Jedna na sześć…

Mam 32 lata, wspaniałego rocznego synka i kochającego narzeczonego.
Kiedy mały się urodził wiedziałam już, że chcę mieć drugie dziecko jak najszybciej się uda, żeby była mała różnica wieku między nimi.

aniołek

Kwiecień

Cały czas karmie piersią. Pierwszą miesiączkę dostałam w kwietniu – 11 miesięcy od porodu. Zaczęliśmy konkretne starania. Kupiłam testy owulacyjne, ciążowe… zrobiłam w połowie test owulacyjny, trafiłam. W okolicy spodziewanej miesiączki zrobiłam test – w sumie niepotrzebnie, bo zaraz potem dostałam okres, trudno. Spróbujemy przy następnej.

Maj

Druga miesiączka i znowu test owulacyjny pozytywny. Pierwszy test ciążowy zrobiłam chyba 9 dni po owulacji – negatywny, ale 2h później wyciągnęłam test z kosza i była tam – ledwo co widoczna, blada kreseczka obok drugiej wyraźnej – nie mogłam uwierzyć. Chciałam skakać z radości. Zrobiłam jeszcze 11 testów każdego dnia jeden, z dnia na dzień kreska była coraz wyraźniejsza, potem przyszedł dzień miesiączki i nic. Umówiłam się na wizytę.

Ostatni test zrobiłam w dniu wizyty – pozytywny

Był to 6 tydzień, USG pokazało pęcherzyk, szczęście ogromne. Dostałam skierowanie na badania laboratoryjne, następna wizyta za 2 tyg.

8 tydzień. Na USG bijące serduszko, lekarz nie miał zastrzeżeń, wszystko prawidłowo się rozwija, kolejne skierowanie i za 2 tygodnie wizyta, mam przyjść wcześniej do położnej założymy kartę ciąży.

10 tydzień. Podobnie jak w pierwszej ciąży nie miałam żadnych nudności czy wymiotów, czasem pobolewał mnie delikatnie brzuch, ale wcześniej też tak było więc się nie przejmowałam. W zasadzie odkąd się dowiedziałam o ciąży to chuchałam i dmuchałam na siebie. Podekscytowana poszłam na wizytę, dostałam kolejną moją kartę ciąży, namacalny dowód mojego szczęścia rozwijającego się w brzuchu. Lekarz robi USG. „Bardzo mi przykro, ale ciąża się nie rozwija.” Pokazał mi USG… brak bijącego serduszka…. Jak to, przecież wszystko było w porządku…

Umarłam…

Dostałam skierowanie do szpitala na obserwację – niech inny lekarz jeszcze zobaczy.
Dzień wcześniej siedzieliśmy w domu, przyszła do nas mama narzeczonego i śmiałam się do niej, że chciałabym tak jak on, który wrócił właśnie z 2 dniowego wyjazdu na ryby pojechać gdzieś „na noc” odpocząć… wyjść z domu… wiem, że w chwili jak to mówiłam moje dziecko już nie żyło, ale mimo to mam poczucie, że powiedziałam to w złą godzinę… że wywołałam wilka z lasu… nie przypuszczałam że tak szybko będzie „okazja”…

Pojechaliśmy jeszcze tego samego dnia do szpitala

Po raz pierwszy musiałam zostawić synka samego, bez mamy. Przyjęli mnie na oddział, w sali leżałam sama. Zrobili badanie i USG, pobrali krew na beta HCG. Nie miałam złudzeń, nie musieli nic mówić, widziałam ich twarze… rano pobrali krew na jeszcze jedno beta HCG, kolejne USG. Tym razem pani doktor… potwierdziła to, co już wszyscy wiedzieli – ciąża martwa sama już zanika. Dostałam tabletki na wywołanie krwawienia, po 5h zabrali mnie na zabieg…

Obudziłam się PUSTA… tak namacalnie pusta, że to chyba niemożliwe. Jeszcze dzień wcześniej czekałam na moje maleństwo, a teraz nie ma już nic, żadnego śladu… tylko ten ból w sercu..

