Majeczka nasza gwiazdka – historia poronienia

To miało być nasze drugie dziecko. Nasz synek ma 3 latka, chodzi do przedszkola i jest naszym oczkiem w głowie. Gdy we wrześniu dowiedzieliśmy się o ciąży, bardzo się cieszyliśmy. W sumie nie planowaliśmy ciąży, ale gdyby się przytrafiła, też byliśmy na to gotowi 🙂

Majeczka nasza gwiazdka

No i wyszło szydło z worka. Ciąża 🙂

Mieliśmy dużo obaw, zaczęłam rozkręcać swój biznes, moja pracownica w lipcu dowiedziała się, że jest w ciąży. Ale mieliśmy siebie, kochamy się, kochamy naszego synka. Do pełni szczęścia brakowało nam właśnie tej maleńkiej istotki, którą pokochałam już od 2 kresek na teście ciążowym.

Gdy poszłam na wizytę w 6 tygodniu, usłyszałam jej serduszko. Biło mocno i równo. Widziałam tę malusią fasolkę. Lekarz powiedział, że dzidzia jest mniejsza niż wiek ciąży. Ok, nie przejmowałam się, synek też zawsze był nieco mniejszy, a urodził się zdrowy, ale drobniusi 🙂

W 12 tygodniu poszliśmy prywatnie na USG genetyczne

Chcieliśmy zobaczyć, czy wszystko jest w porządku i poznać płeć. Lekarz oglądał dzidzię, mierzył i nagle zobaczyłam na monitorze, jak mierzy NT… Ja z USG Kubusia wiedziałam, co ten wskaźnik oznacza.

Liczba, jaka się pokazała, od razu mnie zaniepokoiła… NT (przezierność karkowa) wyszła nam 3.7… Lekarz skierował nas na amniopunkcję… Wyszliśmy z gabinetu załamani. Jak się okazało córeczka, wyglądała na USG normalnie…. Tłumaczyliśmy sobie, że to tylko statystyki.

Dwa tygodnie później wylądowaliśmy w poradni genetycznej…

Wtedy mój świat rozpadł się na tysiące kawałków… Diagnoza zwaliła nas z nóg… Robiono nam biopsje kosmówki. Lekarz od razu uprzedził nas, że dziecko nie przeżyje do 20 tygodnia. Podejrzewa triploidię i łożysko zaśniadowe… Byliśmy prywatnie na konsultacjach u innych lekarzy.

Chciałam cokolwiek zrobić, ratować mój skarb, który cały czas żył, mimo że przestał rosnąć. Chciałam usłyszeć, że to pomyłka…

Niestety nikt nie dawał nam szans. Tydzień później otrzymaliśmy wyniki na piśmie. Wszystko się potwierdziło, lekarz od razu skierował mnie do szpitala, bo łożysko zagrażało mojemu życiu…

Trafiłam do szpitala w 15 tygodniu na wywołanie poronienia. Nasza Majeczka miała 10 cm. Widzieliśmy ją, pożegnaliśmy się. Wszystko przebiegło tak, jak chciałam. Chociaż kilka chwil spędzonych razem, choć Maja była już aniołkiem. Odeszła dzień przed moimi urodzinami…

6 grudnia był pogrzeb…

Napisałam do niej list. Włożyłam do trumienki. To mi pomogło. Po pogrzebie poczułam dziwny spokój, że ma swoje miejsce na ziemi obok mojego dziadka.

Mogę ją odwiedzać, kiedy mam gorsze chwile… W pracy jakoś daję radę. W domu najgorzej jest wieczorami… Dużo myśli kłębi się w głowie…

Pęka mi serce. Moja dusza jest gdzieś poza ciałem. Cały czas myślę o tym, żeby ją przywieźć do domu, jeszcze raz przytulić. Choć na chwilę… Nie umiem jeszcze żyć z tą myślą, że straciliśmy nasze dzieciątko…

Na pewno się spotkamy, moje słońce. Nigdy Cię nie zapomnę, córeczko. Śpij spokojnie


historia baner 2

 

Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, wypełnij formularz.

 


Przeczytaj też inne historie TUTAJ >>> Wasze historie


zdjęcie: Free-Photos/pixabay.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.