Odebrana nadzieja

Piszę tą historię jako swego rodzaju oczyszczenie. Chcę iść dalej, przestać płakać…Oto moja historia:

odebrana nadzieja

 

W październiku zaszłam w ciążę, długo z mężem się nie staraliśmy, udało się w pierwszym cyklu starań. Z wizytą ginekologiczną postanowiłam poczekać do około 8 tygodnia ciąży, aby mieć pewność, że na badaniu USG będzie widoczne już dzieciątko. I tak też zrobiłam.

Na pierwszą wizytę jako „ciężarna” udałam się 24 listopada i wtedy załamał mi się świat. Na początku badania Pani Doktor odwróciła ekran z obrazem USG w moją stronę i pokazała mi moją małą Kruszynkę. Mówiła, że jak na 8 tydzień to już kawał Misia.

Po chwili ciszy bez słowa odwróciła monitor w swoją stronę. Poczułam, że coś jest nie tak. Jej mina nie była już taka radosna jak na początku. Po chwili usłyszałam, że serduszko nie bije. W jednej chwili mój świat rozleciał się na kilka kawałków.

29 listopada zostałam skierowana do szpitala na łyżeczkowanie, gdyż było to poronienie chybione – mój organizm nie dopuszczał do siebie myśli, że ciąża obumarła. W szpitalu spędziłam 2 dni.
Następnie rekonwalescencja, powrót do normalności. Tak mi się wydawało, że do normalności. Dziś mija 3 miesiące kiedy pożegnałam się z moim Aniołkiem.. Dalej boli..

Autor: Ola


Jeśli chcesz podzielić się swoją historią prześlij ją poprzez formularz dostępny na: https://bit.ly/3aPNL4E lub  napisz do nas na adres info@poronilam.pl

Opowiem Wam moją historię…

W maju 2020 roku dowiedziałam się ze po 6 miesiącach starań udało mi się zajść w ciążę, naszą wymarzoną ciążę. Postanowiłam zrobić narzeczonemu niespodziankę. Wyjechaliśmy na krótki majowy urlop, fajnie się złożyło bo narzeczony miał urodziny, postanowiłam zrobić mu prezent.

Opowiem Wam moją historię...

Dzień przed wyjazdem byłam u ginekologa aby potwierdzić ciążę, dostałam zdjęcie naszej fasolki. Byłam taka szczęśliwa. Wiedziałam jaki prezent chcę podarować narzeczonemu. Gdy już byliśmy na domku, usiedliśmy wieczorem na tarasie ja z kubkiem herbaty a narzeczony ze szklaneczką whisky. Nie wytrzymałam i podarowałam prezent mojemu narzeczonemu dzień przed jego urodzinami.

Dałam mu pudełeczko (w którym był pozytywny test ciążowy) i powiedziałam: Życzę Ci abyś kochał nas końca świata.! Wziął, otworzył pudełeczko… A po chwili dostał ode mnie zdjęcie naszej fasolki, nie zapomnę nigdy jak bardzo się ucieszył, jak jego oczy zeszkliły się łzami szczęścia, jak mocno mnie przytulił. Z ta wspaniałą wiadomością, radością spędziliśmy we dwoje kilka dni. Tak mijały tygodnie, miesiące, szczęśliwe miesiące to była nasza wymarzona ciąża, wymarzona córeczka.

30 września pojechaliśmy jak co 3 tygodnie na kontrolę. Nigdy nie zapomnę tego dnia. Położyłam się do badania usg. Po chwili bardzo się zaniepokoiłam i ogarnął mnie strach, lęk, po czym lekarz mówi : Mam dla was złą wiadomość, nie widzę serduszka. Ziemia nam się zapadła, serce mi pękło, czułam jak pęka, pamiętam tylko mój krzyk , płacz, narzeczony cały czas mnie przytulał. To był nasz 25 tydzień ciąży, nasze najwspanialsze 25 tygodni. Córeczce przestało bić serduszko.

Dostałam skierowanie do szpitala. 1 października rano udaliśmy się z narzeczonym do szpitala, wiedziałam że muszę naszą córeczkę urodzić. Bardzo się bałam i najgorsze że narzeczony nie mógł być ze mną. Gdy już byłam na sali, byłam sama, położna była moim aniołem, cały czas była przy mnie, zaglądała, powiedziała mi jak to będzie wszystko wyglądać, wybrałyśmy ubranka dla naszej Weronisi, dostałam ulotkę z poroniłam.pl dzięki również wam wiedziałam co dalej mam robić. Bardzo się bałam, bardzo.

Narzeczonemu udało się zaparkować samochodem pod moim oknem szpitalnym, był cały czas w nim, cały czas byliśmy na kamerce. Dostałam tabletki na poronienie, od około godziny 18 zaczęły się skurcze, były bardzo bolesne, momentami myślałam że i ja umieram. Mimo że narzeczonego nie było przy mnie to wiedziałam że jest za oknem, był cały czas, cały poród na kamerze. Wiedziałam że jest, miałam w nim tak duże oparcie, wiem ze bez niego nie dałabym rady.

O 23.20 urodziłam nasza Weronisie. Była taka piękna, tak bardzo podobna do taty, miała jego rączki, jego stopki i tak długie nóżki, nasze kochane 380 gram. Miałam ją na rączkach, nasze malutkie szczęście. Była taka piękna, taka malutka. Pożegnałam ją, powiedziałam że mama i tata bardzo ją kochamy, powiedziałam do zobaczenia za jakiś czas córeczko. Gdy ja urodziłam poczułam szczęście, mimo ze wiedziałam że za chwilkę muszę się z nią pożegnać.