Pamiętam jak pani doktor przy ostatnim USG powiedziała że takich ciąż nie ma co żałować nawet i rozpamiętywać, że gdyby była zdrowa to by nie umarła… że jestem młoda, mam synka przecież i że zajdę w kolejną ciążę.. Że lepiej teraz niż np w bardziej zaawansowanej ciąży… Jak można powiedzieć coś takiego kobiecie która straciła właśnie dziecko…. „Nie warto żałować… lepiej teraz jak później…” A ma to znaczenie, na którym etapie to się stało? Ja już kochałam tą kruszynę…

Wiem, że 1 na 6 ciąż kończy się poronieniem w I trymestrze

Tak już to wiem, wiem też, że połowa ciąż kończy się w 4-5 tyg i kobiety nawet nie podejrzewają, że były w ciąży, po prostu dostają kolejną miesiączkę…
Leżałam w szpitalu i przez korytarz słyszałam bicie serduszek na KTG u innych ciężarnych, potem słyszałam płacz noworodków i dusiłam się, umierałam… zastanawiałam się dlaczego to ja nie mogę leżeć po drugiej stronie korytarza, dlaczego to nie moje dzieciątko płacze… dlaczego to ja byłam tą 6 ciężarną ze statystyki…

Potem przypomniałam sobie jak siedziałam w poczekalni czekając na pierwszą wizytę, obok siedziały dwie kobiety, które się znały. Jedna żaliła się że po 18 latach zaliczyła wpadkę, że jak zobaczyła dwie kreski na teście to się załamała i ryczała tydzień i powiedziała wtedy „no trudno, stało się… nie chce, ale co zrobię?”… Teraz sobie myślę.. wiem, że nie powinnam bo nikomu nie powinno się to przytrafić…. Ale skoro ona nie chciała tej ciąży, to czemu ona nie mogła być tą 1 na 6…

Kiedy następnego dnia po zabiegu, lekarz mnie wypisał, w zasadzie wybiegłam ze szpitala, nie mogłam tam przebywać chwili dłużej…
Teraz wszyscy się pytają jak się czuję… co mam im powiedzieć… że dobrze? Kiedy wcale tak nie jest, fizycznie ok, nic mnie nie boli… a psychicznie? Źle, okropnie, czuję niewyobrażalny żal, złość , chce mi się ryczeć i krzyczeć. Kiedy jestem z synkiem, czy narzeczonym nic nie pokazuje po sobie, on też to przeżywa. Rodzina wie co się stało, poprosiłam ich żeby już nie pytali się codziennie jak się czuję bo i tak nie zrozumieją. Ja nie potrafię o tym rozmawiać, nawet jakbym chciała to po prostu zaczynam płakać. Zresztą przecież nie mogę im powiedzieć jak rozsypaną mam psychikę bo wiem, że nikt nie chce słyszeć takich rzeczy, mało przyjemne to jest więc się uśmiecham po prostu…

W ciągu dnia funkcjonuję naprawdę dobrze, mam przecież dziecko, które mnie potrzebuje cały czas, mam dla kogo żyć i po co żyć, więc żyje dalej, ale kiedy kładę się spać i zostaje z myślami sama, albo rano zaraz po przebudzeniu czuję tą straszną PUSTKĘ i za każdym razem przypomina mi się, że już nie ma mojego dzieciątka…
W klatce obok sąsiadka niedługo będzie rodzić, w bloku obok inna też… cieszyłam się, że zaraz i ja będę miała taki brzuszek, śmiałam się do narzeczonego że nasze dzieci będą się razem bawić, teraz ich widok sprawia mi ból… po prostu zazdroszczę im…

Wiem, że jak tylko dostane zielone światło od lekarza będziemy się starać ponownie…
Czytałam już, że kolejna ciąża po poronieniu może przebiegać książkowo bez żadnych problemów, zagrożeń czy komplikacji i że najczęściej tak jest… ale wcale mnie to nie uspokaja…

en strach… strach i obawa, a co jeśli to się zdarzy znowu… już będzie ze mną zawsze…

Autor: Ma

Urlop macierzyński w czasie urlopu wypoczynkowego

Poroniłam w czasie urlopu wypoczynkowego. Czy mogę skorzystać z urlopu macierzyńskiego przysługującego po stracie ciąży?

