Wyczekiwane dziecko po poronieniu i długiej walce

2020 rok poronienie wiek 31 lat. Pustka… Ból… Strach… Depresja…. Wtedy myślałam jestem młoda dam radę. Trafiłam na świetnego lekarza który wytłumaczył że jest naturalną selekcja i widocznie z dzieckiem było coś nie tak. Jakbym urodziła chore to bym sobie nie darowała.

historia o poronieniu - para i dłonie ich w kształcie serca

Potem druga ciąża planowana bezproblemowa i zdrowa córka maj 2021. Gdy miała 10 miesięcy znowu ciąża także bezproblemowa i zdrowa córka choć urodzona przez CC bo traciła tętno… Trochę nam strachu napędziła.

Zawsze sobie obiecywałam że jak będę zbliżała się do 40 to chcę mieć jeszcze jedno dziecko. Rozpoczęliśmy starania. Pierwszy miesiąc pierwszy test i jest mamy to. Do 12 tygodnia bezproblemowo i wtedy wizyta u lekarza i słyszę: „Bardzo mi przykro ale dziecko nie żyje. Serduszko przestało bić”.

Te słowa dźwięczały mi w uszach dobre parę tygodni. Szpital, tabletki, przeokrutny ból. Potem badania kariotypy i pytanie co się mogło stać. Myślę: „taki los, ważne że są dwie zdrowe córki. Mam dla kogo żyć”. Mija pół roku, znowu starania i szybciutko jest ciąża. Serce bije, ale za wolno, widok na USG nieprawidłowy. Nie przywiązujemy się. Poronienie i zabieg łyżeczkowania. Podejrzenie zaśniadu groniastego, ale nie potwierdziło się w histopatologii. Znowu mija kolejne kilka miesięcy. Znowu próba, bo w badaniach nic złego nie wychodzi. Ciąża biochemiczna.

Czytam, że po takiej ciąży łatwiej o kolejną zdrową. Znajduję grupę na FB i opisuje swój przypadek. Pytam co dziewczyny brały. Trafiłam na cudowną osobę położną z Łodzi. Słucham jej rad odnośnie leków i lekarzy. W międzyczasie wizyty u przynajmniej 10 i nikt nie ma pomysłu. W końcu cudowna pani doktor, która słucha i mówi że ma pomysł i będziemy walczyć jak lwice. Leki euthyrox, heparyna, witaminy metylowane, luteina dopochwowo i w zastrzykach, glucophade i encorton, acard. To wszystko przed staraniami. Mamy zielone światło i za chwilę jest ciąża.

Każde badanie okupione nerwami, morzem łez i zamartwianiem się. Pierwsze USG, gdzie było widać bicie serduszka i słowa pani dr: „Dzień dobry Skarbie…” Obie płakałyśmy. Do 7 miesiąca w porządku, nagle skurcze i szpital, ale sytuacja opanowana. Dostałam leki i mam leżeć w domu. Nie mijają 2 tygodnie i brak czucia ruchów dziecka.

W drodze do szpitala modliłam się: „Panie Boże nie możesz mi zabrać mojego synka.” Na szczęście serduszko bije, ale dzieciątko jakieś spowolnione. Lekarz mówi, że mnie nie wypuści dopóki nie będę bezpieczna i nie pozna przyczyny. Okazuje się cholestaza ciążowa. Wyniki z dnia na dzień gorsze, aż pewnego dnia pierwszego tygodnia dziewiątego miesiąca szybka decyzja: cesarka, bo wyniki są tak złe, że zagrażają życiu dziecka. I jest na świecie nasz mały cud… Wojownik.

Nazwaliśmy go Szymek. Jest zdrowy silny. Ważył 3400 mimo wcześniactwa. Urodziłam synka w wieku 42 lat. I powiem wam, że zawsze warto. Teraz ma 2 latka i jest oczkiem w głowie całej rodziny. Nie wiem jak dałam radę stoczyć tą walkę, ale warto było. Myślę tylko czasem o tych naszych aniołach w niebie.

