6 tygodni życia Kamila

Kiedy poroniłam, szaleńczo szukałam informacji, odpowiedzi na temat tego, co się stało ze mną i z naszym dzieckiem. Wciąż zaglądałam na Waszą stronę, czytałam różne historie i one mi pomagały. Wylewałam morze łez, odczuwając żal innych Rodziców i to pomagało mi w przejściu własnej żałoby. Postanowiłam, że i ja będę chciała się podzielić swoim doświadczeniem, kiedy już trochę ochłonę. Można powiedzieć, że dobrze to przeżyłam, ochłonęłam już… Gdyby nie te ciągłe koszmary… Sny o dzieciach, dzieciach martwych, dzieciach nie moich, o trudnych wyborach…

6 tygodni życia kamila

Nasze dziecko miało 6 tygodni

W szóstym tygodniu zobaczyłam bicie jego serduszka. Nie przeżyłam nigdy nic tak wzruszającego. Miesiąc, który przeżyliśmy, był najlepszym miesiącem w naszym małżeństwie. Ciągła radość, pokój. Wiele rzeczy sobie przewartościowałam po to, żeby Dziecko dobrze się rozwijało. Praktycznie od początku ciąży modliliśmy się Nowenną Pompejańską o to, aby Dziecko dobrze się rozwijało i w intencji nas samych. Nowenny nie przerwaliśmy (trwa 54 dni), teraz dziękując za dar krótkiego życia naszego Dziecka.

Parę dni po tym, jak lekarz potwierdził ciążę, poszłam do innego, na NFZ (nie stać mnie na prywatne badania itd.) Był bardzo ordynarny, wciąż powtarzał, że nie z każdej ciąży jest dziecko itd… Nie wróciłam do niego więcej, następnego dnia poszłam do innej przychodni.

Lekarz dosyć długo robił USG, nie pokazał mi monitora

Skierował na badania i powiedział, że koniecznie muszę przyjść za tydzień. Zupełnie niczego się nie spodziewałam… Po paru dniach odebrałam badania, coś było nie tak, ale obiecałam sobie, że nie będę się „nakręcać”. Na następnej wizycie doktor też nic nie mówił, w końcu sama zaczęłam dopytywać. Zaczął zdawkowo mówić, że coś jest nie tak z ciążą, że nastąpił regres, że nic mi nie zagraża.

Kompletnie nie wiedziałam, o czym mówi do mnie… Nie rozumiałam, nie wierzyłam. W końcu powiedział „najlepiej by było, gdyby sama pani poroniła”. Kompletnie nie wiedziałam, o co mu chodzi… Czemu miałam ronić moje Dziecko? Czy jest chore? NIE ROZUMIAŁAM. Wróciłam do domu i myślałam, że oszaleję. Nie mogłam dodzwonić się do męża, miał rozładowany telefon.

Kiedy mąż wrócił z pracy, był przerażony tym, co mówię

Nie zastanawiał się, tylko zabrał mnie do Warszawy na prywatna wizytę, u Doktor, która wcześniej potwierdziła ciążę… To co działo się później, to było jak sen… Pani Doktor powiedziała: „potwierdzam diagnozę, serduszko przestało bić w 6 tygodniu. Musiało to być zaraz po wizycie u mnie. To tak zwane poronienie wstrzymane”.

To był 9 tc. Zupełna tragedia. Później mówiła o prawach, jakie nam przysługują, o prawie do pochówku, o zasiłku itd… Wypisała skierowanie do szpitala i dała swój numer prywatny, żeby dać jej znać, jak się czuję „po”. Rozumiałam co drugie słowo, zerkałam na męża, czy on to wszystko koduje, ale on wyglądał na zupełnie złamanego…

Wyszliśmy z gabinetu i zaczęliśmy oboje płakać w głos

To było straszne. Pierwsze słowa męża, jakie wypowiedział po wejściu do samochodu to „Nasz Kamil jest już w niebie”. Tak chcieliśmy mu/jej dać na imię. Kolejna noc to był koszmar. Płacz, łzy, sen, płacz, łzy sen… Czułam się oszukana przez życie, cieszyłam się Dzieckiem, którego od trzech tygodni już nie było.

Dwa dni czekania na indukcję farmakologiczną poronienia… Moje najtrudniejsze dwa dni. Bardzo bałam się pobytu w szpitalu, na szczęście od pierwszej do ostatniej osoby na oddziale spotykałam się z życzliwością, zrozumieniem i empatią. Kobieta, która leżała ze mną w pokoju, wspierała mnie, tłumaczyła, co będzie się działo… Poroniła już drugi raz.

Chcieliśmy pochować Dziecko

Niestety w tkankach, które dostałam z oddziału do badaniu ,nie było tkanek Dziecka, a jedynie moje. Podobno czasem tak bywa w bardzo wczesnej ciąży. To wszystko było ogromnie, ogromnie trudne… Staramy się z mężem z tym uporać, raz jest lepiej, a raz gorzej. Na pewno ratuje nas wiara, świadomość, że naszemu Dziecku jest dobrze, tylko my musimy, chcemy to odcierpieć, odboleć.

Uwielbiamy dobrego Boga w doświadczeniu Życia, które nosiłam w sobie. Teraz dopiero rozumiem, co to za cud. 11 września zamówiliśmy Mszę dziękczynną za dar życia. Trudny jest ten czas, takiej pustki, przerwania oczekiwań, ale nie tracimy wiary, że to ma jakiś sens… Może potrzeba nam było bardziej tego Dziecka tam w niebie, niż tu na ziemi? Na niektóre pytania nie ma odpowiedzi.

Jedno jest pewne, niech będzie Bóg uwielbiony, też w tym żalu i smutku, który odczuwamy. A i też w radości, bo jednak jesteśmy Rodzicami…


historia baner 2

 

Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, wypełnij formularz.

 


Przeczytaj też inne historie TUTAJ >>> Wasze historie

Zdjęcie: ©StockSnap/pixabay.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.