Utracone szczęście – historia poronienia

Każda historia poronienia jest czymś tragicznym, mówimy w końcu o śmierci najbliższej nam osoby, którą nosimy pod własnym sercem. Jak to było u mnie? Najcudowniejsze chwile mojego życia rozpoczęły się w kwietniu 2018 roku.

utracone szczęście

Postanowiliśmy z mężem zawalczyć o rodzinę

Za pierwszym razem udało mi się zajść w ciążę – pomyślicie „istny cud”, ale ten cud trwał dosłownie chwilę. Ja, osoba całkowicie zadaniowa i najszczęśliwsza na świecie, zaczęłam dbać o siebie, jak nigdy w życiu – kupiłam dwie książki o ciąży i macierzyństwie, które przeczytałam w trybie ekspresowym.

Zamówiłam prenumeratę gazety „M jak Mama” (no bo w końcu – co miało pójść nie tak?). Kupiłam najlepsze specyfiki z idealnymi składami na przyszłe rozstępy. Zdrowo się odżywiałam, nie piłam kawy, wszystko robiłam w zwolnionym tempie.

Byłam z siebie dumna, że tak wszystko wiem

Że tak troszczę się o moje maleństwo, myślałam, że jestem najlepiej przygotowaną mamą stulecia. Wiedziałam, że muszę o siebie dbać 3x bardziej niż inna zwykła mama, ponieważ mam ciężką wadę genetyczną – posiadam dwurożną macicę.

Widziałam zatem lampki ostrzegawcze, miałam w głowie wszystkie słowa moich ginekologów, że niestety poronienia zdarzają się o wiele częściej niż u normalnych ciężarnych, z „normalną” macicą.

Ale próbowałam o tym nie myśleć, tylko leżałam, ile tylko mogłam

Miałam umówioną wizytę u lekarza dopiero na ok. 6 tydzień ciąży, ale cóż – wcześniej trafiłam do szpitala. Brałam szybką popołudniową drzemkę i poczułam, że zrobiło mi się mokro. Była to krew, obfita krew. Wpadłam w płacz. Mąż przyjechał z pracy, spakował mnie i pojechaliśmy do szpitala.

Był to piątek, zrobiono mi badania, nic mi nie mówiąc, zostawili na oddziale. Dostawałam tylko leki na podtrzymanie. Brak informacji był najgorszy. W poniedziałek zawołał mnie ordynator na USG, mówiąc „tutaj mamy prawdopodobnie ciążę obumarłą” – na tym USG byłam ledwo żywa.

Ale co się okazało, lekarz z entuzjazmem krzyknął „przecież bije serce! jest Pani w 6 tygodniu”

Popłakałam się ze szczęścia. Na wizycie u mojej Pani ginekolog faktycznie widziałam maleńkie ruchy serduszka mojego skarba. Szczęśliwa leżałam i dziękowałam Bogu. Za 2 tygodnie miałam kolejną wizytę. Oczywiście do tego czasu czułam się bardzo źle – miałam wszystkie ciążowe oznaki: mdłości, przemęczenie itp.

We wtorek w 8 tygodniu ciąży miałam wizytę u Pani ginekolog, jednak coś nie dawało mi spokoju. Dzień wcześniej minęły mi wszystkie mdłości, pomyślałam, że coś za szybko. Na wizycie widziałam minę lekarki. Popatrzyła na mnie i powiedziała „przykro mi, nie widzę dziecka, widzę tylko krwiak”.

Wpadłam w depresję

Rano na czczo mąż zawiózł mnie do najlepszego szpitala ginekologicznego za poleceniem mojej lekarki, ze względu na moją wadę macicy. Zrobiono mi USG i powiedziano mi raz jeszcze „ciąża obumarła, przykro mi”. Tego samego dnia wykonano mi zabieg, który do dziś dnia śni mi się po nocach…

Drogie kobiety, pamiętajcie że nie jesteśmy same i tylko MY, wiemy, jak to boli. Pozdrawiam Was bardzo mocno, walczcie o szczęście.


historia baner 2

 

Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, wypełnij formularz.

 


Przeczytaj też inne historie TUTAJ >>> Wasze historie


zdjęcie: Bess_Hamiti/pixabay.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.