Trzymajcie się kochane i walczcie jak lwice!

Lidia

Jeżeli Ty też chcesz podzielić się swoją historią, możesz zrobić to tutaj: https://www.poronilam.pl/kontakt/podziel-sie-swoja-historia/

Pustka, której nie da się opisać słowami

Jestem mamą dwóch Aniołków-syna i córki. Pierwszą ciążę straciłam dokładnie w dzień Matki, drugą pół roku później….

O upragniony cud walczyłam ponad 3 lata.

Rodzina wie o poronieniach, jednak nie uznaje mnie za mamę, bo „dzieci nie żyją, a rodzicem jest ten kto ma żywe dzieci”.

Ogromny ból straty i żałoby połączony jest z bólem, że dla wielu nie jestem „prawdziwą” mamą….

wasze historie po poronieniu - kobieta trzymająca w ręku misia

Nic nie odda obwiniania się, myśli „jak dziś wyglądałoby moje dziecko?”.

Płacz, żałoba połączone są z chęcią posiadania dziecka i jednoczesnym strachem, że kolejna ciąża także skończy się stratą….

Borykam się z tym wszystkim sama.

Tego wydarcia serca, pustki, wyrwanej już na zawsze części mnie nie da się opisać  żadnymi słowami.

Mimo, że nasze dzieci nad nami czuwają i są bezpieczne w niebie nic i nikt nie jest w stanie ukoić rozpaczy po ich odejściu.

Autorka: Mama A i W

Jeżeli Ty też chcesz podzielić się swoją historią, możesz zrobić to tutaj: https://www.poronilam.pl/kontakt/podziel-sie-swoja-historia/

Szczęśliwe zakończenie

Przyszła pora podzielić się swoją historią… Pierwsza ciąża po pół roku starań, uregulowana tarczyca, insulinooporność. W 12. tygodniu krwawienie bez przyczyny, serduszko bije, pierwsze prenatalne, niskie białko PAPPA, ryzyko ZD mniej niż 300, na USG wszystko super. Zrobiliśmy Nifty – zdrowa dziewczynka. W międzyczasie włączony Acard.

wasze historie po poronieniu - kobieta pisząca swoją historię

3 dni po wyniku Nifty w 15. tygodniu kontrolna wizyta i nasze serca rozpadły się na miliony kawałków 💔 Iga odeszła 2 dni po prenatalnych 😥 23.02.2022r. – szpital, tabletki, łyżeczkowanie, pogrzeb…i wielka pustka…codziennie wizyty na cmentarzu (i utwierdzenie, że dobrze, że ją pożegnaliśmy, że wiemy gdzie jest). Skrócony macierzyński, potem L4 od psychiatry. Nie byłam w stanie wrócić do pracy i się uśmiechać, każdy widok dziecka wywoływał łzy.

Po trzecim okresie mieliśmy zielone światło, w międzyczasie zrobiliśmy badanie na trombofilię, wyszły 2 mutacje PAIi i MTHFR. Acard 75 od starań ze względu na to niskie białko PAPPA. Wielkanoc spędziliśmy nad morzem z dala od wszystkich aby odpocząć psychicznie i podładować moją tarczyce jodem. Głowę w domu zajęłam gotowaniem zgodnie z niskim indeksem glikemicznym (insulinooporność). Zaczęliśmy jeździć na rowerach. Chcieliśmy wiedzieć, że z naszej strony zrobiliśmy wszystko, żeby się udało.

I udało się, za pierwszym razem ❤️ 26 czerwca obchodziliśmy 1. rocznicę ślubu, 12 czerwca zobaczyliśmy 2 kreski 💕 Po konsultacji z gin zaczęłam brać luteinę, która została po straconej ciąży. Kolejny weekend spędziliśmy nad morzem, po powrocie beta i w ten sam dzień wizyta u gin, wszystko ok ❤️ Termin na… 23.02 ( rocznica Igi, uznaliśmy to za dobry znak). Kolejna wizyta – jest serduszko, włączamy Clexane.

