To dla mnie trudne – historia o stracie

Dzień dobry.

Chciałam się podzielić moją historią ponieważ, to jest dla mnie trudne. W połowie marca tego roku zaczęła mi się spóźniać miesiączka, trochę mnie dziwiło, ale w ostatnim czasie miałam coraz krótsze i delikatniejsze, ale coś mnie tknęło i zrobiłam test. Był pozytywny i 4 kolejne też wykonane w różnych dniach.

wasze historie

Moja przyjaciółka doradziła mi,  żebym jak najszybciej poszła do lekarza by to stwierdził, bo mamy ciężką fizycznie prawie jako opiekunki w DPSie. Chciałam, ale w poradni kazali czekać.

Czekałam aż na półtora tygodnia przed wizytą zaczął mnie boleć brzuch i miałam plamienia i z każdą godziną było coraz gorzej. Następnego dnia tak mnie bolało, że musiałam się zwolnić z pracy i myślałam, że nie dojadę do szpitala tak mnie bolało.

W szpitalu po badaniach lekarze stwierdzili, że straciłam moje dziecko i musiałam przejść zabieg łyżeczkowania. Najgorsze było jednak to kiedy wróciłam do domu. Mama z babcią stwierdziły, że świetnym pomysłem będzie przypominanie mi o tym co się stało np. że kuzynka nie chce ze mną rozmawiać, bo się wstydzi, albo wywierania presji żebym zaszła w ciążę znowu nie licząc się z tym jak się czuje.

Poszłam na kontrolę do lekarza, stwierdził on że mnie nie przyjmie, bo jak mnie bolało to miałam przyjść do niego a nie do lekarza, co miał w ten dzień dyżur a jego w ogóle nie było. Stwierdził że to moja wina, bo wymyśliłam sobie jakąś fanaberie z zajściem w ciążę i chęcią posiadania dziecka i że do końca życia powinnam brać tabletki i nie mieć dzieci bez żadnych badań tak według niego.

Autor: Karolina

 

Historia „Tęczowe dziecko” – Moje tęczowe dzieci

„Tęczowe dzieci” – osobom, które doświadczyły poronienia znane określenie. Ja doświadczyłam tego x2. Właściwie to mój przypadek jest trochę inny. Moje jedno tęczowe dziecko żyje, drugie nie. A jeszcze dokładniej to nie żyje to pierwsze.

wasza historia

Mojej pierwszej straty doświadczyłam w październiku 2018. Miałam w domu rocznego syna. Chcieliśmy mieć jeszcze jedno dziecko, z małą różnicą wieku. Kiedy nasz N. skończył 13 miesięcy udało się, byłam w ciąży.

Ciąża od początku nie rozwijała się tak jak powinna. Ciągle była jakby młodsza, to nie było widać zarodka, to serduszka. Na 3 wizycie u lekarza coś tam pikało, ale jakby za mało. W końcu skończyło się na tym, że maleństwo stanęło w rozwoju.

W 10 tc trafiłam do szpitala na wywołanie poronienia. Niestety byłam przypadkiem, który sam nie poroni. Dostawałam tabletki w końskich dawkach, nie ruszyło. Po łyżeczkowaniu było po wszystkim. Czułam się tak „pusta w środku”,  wtedy myślałam, że już nic gorszego mnie w życiu nie spotka. Niestety- spotkało.

Pół roku po poronieniu znów byłam w ciąży. Wyczekiwanie i radość przeplatały się ze strachem. Jednak tym razem ciąża rozwijała się książkowo. W 13 tc pojechaliśmy razem z mężem na badania prenatalne. Widzieliśmy ruchliwego maluszka, rączki, nóżki. Lekarz powiedział, że wygląda na dziewczynkę i mamy zdrowe dziecko. Od zawsze marzyłam o córeczce, cieszyłam się jakbym wygrała w totka. Będę mieć moja ukochana córeczkę! Moją małą M.

17 tc kolejna wizyta u lekarza. Lekarz wypatrzył, że coś nie tak jest z sercem. Obraz nie był prawidłowy. Kolejne badania, kolejni lekarze, padł wyrok złożona, ciężka, sinicza wada serca. Bez wad genetycznych. Wtedy mogliśmy legalnie w Polsce usunąć ciążę. Jednak sama wada serca nie była dla nas wystarczającym powodem do podjęcia takiej decyzji.

Urodziłam M. o czasie w 39 tc. W jak to nam mówiono najlepszym ośrodku do tego typu wad w Polsce. Malutka była idealna, była naszą małą, dzielną wojowniczka. Walczyła dzielnie, jak już wydawało się, że wyszliśmy na prostą, że już wszystko musi być dobrze.

