Moja historia o stracie

Długo zastanawiałam się, czy opisać tutaj swoją historie…Opowiedzieć kilka słów o stracie, która złamała mi serce na kawałeczki i nie wiem czy już kiedykolwiek pozbieram je w jedna całość.

wasze historie

Od ponad roku czasu rozmawiałam z partnerem na temat ciąży, dla niego jeszcze nie nadszedł odpowiedni czas, chciał zaczekać. I tak mijał miesiąc za miesiącem, a ja po cichu, każdego dnia modliłam się o ciąże. O tego upragnionego dzidziusia zesłanego nam przez Boga..

W marcu na teście pojawiały się upragnione 2 kreseczki, płakałam ze szczęścia. Jednak już pierwszej nocy dostałam dużych boli w podbrzuszu i tak bardzo się przestraszyłam, że coś jest nie tak.

Po kilku dniach wizyta – gdzie lekarz potwierdził, że jest zarodek w macicy i wszystko wygląda w porządku. Czułam się jednak bardzo źle, wymiotowałam, jedno przeziębienie zaraz kolejne. Do tego bakterie w moczu. Dostałam antybiotyk.

Po 2 tyg. umówiłam się do kolejnego lekarza z nadzieją, że usłyszę bicie serduszka. Tak się jednak nie stało. Lekarz powiedział, że może być różnie i proszę wrócić za 2 tyg.

Nie chciałam w to wierzyć, ale mimo to cały czas czułam niepokój. Intuicja matki jednak nigdy się nie myli. Po 2 tyg. wizyta i wyrok: brak echa zarodka. „Proszę się umówić na zabieg – można nawet dzisiaj”.

Nie słyszałam już reszty wypowiedzianych przez lekarza słów. Nie chciałam w to uwierzyć. Z płaczem wyszłam z klinki i ma drugi dzień. Wróciłam do swojego pierwszego lekarza, który dał nadzieje. Nie ma serduszka, ale pęcherzyk urósł- czekamy 10 dni.

Po tygodniu dostałam plamienia i jak to stwierdził lekarz: „Ameryki z tego nie będzie”. Ot tak.5 min wizyty, diagnoza ciąża obumarła i proszę na recepcji umówić się na zabieg”.

Po raz kolejny odmówiłam. Pojechałam do Pani Doktor, która prowadziła ciąże siostry, potwierdziła, że niestety dzidziuś się nie rozwija. Ciąża zatrzymała się na 6 tyg. Powiedziałam, że chce spróbować poronić naturalnie w domu.

4 dni w bólach spędzone w wannie. I “łapania” wszystkiego co wydawało się być moim maleństwem. Poniedziałek wizyta kontrolna niestety ciąża nadal jest. Uprosiłam tabletki. Niestety i one nie pomogły. kolejnego dnia zgłosiłam się do szpitala. Tysiąc ludzi, lekarzy, pielęgniarek pytających w kolko o to samo. Żadnej empatii, żadnego wyjaśnienia na czym polega zabieg. Parę godzin i już po.

Wychodzę ze szpitala bez niczego. Nigdy nie sadziłam, że mnie to spotka, że spotyka to tysiące kobiet na całym świecie. Że będę musiała iść do szpitala, nie na poród tylko po to, aby wrócić do domu z niczym.
Z rana w sercu, która każdego dnia boli bardziej.

Mam 5 letniego synka dzięki, któremu staram się przetrwać każdy kolejny dzień. Mój partner i przyjaciółka Agata, bez których poddałabym się już na samym początku. Dziękuje ze jesteście.

2 tyg. po dowiedziałam się z badań, ze to był chłopiec. Miałam mieć 2 synka. Tęsknie za Toba mój maluszku. Mama bardzo Cię kocha i zawsze będzie. Gdziekolwiek jesteś.
A kiedyś spotkamy się tam po drugiej stronie i będę śpiewać Ci na dobranoc i słuchać Twojego śmiechu.

Autor: Karina

Rate this post

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.