Wszystko ok aż do 8 tygodnia. Lipcowe sobotnie popołudnie i nagłe krwawienie. Od razu wzięty Duphaston przepisany „w razie czego” przez gin i do szpitala, po drodze telefon do gin – akurat ma dyżur. Pocieszam się, że nie ma skrzepów.

Od razu USG, wszystko ok, krwawienie nie wiadomo skąd, gin proponuję pozostanie na obserwacji. Zostaję. Jedyne do czego dochodzą to, że za szybko zwiększona dawka Acardu z 75 na 150. Odstawienie na 2 dni i powrót do 75. Po 3 dniach wychodzę do domu, zalecenie oszczędnego trybu życia. Na prenatalnych lekarka żartuje, czy jadę na jakichś sterydach, bo wyniki mam 10x lepsze niż w poprzedniej ciąży. Powrót do 150 po skończonym 1. trymestrze.

Reszta ciąży bez komplikacji, jedynie z cukrzycą ciążową uregulowaną dietą. Jednak cała w obawach: każdy skurcz, mniej ruchów wywoływały strach o maleństwo (z resztą Wam tego nie muszę tłumaczyć).

Styczeń, synek nisko, nie wiadomo czy wytrwamy do lutego, znów oszczędny tryb życia. Wytrwaliśmy aż do wizyty w walentynki. Rozwarcie na palec mogę zacząć w każdej chwili rodzic, mąż decyduje, że bierze urlop. W nocy przed 2 odchodzą wody jedziemy do szpitala. 14 h próbuję urodzić naturalnie i nie daję rady, znieczulenie puszcza za szybko, kolejnego nie chcą dać, bo za szybko, a ja już ledwo kontaktuję. Krzyczę, płaczę, błagam o cesarkę, jakbym czuła, że jest coś nie tak. Karzą czekać jeszcze godzinę i dopiero zrobią cięcie. Ja już pół przytomna i nagle jest szybsza decyzja o cesarce: stół, cięcie i słyszę słowa, że owinięty 2 razy pępowiną (czyli prawdą jest, że matka czuje, gdy jest coś nie tak). Nareszcie słyszę ten wymarzony płacz ❤️

Synek za chwilkę kończy 3 miesiące ❤️ Wiem, że kolejna ciąża będzie jeszcze cięższa ze względu na to, że oszczędzanie się przy dziecku będzie cięższe do wykonania, że mam za sobą ciężki poród i gdyby nie to, że wiem od lekarza, że będzie czekać mnie kolejna cesarka (po której na szczęście w miarę szybko doszłam do siebie), to chyba nie zdecydowałabym się kolejny raz próbować (niestety te 14 h odcisnęło się mocno na mojej psychice).

Jak będzie? Czas pokaże, póki co muszę się zregenerować i mamy 1.5 roczny zakaz starań. Cieszymy się, że nasze marzenie się spełniło, było ciężko ale warto. A o córeczce pamiętamy i odwiedzamy z braciszkiem.

Nie poddawajcie się, szukajcie przyczyn i walczcie 💪 Mam nadzieję, że chociaż jednej z Was moja historia da wiarę, że i w Twoim życiu pojawi się 🌈. Nie żegnam się z Wami, czekam na kolejne pozytywne historie i ściskam wszystkie bardzo mocno 😘

Autorka: Paulina

Jeżeli Ty też chcesz podzielić się swoją historią, możesz zrobić to tutaj: https://www.poronilam.pl/kontakt/podziel-sie-swoja-historia/

Dla położnych: jak zadbać o siebie

Droga Położno, zadbaj o siebie, Twoja praca ma znaczenie.

Dziś ten tekst kieruję właśnie do Ciebie, widząc Ciebie i trud Twojej pracy, która każdego dnia przynosi nowe wyzwania. (…)

Dowiedz się więcej na temat tego, jak dbać o siebie w tej trudnej i wymagającej pracy. Artykuł przygotowała mgr Izabela Pelińska – psycholog i psychoterapeutka.

