich publikację na łamach serwisu Poroniłam.pl.

    * pola obowiązkowe

    Informacja
    Redakcja Poroniłam.pl zastrzega sobie prawo do naniesienia poprawek do przesłanych historii, aby tekst był zgodny z zasadami ortograficznymi i interpunkcyjnymi j. polskiego. Nie publikujemy nazwisk lekarzy i nazw szpitali.

    Historia zostanie opublikowana anonimowo. 

    Uwaga! Nie publikujemy nazwisk lekarzy i nazw szpitali.

    Moja historia – „Tęczowe dziecko”

    Witam.

    Moja historia jest poniekąd smutna, ale szczęście w nieszczęściu kończy się szczęśliwie. Mam córkę z pierwszej książkowej ciąży. Trochę nam zeszło z planowaniem kolejnej ciąży, ze względu na sytuację finansową. Zaszłam w ciążę z córką, jeszcze w trakcie nauki w technikum. Nie skończyłam go, dlatego że zajęłam się wychowywaniem córki, mój wtedy partner sam pracował na utrzymanie nas i opłacenie kredytu i rachunków, do tego wynajmowaliśmy małą kawalerkę. Później poszłam do pracy i po ok 1.5 roku zobaczyłam upragnione 2 kreski na teście.

    historia o poronieniu - balon w kształcie serca

    Nasza córka była szczęśliwa, że w końcu będzie miała rodzeństwo. To był chłopczyk. Cała ciąża przebiegała książkowo, wszystkie wyniki były poprawne. We wtorek miałam wizytę i było wszystko w porządku.

    A piątek.. .

    Pamiętam ten dzień bardzo dobrze, był to 1 dzień po planowanym terminie porodu. Od samego rana było wszystko dobrze, wyczuwałam ruchy synka. Po południu zaczął boleć mnie brzuch, poszłam do toalety i wtedy odeszły mi wody. Niestety były brązowe. Szybko pojechałam do szpitala, zrobili mi USG i okazało się, że serduszko mojego synka nie bije.

    Świat mi się zawalił, byłam w takim szoku, że nawet nie wiedziałam co się dzieje, nie potrafiłam płakać, byłam jakby w amoku. Nie wiedziałam co teraz powiem mężowi, córce, rodzicom.. Najgorsze było przede mną, kiedy musiałam urodzić mojego martwego synka. Po porodzie dostaliśmy aż i tylko 2 h na pożegnanie się. To były najpiękniejsze a zarazem najsmutniejsze 2h mojego życia. Trzymałam w ramionach mojego synka, który na dniach miał obrócić nasz świat do góry nogami, tymczasem trzymałam go zimnego, martwego.

    W tym momencie coś we mnie pękło, mój świat się rozsypał. Nie potrafiłam się z nim rozstać, kiedy pielęgniarka przyszła go nam zabrać. Wtedy niestety widzieliśmy go po raz ostatni. Ze względu na covida nie mogliśmy się z nim pożegnać, ciało naszego synka było zawinięte w czarną folie, nawet ubranka pan z zakładu pogrzebowego mógł tylko położyć na worku.

    Miała zostać przeprowadzona sekcja zwłok, ale niestety tak nam pokręcili w szpitalu, że się nie odbyła, bo Pani ordynator twierdziła że się nie zgodziliśmy, mimo że pytano nas po porodzie kilka razy o to i mówiliśmy, że chcemy. Przyczyny śmierci naszego synka nie znamy do dziś. (Lekarz do którego chodziłam w ciąży, pracował w tym szpitalu, więc podejrzewamy że dlatego.) Byłam załamana, ale bardzo pragnęłam rodzeństwa dla córeczki, która również nie mogła sobie poradzić z tą tragedią.

    2 miesiące po tym wydarzeniu zaszłam w kolejną ciążę, również bezproblemową. 2 tygodnie przed terminem urodził się nasz tęczowy synek. Tamta strata bardzo nas dotknęła, ale staram się tłumaczyć to sobie w taki sposób, że po prostu tak musiało być... Nie mam innego wytłumaczenia, a to daje mi siłę i wiarę w to, że musimy coś stracić, żeby docenić to co mamy.

    Strata naszego synka bolała jak jeszcze nic nigdy i załamała nas totalnie, ale z drugiej strony mamy drugiego synka, który jest dla nas całym światem. Niestety nie było nam dane mieć pierwszego synka, ale też gdyby nie tamta strata, nie mielibyśmy drugiego. Jakby nie patrzeć na tą sytuację, o pierwszym synku pamiętamy cały czas, chodzimy wspólnie na grób i trzymamy głęboko w sercu, a drugim możemy się cieszyć, mając go przy sobie. Życzę wszystkim rodzicom, których dotknęła ogromna strata, aby się nie poddawali i tulili w ramionach swoje szczęścia.

    Autor: Mama


    Jeśli Ty również chcesz podzielić się z Nami historią ,,Tęczowego dziecka” prześlij ją na  kontakt@poronilam.pl lub uzupełnij poniższy formularz. 

      Tęczowe dziecko - Podziel się swoją historią

      Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych w związku z przesłaniem historii do publikacji. Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne do publikacji historii. Zostałem/am poinformowany/a, że przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiana, żądania zaprzestania ich przetwarzania. Administratorem danych osobowych jest Stowarzyszenie Edukacji Medycznej „ASKLEPIOS” z siedzibą w Katowicach, ul. 1 Maja 9 lok. 8 (kod pocztowy: 40-224) zarejestrowane w Rejestrze Stowarzyszeń, Innych Organizacji Społecznych i Zawodowych, Fundacji Oraz Samodzielnych Publicznych Zakładów Opieki Zdrowotnej pod numerem KRS 0000645298, NIP 9542771170. Więcej informacji znajdziesz w naszej polityce prywatności (https://www.poronilam.pl/polityka-prywatnosci/).

      Zapoznałem/am się z polityką prywatności, regulaminem serwisu i są mi znane zasady przetwarzania moich danych osobowych.

      Oświadczam, że posiadam pełne prawa autorskie i pokrewne do przesłanych materiałów. Jednocześnie potwierdzam, że przesyłając materiały do publikacji nie naruszam jakichkolwiek praw osób trzecich (w świetle m. in. art. 270 i 233 KK oraz art. 23 i 4310 KC) i wyrażam zgodę na ich publikację na łamach serwisu Poroniłam.pl.

      * pola obowiązkowe

      Informacja
      Redakcja Poroniłam.pl zastrzega sobie prawo do naniesienia poprawek do przesłanych historii, aby tekst był zgodny z zasadami ortograficznymi i interpunkcyjnymi j. polskiego. Nie publikujemy nazwisk lekarzy i nazw szpitali.

      Historia zostanie opublikowana anonimowo. 

      Uwaga! Nie publikujemy nazwisk lekarzy i nazw szpitali.