Jeśli kobieta poroniła w czasie urlopu wypoczynkowego lub gdy wzięła go zaraz po poronieniu (by dopełnić wszelkich formalności) pracodawca powinien anulować urlop wypoczynkowy i udzielić urlopu macierzyńskiego. Zgodnie z artykułem 1801. § 1 Kodeksu Pracy po urodzeniu martwego dziecka lub gdy śmierć nastąpiła przed upływem 8 tygodni jego życia, pracownica ma prawo do wykorzystania 56 dni urlopu macierzyńskiego.

Urlop macierzyński w czasie urlopu wypoczynkowego Czytaj dalej →

Od kiedy liczony jest urlop macierzyński po poronieniu?

Czekam na dokumenty uprawniające do przejście na urlop macierzyński. Od jakiego momentu pracodawca będzie liczył 8 tygodni urlopu, które mi przysługują?

Skrócony urlop macierzyński po poronieniu wynosi 56 dni (8 tygodni). Czas ten zawsze liczony jest od dnia poronienia – nie od momentu dostarczenia dokumentów pracodawcy. Oznacza to, że jeśli dokumenty zostaną przekazane pracodawcy np. 6 dni po stracie dziecka, urlop nie zostanie przesunięty o ten czas. W takim przypadku kobieta będzie mogła przebywać na urlopie macierzyńskim jeszcze 50 dni.

Urlop macierzyński po poronieniu – symbol prawa i ochrony praw kobiet po stracie dziecka

Między poronieniem a urlopem macierzyńskim nie ma możliwości powrotu do pracy. Uniemożliwi to bowiem skorzystanie z tego prawa i odebranie zasiłku macierzyńskiego. W czasie oczekiwania na dopełnienie wszystkich formalności kobieta najczęściej otrzymuje od lekarza L4. Jest ono płatne 70% (przy pobycie w szpitalu) lub 80% (przy pobycie w domu), podczas gdy urlop macierzyński po poronieniu to zasiłek w wysokości 100% kwoty stanowiącej podstawę jego wymiaru. Po złożeniu wniosku o urlop macierzyński L4 zostaje na niego zamienione. To samo dotyczy urlopu wypoczynkowego.

Warto zdawać sobie sprawę, że urlop macierzyński przysługuje każdej pracującej kobiecie (chodzi o umowę o pracę). Moment poronienia, wielkość dziecka czy inne czynniki nie mają w tym przypadku żadnego znaczenia.

Zgodnie z artykułem 180. § 1 Kodeksu Pracy po urodzeniu martwego dziecka (dotyczy to również poronienia, bez względu na tydzień ciąży) pracownica ma bowiem prawo do wykorzystania 56 dni urlopu macierzyńskiego.

Sprawdź, co zmieniło się w urlopie macierzyńskim po poronieniu

W tym materiale krótko wyjaśniamy, kto może skorzystać z urlopu macierzyńskiego po poronieniu, ile on trwa, od kiedy jest liczony i jakie dokumenty są obecnie potrzebne. To uporządkowane podsumowanie najważniejszych informacji dla kobiet, które po stracie chcą szybko odnaleźć się w swoich prawach.

Jakie formalności są więc konieczne do przejścia na urlop macierzyński?

Od 6 sierpnia 2025 r. skorzystanie z urlopu macierzyńskiego po poronieniu jest prostsze niż wcześniej. Nie trzeba przechodzić przez rejestrację dziecka w Urzędzie Stanu Cywilnego i przedstawiać pracodawcy aktu urodzenia z adnotacją o martwym urodzeniu. (chyba że rodzice chcą zarejestrować dziecko i uzyskać taki akt).

