Tęczowa nadzieja

Witam.

Jestem mamą synka, który urodził się po pierwszej stracie. Pierwsza ciąża nie przyszła od raz, trwało to sporo czasu i już nawet zaczęliśmy się martwić, że coś nie tak … zrobiliśmy oboje potrzebne badania itd.

I w pewnym momencie odpuściliśmy sobie i nagle – bach ciąża. Radość szok, niestety po 8 tyg. – bez przyczyny na zwykłej wizycie okazało się, że serce nie bije. Było to straszne … ale po nie całym pół roku ciąża kolejna i ta udało się donosić urodził się synek.

Dziś ma 4 lata. Jakieś dwa lata temu znowu ciąża i w tym samym tygodniu koniec bez przyczyny. Tym razem cały proces – już w szpitalu był o wiele gorszy. To gdyby nie to,  że mamy już jedno dziecko.

Też trzeba się nim zająć, nie było tyle czasu na rozmyślanie i i on pomógł przez to przejść łagodniej . Teraz mamy kolejną ciążę i jesteśmy w 13 tyg. mam wielką nadzieję, że i to dziecko będzie tym tęczowym. Moim zdaniem jakiś wpływ na przebieg ciąży na pewno ma stres  i zbytnie myślenie o tym co i jak … robimy to nieświadomie też. (oczywiście to tylko moje zdanie nie zamierzam tu nikogo urazić Pozdrawiam.

(pisownia oryginalna)

Autor: Roma

 

 Rozmawiajcie ze sobą.

Moja partnerka zaszła w ciążę, kilka miesięcy po tym jak zostaliśmy parą. Poroniła w 7 tygodniu ciąży, w sposób bardzo bolesny, z traumatyczną wizytą w szpitalu, w ogromnym stresie. Jako jej partner popełniłem wszystkie możliwe błędy, po tym zdarzeniu: byłem nieobecny, nie wspierający, nie rozumiałem jej uczuć, nie potrafiłem o tym rozmawiać.

Chciałem jak najszybciej zapomnieć i wrócić do naszego „miesiąca miodowego”. Odchorowała to depresją, a nasz związek uczuciowy zapadł się i był już dysfunkcyjny do końca relacji. Ona poczuła się odrzucana i bez wsparcia w tak kluczowym momencie.

Ja czułem się niekochany i odtrącony, cały późniejszy okres. Przeżyliśmy tak jeszcze 5,5 roku próbując żyć „normalnie”, budując dom, adoptując psa. Odeszła, gdy zakończyliśmy budowę przyznając, że nie potrafi mnie kochać. Jest mi z tym bardzo trudno.

Autor: Grzegorz

Poroniłam – to moja 3 ciąża

To moja III ciąża i pierwsza strata. Do lekarza zgłosiłam się wcześnie, bo w 5 tygodniu, wszystko wyglądało w porządku. Niestety dopadła mnie jakieś infekcja, był to prawie 7 tydzień, ale na USG ciąża młodsza o tydzień, serduszko biło, wszystko wyglądało, że jest w porządku.

Niestety leki na infekcje, nie pomogły a do kolejnej wizyty miała jeszcze sporo czasu, więc postanowiłam, że muszę iść wcześniej. Niestety lekarz zrobił USG i stwierdził, że nie ma bicia serca, kazał mi się zgłosić do szpitala.

Tam już nie zrobiono mi USG, bo rozwój zatrzymał się w właśnie w 7 tygodniu. Mam 36 lat i chcieliśmy jeszcze mieć dzieci, ale czas ucieka i właśnie może działa na naszą niekorzyść. Jakie badania warto i kiedy wykonać…

Autor: Justyna

10 tygodni

Odwiedził mnie motyl i wiedziałam, udało się. Ponad dwa lata starań, testy owulacyjne robione na zmianę z ciążowymi. Rozczarowanie, smutek złość. 22 sierpnia test ciążowy- blada, ledwo zauważalna linia. W sumie tylko ja ją dostrzegłam. Mąż był sceptyczny, mówił że tam nic nie ma. Ale misiaczki brak. 26 sierpnia drugi test i już są dwie. Radość, niedowierzanie, przeogromne szczęście.

09.09 wizyta u lekarza. Wszystko dobrze, choć nie uwidoczniono zarodka. Jednak nie mam się martwić, wszystko jest dobrze – tak zapewnił mnie lekarz wypisując listę badań i kontrole za 4 tygodnie. Kontrolę, do której nie doszło. Badania zrobione: tsh podwyższone. Lekarz po kontakcie mailowym, bo taki zaleciła Pani w rejestracji, przepisał receptę i zalecenia do brania eutheroxu.

03.10 lekkie plamienie w śluzie, ale spokojnie. Tak przecież się zdarza 04.10 już tak spokojnie nie było, rano plamienie, pojawiły się skurcze, popołudniu krwawienie. Pojechaliśmy z mężem do szpitala – poronienie zatrzymane 6 tyg.

4 dni, a ja przecież jestem w 10 tygodniu. Serce nie bije! Moje rozbija się na milion kawałków! Nie tak miało być! Lekarz tłumaczy, spokojnie wyjaśnia i wspiera. Daje czas i skierowanie do szpitala. Na następny dzień o 8:15 pojawiamy się w szpitalu.

Otoczona opieką personelu pełnego zrozumienia i ciepła próbuje zrozumieć. To tak bardzo boli. O 16 jest po wszystkim. Mogę wracać do domu do rodziny tam będzie łatwiej. Nie jest. Jest płacz i pytania bez odpowiedzi! Czuje pustkę w sobie! Było życie i go nie ma już.

Autor: Motylek

Utrata dwójki dzieci

Witam dziś mam 28 lat, gdy miałem 23 lata doszło do śmierci dziecka w 8 miesiącu ciąży.  Przeżycie tego było cholernie okropne, do dziś pamiętam małą białą trumnę, którą podniosłem… niestety z powodu covid-19, nie poznaliśmy przyczyny śmierci dziecka, ale minęło trochę czasu i za namową lekarza spodziewaliśmy się drugiego dziecka.

Było pięknie, partnerka była po badaniach prenatalnych. Po wynikach wszystko pięknie, dziecko kopało, czkawki dostawało a 3 dni później  dziecko nie oddycha ).  Przeżyłem ten ciężki okres, gdy śniły mi się w nocy dzieci, które np.  ciągnęły za kołdrę –  byłem wytrwały. Wypracowałem psychikę- tak mi się wtedy wydawało, ale niestety dziś w 2025r mam stwierdzoną tachykardię zatokową spowodowaną ciągłym stresem.

Ciągle czuję lęki. Mam przypisaną hydroksyzynę, ale myślę, że słabo działa. Niestety wtedy myślałem, że jestem twardy, że dam sobie radę i dałem radę, ale dziś wszystko mi wychodzi bokiem.. Nawet nie wiem jak mam sobie z tym poradzić, spotkałem wielu dobrych ludzi, ale także tych złych, którzy w zły sposób mówili typu ( dobrze że umarło, chociaż się nie męczyło ), ale moje dzieci były zdrowe…

Autor: Maluszek