M. odeszła mając zaledwie 5 tygodni. Nagle, nikt się tego nie spodziewał. Nawet lekarze. Do dziś nie wiemy dlaczego tak się stało. Przecież dzieci z cięższymi wadami żyją i mają się dobrze. Nie moja mała M. Załamałam się, nie umiałam pozbierać myśli. Dobrze, że mój mąż był na tyle silny, żeby to wszystko zorganizować, bo ja nie byłam w stanie.

Przy życiu trzymał mnie tylko mój syn, który wtedy miał zaledwie 2 i pół roku. Na szczęście był na tyle mały, że nie rozumiał tego co nas spotkało. Wtedy mówiłam, że już nigdy więcej nie urodzę dziecka. Nie przeżyje kolejnej straty. Nie ma nic gorszego jak śmierć własnego dziecka. Jednego dnia masz uśmiechnięte, kochane dziecko, słyszysz że za kilka dni zabierzesz je do domu. Planujesz w myślach co będziecie robić, będziecie w końcu w komplecie a nagle cały świat ci się zawala. Następnego dnia dziecka nie ma.

Było ciężko, nie mogłam patrzeć na kobiety z wózkami. Wracałam do domu zamykałam się w łazience, albo wchodziłam pod prysznic i wyłam jak dziecko. Serce mi pękało na każdą myśl o niej. Tęsknota mnie wykańczała. Im więcej czasu mijało tęskniłam za nią coraz bardziej. Wtedy zaczęłam myśleć o kolejnej ciąży, o tym że ja muszę mieć jeszcze jedną córkę.

I tak się stało, równo 7 miesięcy po śmierci mojej małej M. zobaczyłam 2 kreski na teście ciążowym. 15 miesięcy po śmierci M na świat przyszła nasza druga córka. ZDROWA. 1 czerwca moje oczko w głowie skończy rok. Jest moją prawdziwą tęcza, moją małą iskierką, jest moim takim prawdziwym oczkiem w głowie.

Dzisiaj, ponad 2 lata po śmierci naszego aniołka jeździmy razem całą czwórka na cmentarz. Mój syn dobrze wie, że ma siostrę aniołka. Opowiada o niej innym. Choć osobiście jej nigdy nie poznał mówi, że on ma 2 siostry jedna jest aniołkiem. Wie, że mama najpierw urodziła jego, później aniołka a później naszą P. Nosi jej na grób razem z tatą czerwone róże.

Chciałabym, aby kiedyś w przyszłości moje dzieci o niej pamiętały. Aby same dobrowolnie czuły potrzebę odwiedzenia grobu siostry. Choć nie ma jej z nami, zawsze będzie częścią nas. Częścią, która nas jeszcze bardziej zbliżyła do siebie, a najbardziej nauczyła nas cieszyć się z tego co mamy tu i teraz. Doceniać zdrowie i je szanować. Bo jak jest zdrowie to poradzimy sobie ze wszystkim.


Jeśli Ty również chcesz podzielić się z Nami historią ,,Tęczowego dziecka” prześlij ją na  kontakt@poronilam.pl lub uzupełnij poniższy formularz. 

Tęczowe dziecko - Podziel się swoją historią

  • Redakcja Poroniłam.pl zastrzega sobie prawo do naniesienia poprawek do przesłanych historii, aby tekst był zgodny z zasadami ortograficznymi i interpunkcyjnymi j. polskiego. Nie publikujemy nazwisk lekarzy i nazw szpitali.
 

Weryfikacja

Historia zostanie opublikowana anonimowo. 

Uwaga! Nie publikujemy nazwisk lekarzy i nazw szpitali.

Historia „Tęczowe dziecko” – Cud od Boga

Pierwszego syna urodziłam 5 lat temu, ciąża i poród były można powiedzieć książkowe, więc z mężem zaczęliśmy dość wcześnie myśleć o rodzeństwie dla niego. Dwa lata później zaszłam w ciążę, niestety pośród stresów nie zdążyłam jej zbyt szybko zauważyć i wziąć się w garść. Dwoma kreskami na teście cieszyliśmy się kilka dni. Na USG wyszła ciąża 8 tyg.  bez bicia serduszka, lekarz mówił że jest nadzieja. Tego samego dnia zaczęło się krwawienie.

wasza historia

Moja historia poronienia była już kiedyś opisana na waszej stronie, ze względu na traumę jaką przeżyłam nie tylko w związku ze stratą dziecka, ale i traktowaniem przez położne. Po łyżeczkowaniu wróciłam do domu. Musieliśmy swoje odcierpieć, ale nie traciliśmy nadziei, walczyliśmy dalej.