Położna – jeden zawód, tak wiele ról

Twoja wiedza, zaangażowanie, praca, Twoja obecność ma ogromne znaczenie. Nierzadko tak duże, że wykracza poza możliwości jednej osoby. Dla osób, którym zawodowo towarzyszysz bywasz nie tylko pielęgniarką ale i lekarzem, psychologiem, mamą, obiektem bezpieczeństwa, pierwszą osobą, od której słyszą wiele ważnych słów, pierwszą, która towarzyszy im w szczęściu i w cierpieniu, pierwszą, która ich
widzi, pierwszą, której ufają i pierwszą, która pomieszcza w sobie ich emocje. Uf… to dużo. To często za dużo dla jednej osoby. To łączenie w sobie wielu ról, specjalizacji, przestrzeni merytoryczno-emocjonalnych, których brakuje jednej osobie. A jednak to właśnie Twoje wyzwania w zawodowej codzienności, która dodatkowo zupełnie temu nie sprzyja.

Pracujesz dużo, w trybie zmianowym, ponad siły, często bez możliwości regulacji przed powrotem na kolejny dyżur, często bez wsparcia systemu i uznania tego jak ważna i potrzebna jest Twoja rola. Bez zaufania do Twojej specjalizacji i niezależnego zawodu. Niestety nierzadko jesteś też niezauważana, niedoceniona. Nikt nie uczył Cię jak przekazywać te najtrudniejsze informacje, jak poradzić sobie z emocjami innych, jak poradzić sobie ze swoimi.

W większości nie masz możliwości albo nie jesteś informowana, że możesz skorzystać z superwizji swojej pracy i zrozumienia tego co się stało, co zostało w Tobie i jak możesz o siebie zadbać.

Dwa kierunki wsparcia: jak zadbać o siebie i jak rozmawiać z innymi

Chciałabym aby ten tekst wybrzmiał dla Ciebie w dwóch kierunkach. Pierwszy to taki, jak możesz zadbać o siebie, swoje myśli, emocje pojawiające się w wyniku Twoich wyzwań zawodowych. Jak możesz wyciągnąć do siebie pomocną dłoń i choć trochę ukoić frustrację, złość, smutek, poczucie bezradności, niesprawiedliwości.

Drugi to taki, jak rozmawiać o tym co najtrudniejsze z osobami, którym towarzyszysz w stracie. Postaram się przybliżyć Ci kawałek narzędzi do tego, abyś czuła się może choć trochę mniej bezradna, zagubiona, aby łatwiej Ci się towarzyszyło.

Usłyszałam kiedyś od jednej położnej, że to co dla niej najtrudniejsze to właśnie poczucie zagubienia i ocena, która za tym idzie. Kiedy towarzyszy kobiecie doświadczającej straty ma poczucie pustki. Nie wie co powiedzieć, czy w ogóle coś mówić czy lepiej milczeć. „Czego ta kobieta potrzebuje? Co mogę, powinnam
zrobić żeby emocjonalnie nie pogorszyć sytuacji?”

Ja już na etapie tych pytań czuję ogromny ciężar, jaki w sobie nosisz. Presję i oczekiwania jakie czujesz, że musisz spełnić. Położna, o której wspomniałam dodała jeszcze jeden kawałek. „Nie mówię nic, bo ostatecznie w wyniku bezradności pojawia mi się blokada, milczę i wychodzę. Wyglądam wtedy na totalnie obojętną i lekceważącą ale nie jestem taka i nie chce być tak odbierana… nie umiem jednak inaczej…” Znasz to? Czujesz, że to trochę o Tobie? Nie jesteś sama. Powtórzę, masz niesamowicie trudną rolę mieszającą wiele innych oczekiwań. Przykro mi, że system tak często Cię nie wspiera.

Metafora napełnianej szklanki

Aby zrozumieć, co dzieję się z Tobą w sytuacji, kiedy Twoje zadania przekraczają Twoje możliwości spróbuj wyobrazić sobie szklankę, do której każda wpadająca kropla to kolejne wyzwanie, z którym mierzysz się w pracy, każda kolejna rola, w której jesteś obsadzana, każda kolejna przeszkoda po stronie systemu, w którym pracujesz, każda kolejna trudna historia, której towarzyszysz, każda kolejna silna emocja, którą odczuwasz lub którą pomieszczasz w kontakcie z innymi.