Aby uzyskać urlop macierzyński po poronieniu, pracownica składa u pracodawcy wniosek o urlop oraz jeden z dokumentów potwierdzających martwe urodzenie dziecka:

  • odpis skrócony aktu urodzenia dziecka z adnotacją, że dziecko urodziło się martwe, albo
  • zaświadczenie o martwym urodzeniu wystawione na podstawie dokumentacji medycznej.

Takie zaświadczenie może wystawić wyłącznie:

  • lekarz posiadający tytuł specjalisty w dziedzinie położnictwa i ginekologii,
  • lekarz w trakcie specjalizacji w dziedzinie położnictwa i ginekologii,
  • położna.

To oznacza, że ustalenie płci dziecka nie jest już konieczne, aby skorzystać z urlopu macierzyńskiego po poronieniu i otrzymać zasiłek macierzyński, jeśli podstawą jest zaświadczenie o martwym urodzeniu. Nadal jednak możesz skorzystać także z dotychczasowej ścieżki, czyli przedstawić pracodawcy akt urodzenia z adnotacją o martwym urodzeniu, jeśli został sporządzony.

W praktyce oznacza to, że karta martwego urodzenia po poronieniu nadal może być ważnym dokumentem, jeśli rodzice chcą zarejestrować dziecko w Urzędzie Stanu Cywilnego. W takiej sytuacji konieczne jest ustalenie płci dziecka, ponieważ bez tej informacji nie można sporządzić karty martwego urodzenia potrzebnej do rejestracji.

W niektórych przypadkach, szczególnie po wczesnym poronieniu, gdy płeć nie jest możliwa do określenia na podstawie dokumentacji medycznej, pomocne może być genetyczne badanie płci. Dzięki niemu można ustalić płeć dziecka i uzyskać dokumenty potrzebne do rejestracji w USC, a następnie akt urodzenia z adnotacją o martwym urodzeniu.

Jeśli jednak kobieta nie chce lub nie może przechodzić tej ścieżki, od 6 sierpnia 2025 r. może skorzystać z uproszczonego rozwiązania, czyli przedstawić zaświadczenie o martwym urodzeniu wystawione przez uprawnionego lekarza lub położną.

Pracodawca nie ma prawa żądać dodatkowych dokumentów medycznych ponad dokument wymagany przez przepisy. Jeśli przedstawisz prawidłowy dokument, powinien udzielić urlopu macierzyńskiego po poronieniu.

Pobierz gotowy wzór zaświadczenia o martwym urodzeniu

Stworzyliśmy gotowy wzór zaświadczenia o martwym urodzeniu po pobrania, aby ułatwić Ci przejście przez formalności po stracie. Dzięki niemu możesz zobaczyć, jakie informacje powinny znaleźć się w dokumencie i co warto sprawdzić przed jego złożeniem.

Zobacz więcej

 

Łyżeczkowanie a ciąża – jakie ryzyko dla matki, jakie szanse na dziecko?

Komplikacje po łyżeczkowaniu występują rzadko, zwłaszcza gdy zabieg wykonuje doświadczony lekarz. W większości przypadków kobieta już po kilku tygodniach może zajść w kolejną ciążę. Zdarza się jednak, że pojawiają się krwawienia, zrosty lub blizny, dlatego temat budzi wiele pytań i obaw. W artykule wyjaśniamy, kiedy wykonuje się łyżeczkowanie po poronieniu, jakie niesie ono ryzyko oraz jakie są realne szanse na urodzenie dziecka w przyszłości.

Łyżeczkowanie a ciąża - fotel ginekologiczny w gabinecie lekarskim

Ciąża po łyżeczkowaniu – czy jest możliwa?

Tak. Kolejna ciąża po łyżeczkowaniu możliwa jest wtedy, kiedy nastąpi całkowite wygojenie organów rodnych, a u kobiety pojawi się owulacja. Zwykle ten okres trwa ok. 2-8 tygodni. Jest to jednak kwestia bardzo indywidualna, którą należy skonsultować z lekarzem, pamiętając również o przywróceniu równowagi psychicznej.

Czytaj więcej: Kiedy starać się o ciążę po poronieniu?

Jakie są możliwe powikłania po zabiegu łyżeczkowania?