Dwa lata później kolejne dwie kreski na teście. Mąż się cieszył a ja od początku czułam, że coś nie tak… Dużo modliłam się o dziecko, ale miałam straszne bóle jajnika, powłóczyłam nogą. Pojechaliśmy do szpitala. Na USG wyszła ciąża pozamaciczna – 5 tydzień. Lekarz od razu kazał zostać na operację. A ja dostałam zdjęcia z USG z zarodkiem w jajowodzie. W kolejnym USG następnego dnia okazało się że zarodka już nie ma jajowód pękł a ja muszę być już operowana.

Kiedy pytałam lekarzy jakie są szanse na kolejne dziecko mówili 50%. Niby optymistycznie tylko skoro na dwóch jajnikach zachodziłam w ciąże co dwa lata, to moje wyliczenia nie były optymistyczne, bo nie chciałam rodzic mając więcej niż 35lat. Powiedziałam mężowi, że nie chce już przechodzić przez kolejna stratę, szpitale itp.

Chciałam szybko coś zdecydować w ciągu kilku dni ustalić plan na resztę życia. Myśleliśmy nad adopcją. Ale cały czas czułam opiekę Boga nad naszą rodziną, nie pomyliłam się. Miesiąc po wycięciu jajowodu zaszłam w ciążę.

Bardzo się bałam przez całe 9miesiecy, ale szczęśliwie nasz syn jest z nami już drugi miesiąc. Lekarze prowadzący mnie do porodu dziwili się, że po laparoskopii i wycięciu jajowodu tak szybko zaszłam w ciążę, a jednak cuda się zdarzają czasem wystarczy zaufać…

Autor: Szczęśliwa mama


Jeśli Ty również chcesz podzielić się z Nami historią ,,Tęczowego dziecka” prześlij ją na  kontakt@poronilam.pl lub uzupełnij poniższy formularz. 

Tęczowe dziecko - Podziel się swoją historią

  • Redakcja Poroniłam.pl zastrzega sobie prawo do naniesienia poprawek do przesłanych historii, aby tekst był zgodny z zasadami ortograficznymi i interpunkcyjnymi j. polskiego. Nie publikujemy nazwisk lekarzy i nazw szpitali.
 

Weryfikacja

Historia zostanie opublikowana anonimowo. 

Uwaga! Nie publikujemy nazwisk lekarzy i nazw szpitali.

Moja historia o stracie

Długo zastanawiałam się, czy opisać tutaj swoją historie…Opowiedzieć kilka słów o stracie, która złamała mi serce na kawałeczki i nie wiem czy już kiedykolwiek pozbieram je w jedna całość.

wasze historie

Od ponad roku czasu rozmawiałam z partnerem na temat ciąży, dla niego jeszcze nie nadszedł odpowiedni czas, chciał zaczekać. I tak mijał miesiąc za miesiącem, a ja po cichu, każdego dnia modliłam się o ciąże. O tego upragnionego dzidziusia zesłanego nam przez Boga..

W marcu na teście pojawiały się upragnione 2 kreseczki, płakałam ze szczęścia. Jednak już pierwszej nocy dostałam dużych boli w podbrzuszu i tak bardzo się przestraszyłam, że coś jest nie tak.

Po kilku dniach wizyta – gdzie lekarz potwierdził, że jest zarodek w macicy i wszystko wygląda w porządku. Czułam się jednak bardzo źle, wymiotowałam, jedno przeziębienie zaraz kolejne. Do tego bakterie w moczu. Dostałam antybiotyk.

Po 2 tyg. umówiłam się do kolejnego lekarza z nadzieją, że usłyszę bicie serduszka. Tak się jednak nie stało. Lekarz powiedział, że może być różnie i proszę wrócić za 2 tyg.

Nie chciałam w to wierzyć, ale mimo to cały czas czułam niepokój. Intuicja matki jednak nigdy się nie myli. Po 2 tyg. wizyta i wyrok: brak echa zarodka. „Proszę się umówić na zabieg – można nawet dzisiaj”.

Nie słyszałam już reszty wypowiedzianych przez lekarza słów. Nie chciałam w to uwierzyć. Z płaczem wyszłam z klinki i ma drugi dzień. Wróciłam do swojego pierwszego lekarza, który dał nadzieje. Nie ma serduszka, ale pęcherzyk urósł- czekamy 10 dni.