Kiedy te krople wpadają do szklanki jedna po drugiej, nie robiąc dla siebie wzajemnie miejsca, kiedy sama nie wylewasz ich co jakiś czas, w pewnym momencie woda zaczyna się z tej szklanki wylewać. Przepełniła się, osiągnęła swój limit. To trochę tak jak z Tobą. Aby Twój układ nerwowy mógł działać prawidłowo musi dążyć to pewnej równowagi.

W odpowiedzi na różnego rodzaju wyzwania, musisz doświadczać również wsparcia, odpoczynku, wylewając tym samym wodę ze szklanki zanim ta sama się napełni. Musi dążyć do samoregulacji czyli zachowania równowagi i stabilności wewnętrznej. Tak jak w metaforze wyżej, woda ze szklanki po prostu się wyleje, tak przewlekłe doświadczanie stresu i brak samoregulacji może prowadzić do wielu problemów zdrowotnych – chorób serca, zaburzeń snu, zaburzeń psychicznych, somatycznych czy choćby wypalenia zawodowego.

Sposoby na samoregulację

Oto kilka sposobów na samoregulację i zachowanie równowagi między wyzwaniami a wsparciem siebie:

Nazwij co czujesz.

Zatrzymaj się na chwilę i spróbuj wyodrębnić wszystkie emocje, które się
w Tobie pojawiają. Nie musisz ich jeszcze rozumieć, nie musisz ich jeszcze łączyć z konkretnymi wydarzeniami. Póki co spróbuj je wyodrębnić, zrobić na nie przestrzeń, uznać i zaufać, że z jakiegoś powodu tak się czujesz i to w porządku.

Zastanów się teraz, jak Ty potrzebujesz pobyć ze swoimi uczuciami?

Czasami nazwanie swoich emocji i pozwolenie na ich przeżycie jest już wystarczające. Być może potrzebujesz jednak zrobić coś więcej. Może ważna byłaby rozmowa z kimś, kto usłyszy i zrozumie to z czym się mierzysz? Być może partner/partnerka, inna bliska osoba, koleżanka z pracy, która czuje się podobnie a może psychoterapeuta,
który pomoże zrozumieć to co się z Tobą dzieję towarzysząc Ci w poszukiwaniu związku Twoich aktualnych przeżyć z tymi z Twoich wcześniejszych doświadczeń i relacji? Może role, w których jesteś obsadzana będąc położną mocno kontaktują Cię z innymi doświadczeniami, na które nie masz zgody? Które przekraczają
Twoją granicę i uniemożliwiają bycie otwartą, podążającą ale jednocześnie w zgodzie ze sobą?

Skorzystaj z superwizji

Wiem, że pojawiają się przestrzenie na superwizje czy wsparcie grupowe dla położnych. Są to spotkania, które pozwalają nazwać różne trudne przeżycia w gronie osób, które mają podobne doświadczenia. Usłyszeć, że nie jesteś w tym sama, że wszystko z Tobą w porządku, a trud który odczuwasz to trud Twojego zawodu, to nie Ty. To spotkania, w których możecie wspólnie wymieniać się swoimi doświadczeniami, tym co pomocne, tym jak możecie o siebie dać. To spotkania, w których możesz zostawić
kawałek swojego zmęczenia, bezradności, poczuci niesprawiedliwości czy bezradności ale i takie, które pomogą zrozumieć. Być może istnieje już takie miejsce i możesz do niego dołączyć. Jeśli nie, może jest szansa by powstało w miejscu, w którym pracujesz?

