Każdy powinien usłyszeć o swoich prawach… Historia poronienia

Będąc w ciąży, chciałam, żeby czas szybciej płynął, żeby minęły te najniebezpieczniejsze trzy miesiące, żeby dziecko było już duże, żebym mogła poczuć jego ruchy. Nawet moje najczarniejsze koszmary nie miały tego scenariusza, jakie mi moje życie (może los) napisało.

każdy powinien usłyszeć o swoich prawach

Dziś chcę, żeby czas szybciej płynął…

…nie z tego powodu, że się niecierpliwię do spotkania z moim dzieckiem, tylko żeby zapomnieć. Nie spodziewałam się, że mogę być w ciąży. Od ponad 2 lat staraliśmy się, aby je mieć i co miesiąc się nie udawało. W końcu doszliśmy do wniosku z mężem, że jeżeli się teraz nie uda, to idziemy się przebadać. W mikołajki zrobiłam sobie test bo mi się „okres spóźniał”.

Pojawiły się dwie kreski z tym, że jedna była bladziutka, zrobiłam drugi – to samo. Zgłupiałam. Jak zwykle podeszłam do tego sceptycznie, że to jest niemożliwe tym bardziej, że boli mnie brzuch jak przed okresem. Może nie tak intensywnie, ale czułam skurcze.

U ginekologa potwierdziło się, że jestem w ciąży, że jest pęcherzyk ciążowy

Następna wizyta w 6 tygodniu – na USG jest już serduszko i bije. Po tej wizycie przeziębiłam się okropnie, leżałam cały czas w domu, przez moment miałam gorączkę. Myślałam, że jak mi przeszło, to już będzie wszystko dobrze, ale najgorsze dni w moim życiu dopiero nadeszły z następna wizytą u ginekologa.

Ginekolog nie mogła znaleźć bicia serca. Dostałam skierowanie do szpitala. Całą noc nie spałam, chciałam, żeby badanie w szpitalu stwierdziło, że jednak serduszko bije.

W szpitalu na USG zobaczyłam je…

Jedno słowo z ust mi się wyrwało „ono jest cudowne”. Widziałam dużą nieproporcjonalną główkę, nóżki, rączki, pępowinę, ale serce nie biło. Dostałam tabletki na poronienie. Zrobili zabieg. Czas spędzony w szpitalu jest to dla mnie koszmar. Gdyby nie wsparcie rodziny, nie poradziłabym sobie z tym, co się stało i tym jak mnie w szpitalu traktowano.

Nikt w szpitalu nie powiedział mi o tym, że mogę wykonać badania genetyczne. Na każde pytanie z łaską wymijająco odpowiadano. I ten wzrok „po co się pytasz, zrobimy, co trzeba, a ty masz jeszcze jakieś ale i dociekasz”. Szpital, w którym byłam, na swojej stronie internetowej chwali się, jakie to posiada certyfikaty…

…a personel nie ma tego, co najbardziej jest potrzebne – empatii

Nie przyszła do mnie ani jedna osoba, która by mi powiedziała, co mnie w takiej sytuacji czeka, jak będzie wyglądać zabieg, jakie badania mogę zrobić sobie, czy chcę, aby pobrano próbki od dziecka. Na sali, gdzie leżałam, były kobiety po sześćdziesiątce, którym macice usuwano, nie było nikogo w podobnej jak ja sytuacji, z kim mogłam porozmawiać, a według lekarza dziennie w szpitalu takich zabiegów jak mój robią co najmniej 10.

Po wypisie, jak chcieliśmy się dowiedzieć, jakie próbki były pobrane i czy można zrobić badania genetyczne dziecka na podstawie tego, co pobrali, to usłyszeliśmy od ginekologa, że nie spotkała się, żeby tak jak ja ktoś wydziwiał i chciał badania robić płodu.

Dowiedziałam się również, że nie mają obowiązku mnie o tym informować

A ja sobie powinnam w trakcie ciąży poczytać fora o poronieniach. Ale chyba najgorsze słowa, jakie usłyszałam z ust tego lekarza, to, że moje dziecko zostało zutylizowane. Ktoś może powiedzieć, ze jestem małostkowa i to normalna procedura w takich sytuacjach.

Ja uważam inaczej, każdy powinien usłyszeć o swoich prawach przy poronieniu od personelu medycznego i szpital bądź odpowiednia instytucja powinny zapewnić spopielenie szczątek płodu i pochówek na cmentarzu w zbiorczym grobie.

To nie jest wydziwianie, to jest normalna potrzeba. Płód to nie jest kamień żółciowy, żeby go utylizować. Każdemu, kto myśli inaczej, pokazałabym zdjęcie USG mojego dziecka i spytałabym się, co oprócz wielkości odróżnia je od Ciebie czy mnie.

Chciałabym, żeby zmieniło się spojrzenie społeczeństwa, personelu medycznego na poronienia

I na opiekę kobiet, które poroniły. Chciałbym móc zmienić to, pokazać, że nasze dzieci – czy miały 7 tygodni, 9 czy 17 – mają prawo mieć grób, który odwiedzisz, a ty masz prawo do tego, żeby osoby, które cię leczą, były życzliwe i pomocne w twoim trudnym momencie życia.

Bardzo się winię o to, co się stało, chyba nigdy sobie tego nie wybaczę, bo mogłam inaczej swoim życiem pokierować. Odpowiedzi na to, dlaczego tak się stało, nigdy nie uzyskam, czy to była wina genetyczna czy przez przeziębienie, czy przez skaczący cukier.

Żyję niby normalnie, chodzę do pracy, żartuję, ale jak jestem sama, myślę, co by było, gdyby wszystko inaczej się potoczyło. Ze stratą dziecka straciłam to, co zawsze pchało mnie do działania – cel.


historia baner 2

 

Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, napisz do nas na adres info@poronilam.pl

 


Przeczytaj też inne historie TUTAJ >>> Wasze historie

zdjęcie: pixabay.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.