Chociaż zabieg jest bezpieczny, w nielicznych przypadkach po łyżeczkowaniu mogą pojawić się skutki uboczne i komplikacje. Występują one najczęściej wtedy, gdy łyżeczkowanie jest zbyt głębokie. Są to krwawienia, infekcje i zespól Ashermana (pojawienie się blizn i polipów). To ostatnie schorzenie może negatywnie wpłynąć na płodność, jednak są to przypadki bardzo rzadkie.

Kiedy wykonuje się łyżeczkowanie?

Po poronieniu łyżeczkowanie zalecane jest wtedy:

  • macica nie oczyszcza się samoistnie,
  • istnieje ryzyko krwotoku lub zakażenia,
  • występuje zaśniad groniasty.

Przy wczesnym poronieniu (do 12. tygodnia) często nie ma potrzeby wykonywania zabiegu łyżeczkowania.

Kobieta siedzi przy biurku, zachęta do skorzystania z bezpłatnego i anonimowego czatu z konsultantką medyczną w celu poznania przyczyny poronienia.

 

Na czym polega zabieg łyżeczkowania

Zabieg polega na wprowadzeniu do macicy specjalnego przyrządu – w kształcie łyżeczki lub elektrycznego – i usunięciu pozostałych tkanek oraz pobraniu fragmentu do badania. Łyżeczkowanie trwa ok. 5-10 minut i przeprowadzane najczęściej w znieczuleniu miejscowym (czasami ogólnym). Jest to więc zabieg szybki bezbolesny, do którego nie trzeba się przygotowywać. Zwykle kobieta od razu może udać się do domu, otrzymując L4 na kilka dni. Po zabiegu konieczny jest bowiem odpoczynek i unikanie wysiłku. Może pojawić się również krwawienie (obecne od kilku dni do dwóch tygodni), w czasie którego należy używać podpasek, a zrezygnować z tamponów.


Zobacz też:

FAQ – najczęstsze pytania i odpowiedzi?

1. Czy po łyżeczkowaniu można zajść w kolejną ciążę?

Tak. Ciąża po łyżeczkowaniu jest możliwa po wygojeniu macicy i powrocie owulacji, co u większości kobiet następuje w ciągu kilku tygodni.

2. Kiedy najlepiej starać się o ciążę po łyżeczkowaniu?

Choć owulacja może pojawić się już po 2–8 tygodniach, wielu lekarzy zaleca odczekanie około 3 miesięcy, a czasem do 6 miesięcy. Daje to organizmowi czas na pełną regenerację fizyczną i psychiczną oraz zmniejsza ryzyko powikłań.

3. Czy łyżeczkowanie zwiększa ryzyko niepłodności?

Nie. W zdecydowanej większości przypadków zabieg nie wpływa negatywnie na płodność. Powikłania, takie jak zrosty w jamie macicy, zdarzają się rzadko i najczęściej przy wielokrotnych lub głębokich zabiegach.

4. Jakie powikłania mogą wystąpić po łyżeczkowaniu?

Najczęściej są to krwawienia lub infekcje. Bardzo rzadko może dojść do powstania zrostów lub blizn w macicy (zespół Ashermana), które mogą utrudniać zajście w ciążę.

Źródło

  • Berek & Novak’s Gynecology, Wolters Kluwer, aktualne wydania (po 2019 r.) – jedno z najważniejszych współczesnych podręczników ginekologii, opisujące m.in. zabiegi wewnątrzmaciczne, łyżeczkowanie, możliwe powikłania oraz ich wpływ na płodność.
  • Williams Gynecology,McGraw-Hill Education, aktualne wydania – nowoczesny podręcznik akademicki obejmujący zagadnienia poronień, postępowania po łyżeczkowaniu oraz planowania kolejnej ciąży.
  • Obstetrics and Gynecology – red. Jonathan S. Berek, Wolters Kluwer, aktualne wydania – kompleksowe, oparte na aktualnych badaniach podejście do diagnostyki i leczenia w położnictwie, w tym opieki po poronieniu.