Pamiętaj o aktywności ruchowej

To czego możesz potrzebować, aby zachowywać równowagę w swojej codzienności to
aktywność fizyczna. Jej działanie jest istotne z różnych perspektyw. Dzięki aktywności fzycznej nie tylko lepiej dotleniamy mózg wzmacniając pracę układu nerwowego ale znajdujemy kolejne działania, które pozwolą nam rozładować nasze emocje. Być może masz te doświadczenia, że po dobrym treningu czujesz się jakoś lżej. Biegając, Twoje myśli się porządkują. Sprzątając, dajesz możliwość wybrzmieć złości zgodnie
z jej energią i intensywnością. Spacerując na świeżym powietrzu znajdujesz chwilę na głębokie oddechy i zatrzymanie się na swoich potrzebach.

Jedz zdrowo

Kolejnym ważnym aspektem tego, jak zadbać o siebie jest nasz sposób odżywiania. Modne od jakiegoś czasu hasło mówi, ze jelita to nasz drugi mózg. Myślę sobie, że sposób naszego odżywiania, to jakie wartości sobie przekazujmy na ogromne znaczenie dla pracy naszego mózgu, energię, którą odczuwamy, a za tym postrzeganie siebie jako osobę kompetentną, z dostępem do zasobów. „Karmiąc” siebie zdrowymi posiłkami, „karmimy” się energią i ochroną do stawiania czoła wyzwaniom dnia
codziennego.

Śpij dobrze

Podobnie jest ze snem. Czy dbasz o swoją higienę snu? Kładziesz się odpowiednio
wcześnie aby móc przespać odpowiednią dla Ciebie ilość godzin? Czy udaje Ci się wyciszać przed pójściem spać czy raczej bodźcujesz się ekranem telefonu i informacjami ze świata, które spokojnie mogą poczekać do kolejnego dnia? Tak jak istotna jest przestrzeń na emocje, aktywność fizyczną, dietę, tak istotna jest
przestrzeń na sen. Trudno pomieścić w sobie różne emocje i niesamowicie trudne historie, kiedy nasze potrzeby snu, odpoczynku i regeneracji są tak mocno zaniedbane. Może i u Ciebie potrzebna jest tu zmiana?

Zadbaj o ciało

Niejednokrotnie nasze emocje zbierają się w naszym ciele. Świadomie mamy poczucie, że przecież wszystko jest w porządku, nie dzieje się nic szczególnego, a jednak wciąż towarzyszy nam ból głowy, kręgosłupa, brzucha, mierzymy się z nawracającymi infekcjami. Z jednej strony to może być historia o tym, że musisz bardziej zadbać o odpoczynek, sen, zdrowie. Z drugiej, niewyrażane czy nieuświadamiane
emocje bardzo często znajdują swoje odzwierciedlenie właśnie w dolegliwościach somatycznych. To, do czego chciałabym Cię zaprosić, to zadbanie o swoje ciało, nie zapominając, jak bardzo łączy się ono z psychiką. Pomocne mogą być różnego rodzaju masaże ale też treningi relaksacyjne jak np. trening relaksacyjny Jacobsona lub trening autogenny Schultza. Jeśli masz problem z zaśnięciem, treningi mogą okazać się pomocne.

Podsumowanie

Droga Położno, tak jak trudna wydaje mi się Twoja praca ze względu na wielość ról, w których jesteś obsadzana, tak trudne jest towarzyszenie innym w stratach i sytuacjach zagrażających życiu i zdrowiu.

Pomieszczanie w sobie emocji innych, bólu, cierpienia, lęku kontaktuje nas często z własnymi równie trudnymi doświadczeniami. Ponadto, nierzadko budzi w nas uczucie bezradności i natychmiastową potrzebę poszukiwania rozwiązań. To zaprasza to dawania dobrych rad lub skupianiu na zadaniach, nie emocjach. Mimo że masz wówczas dobre intencje, taki rodzaj komunikacji najczęściej nie sprzyja
w przeżywaniu tego co tak trudne. I choć w idealnym świecie, dostępni byliby inni specjaliści, którzy zdjęliby z Twoich barków choćby te trudne rozmowy to jednak mam nadzieję, że powyższy tekst dał Ci kilka narzędzi aby łatwiej towarzyszyło Ci się innym w ich wyzwaniach.