Po tygodniu dostałam plamienia i jak to stwierdził lekarz: „Ameryki z tego nie będzie”. Ot tak.5 min wizyty, diagnoza ciąża obumarła i proszę na recepcji umówić się na zabieg”.

Po raz kolejny odmówiłam. Pojechałam do Pani Doktor, która prowadziła ciąże siostry, potwierdziła, że niestety dzidziuś się nie rozwija. Ciąża zatrzymała się na 6 tyg. Powiedziałam, że chce spróbować poronić naturalnie w domu.

4 dni w bólach spędzone w wannie. I “łapania” wszystkiego co wydawało się być moim maleństwem. Poniedziałek wizyta kontrolna niestety ciąża nadal jest. Uprosiłam tabletki. Niestety i one nie pomogły. kolejnego dnia zgłosiłam się do szpitala. Tysiąc ludzi, lekarzy, pielęgniarek pytających w kolko o to samo. Żadnej empatii, żadnego wyjaśnienia na czym polega zabieg. Parę godzin i już po.

Wychodzę ze szpitala bez niczego. Nigdy nie sadziłam, że mnie to spotka, że spotyka to tysiące kobiet na całym świecie. Że będę musiała iść do szpitala, nie na poród tylko po to, aby wrócić do domu z niczym.
Z rana w sercu, która każdego dnia boli bardziej.

Mam 5 letniego synka dzięki, któremu staram się przetrwać każdy kolejny dzień. Mój partner i przyjaciółka Agata, bez których poddałabym się już na samym początku. Dziękuje ze jesteście.

2 tyg. po dowiedziałam się z badań, ze to był chłopiec. Miałam mieć 2 synka. Tęsknie za Toba mój maluszku. Mama bardzo Cię kocha i zawsze będzie. Gdziekolwiek jesteś.
A kiedyś spotkamy się tam po drugiej stronie i będę śpiewać Ci na dobranoc i słuchać Twojego śmiechu.

Autor: Karina

Serce pęknięte na pół – historia o poronieniu

Każdemu mówiłam „do trzech razy sztuka”. I każdy pytał czemu tak mówię. Po przepracowaniu dwóch strat mówiłam o tym otwarcie, bez wstydu i tajemnic. Dwa puste jaja. Pogodziłam się ze stratami, a myśl, że zarodki się nie rozwinęły dawała mi trochę ukojenia. Natura tak chciała.

wasza historia

Trzecia ciąża była trochę z przypadku. Nie pilnowaliśmy owulacji jak w poprzednich miesiącach, trochę odpuściliśmy i nagle dwie kreski. Ukrywaliśmy to przed wszystkimi, by tylko nie zapeszyć. Od początku problemy, plamienia, krwiak, ale gdy zobaczyliśmy bijące serce cały świat przestał się liczyć. Kolejne wizyty prawie co tydzień, by tylko sprawdzić czy to nie sen.

Pierwsze badania prenatalne, 13tc, dziewczynka. Miniaturowa, idealna, nic niepokojącego. Zwariowaliśmy, a radością zaczęliśmy się dzielić z innymi. Kolejna wizyta po miesiącu potwierdziła płeć i utwierdziła, że wszystko jest w porządku. W końcu zaczęliśmy planować zakupy, wyprawkę, nawet imię.

Tydzień później ból brzucha. Początkowo myśleliśmy, że zwykła niestrawność. Po godzinie wizyta na IP. I ten wzrok lekarki i słowa „stąd już wyjedzie Pani na leżąco, przyjmujemy na oddział”. Nie rozumiałam co do mnie mówią. Drugi lekarz potwierdza – niewydolność szyjki, pęcherz płodowy uwypuklił się do pochwy. Proszę nie robić sobie nadziei.

Chyba nigdy doba nie trwała tak długo. Kolejni lekarze, kolejne spojrzenia. „Niestety serce przestało już bić, musi Pani już tylko urodzić”. Jak to „tylko”??!! Chciałam krzyczeć, a z ust nie wypływały żadne słowa. Najgorszy ból w życiu. Serce pękło mi na pół.

Na mojej drodze w tamtej chwili był anioł. Gdyby nie położna, umarłabym tam razem z moim dzieckiem. Ale nie pozwoliła mi i kazała żyć. Kazała żyć, by wziąć w ramiona moją 210 gramową kruszynkę. Była taka jak mówili. Idealna.

Dziś czekamy na to by ją pochować. Moje ciało i dusza są puste, rozpacz rozdziera każdą komórkę, myśl i słowa. Kiedyś znów zaświeci słońce, ale na razie jestem na samym dnie otchłani.

Autor:Mama