Byłam pod narkozą, bo miałam łyżeczkowanie. Obudziłam się około północy i od razu zadzwoniłam do narzeczonego, on cały czas był w aucie. Powiedziałam mu że nasza malutka była taka podobna do niego, że była piękna. Po krótkiej rozmowie z narzeczonym pożegnałam się z nim i zasnęłam.

Na drugi dzień wyszłam ze szpitala. Z narzeczonym wróciliśmy do domu, gdzie było pusto, cicho. Nie tak miało być! Nie tak ! 7 października pochowaliśmy nasza córeczkę, pożegnaliśmy ja z rodziną. Od tamtego dnia jesteśmy wraz z narzeczonym u Weronisi codziennie, rozmawiamy z nią, modlimy się. Cały czas jest przy nas.

11 grudnia zrobiliśmy sobie tatuaż małych stópek na przedramieniu. Zawsze jest z nami. Jest ciężko, nie ma dnia żebyśmy o niej nie rozmawiali, nie myśleli. Wiem że z nieba nasz Aniołek patrzy na nas. Staram się być silna, nie płakać ale tak mi źle tak mi ciężko, bo 11 stycznia powinna przyjść na świat, powinna być z nami … A stało się inaczej ….

Dziękuje że choć trochę mogłam wam opowiedzieć nasze życie.

Autor: Roksana

Mój świat zawalił się 2razy

Po wielu latach starań o dziecko, po stoczonej walce psychicznej i walki samej z sobą udało się. Był wrzesień 2011 roku kiedy ujrzałam 2 kreseczki. Moje upragnione szczęście. Wszystko było dobrze, wręcz książkowo. Samopoczucie genialne, zero odruchów wymiotnych,nic….do 8 tygodnia, kiedy zaczęło się plamienie. Delikatne.

historie po poronieniu - kobieta pisze swoją historię

Szpital, badanie i wyrok: serduszko nie bije jak to nie bije?!!Jak to możliwe???Przecież Bóg dał mi dziecko i tak po prostu je zabrał?!Myśli tysiące, o wszystkim i o niczym…Pobyt w szpitalu dobę był dla mnie jak wieczność.Po lekach sama się oczyściłam.Mijał dzień za dniem, noc za nocą i każda z nich nie przespana .Nikt ze mną nie rozmawiał na ten temat, nikt nie pytał. Po kilku dniach przepłakanych doszły mnie takie myśli, że dobrze że to mi się przytrafiło a nie mojej siostrze. Że widocznie jestem na tyle silna, że ja to mogę przejść. Sama….

Po trzech miesiącach znów ujrzałam dwie kreseczki. Szczęście mieszało się ze strachem, śmiech ze łzami. Obawa o każdy dzień, o każdy symptom, o każdy ruch. Od badania do badania. Wszystko szło dobrze aż do 40 tygodnia, kiedy urodziłam śliczną, żyjąca, zdrową dziewczynkę I zdrowa jest do dzisiaj, mądra,zdolna…ma 8lat .

Później już się tak nie staraliśmy. W zasadzie nie myśleliśmy o drugim dziecku. W 2016roku znów ujrzałam dwie kreski. Był śmiech przez łzy kiedy wróciły wspomnienia z 2011roku.Od samego początku czułam że coś jest nie tak, coś mi podpowiadało że się nie uda. W 12tyg poszłam na badania do lekarza. Wszystko ok.

Dwa dni później izba przyjęć i kolejny wyrok SERDUSZKO NIE BIJE. Tym razem jakoś inaczej to przyjęłam. Bardziej spokojnie.. Miałam robione jeszcze 3badania, które potwierdzały że moje dziecko odeszło. Tym razem musiał być zabieg .Wybudziłam się z narkozy i chciałam pójść do łazienki. Na korytarzu zauważyłam mały słoiczek a w nim moje maleństwo. Takie malutkie coś .A być może był to efekt zaaplikowanych mi leków ?Nie wiem…. Poszło szybko, jeszcze tego samego dnia wróciłam do pogodziłam się z tym, że mam jedno dziecko. Jedną śliczną córkę. Najgorsze są jednak pytania „kiedy kolejne dziecko” lub „jeszcze jedno by mogło być” Zawsze odpowiadamy że jak się zdarzy pokocham jak swoje….bo cóż mogę powiedzieć???

Autor: Moniq

Witam Aniołkowe Mamy

Czytam Wasze historie i współczuję Wam, znam ten ból, kiedy nie można przytulić swojego dziecka, które mam nadzieję, gdzieś istnieje i czeka na spotkanie z rodzicami.

Witam Aniołkowe Mamy

Też mam Synka w niebie. W marcu tego roku straciłam Mojego Skarbka Maciusia w 15 tygodniu ciąży. Wystąpiły problemy z łożyskiem, po jakimś czasie poroniłam. Badania histopatologiczne łożyska nie wykazały konkretnej przyczyny.

Bardzo kocham Mojego Aniołka i tęsknię za Nim.

Nigdy nie zapomnę widoku męża płaczącego nad małą białą trumienką. To nasz drugi synek, pierwszy jest fizycznie z nami, szkoda, że nie będą mogli pobawić się razem. Za niedługo będziemy starać się o kolejne dziecko, mamy nadzieję, że duszyczka Maciusia przyjdzie do nas z powrotem z ciałkiem kolejnego dziecka. Staram się trzymać, Maciuś pewnie nie chciałby mieć smutnej mamy. Wy też trzymajcie się bo macie dla kogo. Maciusiu buziaczki dla Ciebie Kochany Synku, mam nadzieję, że jesteś szczęśliwy :* :* :*

Autor: mama