Mam też nadzieję, że dzięki temu artykułowi zatrzymasz się na tym, czy dbasz o siebie wystarczająco, czy jesteś empatyczna dla samej siebie, a jeśli odpowiedź będzie przecząca, to, że znajdziesz dla siebie możliwe przestrzenie do zmiany aby było Ci nieco łatwiej.

Autor:

Izabela Pelińska
Izabela Pelińska
Psycholożka, Psychoterapeutka

Zbyt krótka historia – poronienie po wielu staraniach

Mam 32 lata i jestem jedną ze zwykłych twarzy w tłumie, nie zatrzymasz na mnie wzroku, niczym nie wyróżniam się na tle tysiąca osób. Stoję sama, a deszcz cicho spływa po moich policzkach. Z moim partnerem poznaliśmy się 7 lat temu, od razu chcieliśmy mieć dziecko. Nie wychodziło…

wasze historie po poronieniu

Pochodzę z niewielkiego miasta na południu Polski, po roku intensywnych starań poszliśmy do lokalnego ginekologa. Diagnoza: „Proszę zrzucić kilka kg i się nie poddawać”. Podziękowaliśmy. Od dziecka choruje na Hashimoto-endokrynolog, zbijamy TSH poniżej 1. Nadal zero rezultatów. Najgorsze w tym wszystkim było to, że wiecznie nas odsyłano gdzieś. „Proszę zrobić badanie i przyjść za miesiąc”. Jedni lekarze widzieli policystyczne jajniki, inni – mocno się tej diagnozie sprzeciwiali.

Trafiliśmy do kliniki niepłodności. Wszystkie badania na miejscu, omówienie naszego przypadku i plan leczenia w 4 h!!! Byliśmy przeszczęśliwi. Moja przypadłość-brak jajeczkowania. Leki, zastrzyki, załatwianie wolnego w pracy, wizyty w klinice, kilka tysięcy złotych zainwestowane w nasze marzenie.

Pierwszy cykl nie przyniósł spodziewanego efektu, kolejna jedna kreska na teście ciążowym. Łzy, bezsilność. Telefon do kliniki – moja p. doktor ma wolne, ktoś ma ją zastąpić. Wizyta, powrót do domu, kolejna za kilka dni. Nie zostały przepisane mi leki, stracony cykl? Nie. moja p. doktor się nie poddaje – cykl przyspieszony, hiperstymulacja – efekt dwie komórki jajowe i podwójna szansa na szczęście.

2 tygodnie później dwie kreski, świat wirował wokół mnie. Czułam się świetnie, pierwsze zakupy ciuszków z ukochanym. „I love daddy” – napis na bluzeczce wywołuje u mnie łzy. Przez pierwsze 4 tygodnie robiłam betę, pięknie rosła. W 6 tygodniu wizyta – zobaczymy serduszko. Kilka badań dzień przed i jedziemy zobaczyć naszą kruszynkę po raz pierwszy.

Dzień przed wizytą przyszedł wynik bety: 800. Poczułam ukłucie. Na wizytę jechałam już z tą świadomością, że moje dziecko nie żyje. Nie jestem lekarzem, ale…. Przeczucie?? Coś strasznego. Nigdy w życiu nie czułam czegoś takiego. Płakałam.

Pani doktor powiedziała, że dziecko się zatrzymało, na USG było widać kropeczkę, ale niestety. Dla potwierdzenia jeszcze jedna beta, spadła o 200… To jest takie uczucie, jakby ktoś zamknął Cię w ciemnej piwnicy, a ty nie widzisz niczego poza ciemnością. Niech pani odstawi Duphaston i czeka na krwawienie. Mija tydzień. Ktoś mnie pilnuje, żebym się myła, a ktoś inny, żebym jadła, ktoś przychodzi i wychodzi. Chcę moje dziecko! Dlaczego ja? Dlaczego moje dziecko? Nikt nie odpowiada.

Nadesłała: Patrycja